Masowego odbiorcę karmi się "produktami kulturopodobnymi" zgodnie z założeniami konsumpcjonizmu. Nie ma tu miejsca na indywidualizm czy różnorodność. Jest za to kicz, czyli uproszczenie, płytki emocjonalizm i bezguście.
Religijność katolicka w przeciętnym polskim wydaniu ma wiele wspólnego z popkulturą. Tu także reguły funkcjonowania narzuca mainstream. Różnica polega na tym, że twórcy kultury masowej wcale się z tym nie kryją, podczas gdy ulubione hasło środowisk kościelnych brzmi: "płyńmy pod prąd". Jest ono prawdziwe co najwyżej w kwestii etyki małżeńskiej i seksualnej (choć i to wydaje się dyskusyjne), pod każdym innym względem polski Kościół płynie z prądem.
Gorzej niż herezja Zabory, późniejsze rządy komunistyczne i przyspieszony awans społeczny chłopów sprawiły, że rozpowszechniła się u nas religijność ludowa zaprawiona nacjonalizmem i naiwnością z pogranicza wiary w gusła. Stworzona przez prymasa Wyszyńskiego koncepcja życia religijnego opartego na ludowości i kulcie maryjnym była zapewne rozsądna w trudnym czasie, ale obecnie nie tylko nie ma sensu, ale wręcz stała się szkodliwa. Jednak hierarchia kościelna uporczywie trzyma się tego wzorca, jak gdyby obawiając się, że jakakolwiek zmiana podważyłaby autorytet legendarnego kardynała. Z drugiej strony proboszczowie są wychowankami takiego systemu i poza nim nie znają innego.
Większość proboszczów nie ewangelizuje, ale ucieka się do rozwiązań prostszych, lecz szkodliwych. Przemawia językiem kiczu. Sakrokicz to zjawisko wielowymiarowe, obejmuje nie tylko architekturę i wystrój świątyń, ale także język homilii i niektórych modlitw, pieśni, zawartość merytoryczną podręczników do katechezy, prasę itd. Taka wszechobecność tandety świadczy o tym, że nasz Kościół ma problem ze zrozumieniem swojej roli. Dominikanin o. Jan Andrzej Kłoczowski w wywiadzie „O kiczu w religii i miłości” (www.katolik.pl) mówił, że „kicz uniemożliwia autentyczną relację religijną, bowiem przekazuje informację o tym, co święte, w formie zredukowanej, zakłamanej, błędnej”. Zdaniem historyka sztuki z UAM dr Tomasza Ratajczaka „dla Kościoła kicz jest gorszy niż herezja”. A ks. Ryszard Knapiński w artykule „Kicz w Kościele” opublikowanym na stronie internetowej Episkopatu (!) stwierdza, że proboszczowie proponujący wiernym dzieła bezguścia grzeszą głupotą.
Dobrze, że próby dyskusji nad sakrokiczem podejmują także księża. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że jest to głos wołającego na puszczy. Swoisty wskaźnik oglądalności działa i w Kościele: odpowiednikiem ambitniejszych programów telewizyjnych dla bezsennych są tu wieczorne msze "dla wymagających", otwarte na dialog czasopisma katolickie, takie jak "Tygodnik Powszechny" czy "Znak", na ogół niepolecane podczas ogłoszeń duszpasterskich i - ciekawe dlaczego? - niesprzedawane w kościołach.
Polacca stiropiana Rodzice, którzy chcą kształtować w dzieciach wrażliwość na piękno, raczej nie znajdą sojusznika w Kościele. Po pierwszej lekcji religii ich latorośle przyniosą do domu obrazki, na których blady patron ministrantów św. Dominik Savio błyska białkami uniesionych ku niebu oczu, a św. Teresa z Lisieux pod dwoma aniołkami siedzącymi na chmurce żongluje różyczkami. Wkrótce też dowiedzą się, że niemal każdy święty "już od dzieciństwa przejawiał niezwykłą pobożność" i dużo bardziej niż gra w piłkę pociągało go odmawianie litanii. Kiedy
dziecko wejdzie w okres dojrzewania, dostanie do skrupulatnej
lektury wysokonakładowe pismo dla młodzieży katolickiej, w którym formacja religijna koncentruje się na ostrzeżeniach przed masturbacją, pornografią (okraszanych dość plastycznymi opisami) i islamem. Kiedy zaś wkroczy w dorosłość, będzie co niedziela wysłuchiwać kazań na temat pokus i niebezpieczeństw świata czyhających na dobrych katolików, a także na temat praktyk niezbędnych do uzyskania odpustu zupełnego; kazań, dodajmy, formułowanych niezbyt udaną polszczyzną. Po czym zaśpiewa wraz z niezbyt muzykalnym organistą (po skróconym kursie organistowskim) pieśń, ot, choćby taką: "Bywają chwile, gdy jest mi źle,/ nie mam do kogo użalić się./ Pragnę odnaleźć drogę do Ciebie,/ bo wiem, że zawsze Ty kochasz mnie".
Kościół, który głosi, że należy iść pod prąd, staje się nieprzekonujący, akceptując sakrokicz i upodabniając wnętrza świątyń do jarmarku pod Gubałówką. Czytelnicy portalu Onet.pl stworzyli niegdyś listę najbrzydszych kościołów w Polsce. Pierwsze miejsce zajmuje na niej sanktuarium w Licheniu (projekt Barbary Bieleckiej) nazywane przez dziennikarzy, architektów, krytyków i tzw. cywilnych internautów sakralnym Disneylandem. Kontrowersje zarówno wśród architektów, jak i laików budzi także projekt warszawskiej Świątyni Opatrzności Bożej autorstwa Wojciecha Szymborskiego, którego kopuła powszechnie określana jest mianem wyciskarki do cytryn. Jeśli do tego dodać setki innych nieudanych kościołów w całej Polsce, pozostaje pociecha, że szlachetne budowle pozostawili nam w spadku architekci sprzed kilkuset lat. Nie należy się jednak cieszyć przedwcześnie, ponieważ - jak stwierdza dr Tomasz Ratajczak - „wnętrza pięknych, zabytkowych świątyń nierzadko oszpeca radosna twórczość proboszcza w stylu maniera a la polacca stiropiana”.
Trzy lata temu duże czeskie czasopismo "Respekt" zapoczątkowało pod hasłem "Nový design pro Mesiáše" ("Nowy design dla Mesjasza") dyskusję o sztuce w Kościele. Skoro w zlaicyzowanych Czechach taka debata jest możliwa, to czy w Polsce, ponoć kraju katolickim, nie byłaby tym bardziej uzasadniona? We wspomnianym artykule pojawiają się przykłady inicjatyw czeskich księży i pastorów, a trzeba pamiętać, że wspólnoty czeskie są znacznie mniejsze i uboższe niż polskie. W protestanckim kościele św. Ambrożego w Hradcu Králové znana świecka grupa artystyczna Qubus zainstalowała gigantyczny krucyfiks z białego laminatu, w którym odciśnięte są ślady dłoni, stóp i głowy Jezusa. Świątynia, zaprojektowana zresztą przed stu laty przez awangardowego architekta Josefa Goeara przyciąga tłumy. Współpracę z tą samą grupą artystów podjęły małe zachodnioczeskie Chodovice, i to z inicjatywy radnych! W tamtejszym pogotyckim, barokizowanym kościółku św. Bartłomieja designerzy umieścili kopie legendarnych plastikowych krzeseł projektu Vernera Pantona z 1960 r. z małymi krzyżami wyciętymi w oparciu. Fotografie kościoła przedrukowywano w najważniejszych artzinach całego świata. Prawdziwymi dziełami sztuki nowoczesnej są również ołtarze Jana Soukupa w klasztorze trapistów w Novym Dvorze i kościele św. Bartłomieja w Pilźnie, a także ołtarz Otmara Olivy w Pribramie. Współpracę z tym ostatnim podjął zresztą
papież Jan Paweł II. Byłoby wspaniale, gdyby nowe polskie kościoły budowane jako wota dziękczynne za pontyfikat
Jana Pawła II (a powstają już takie, choćby poznański kościół św. Karola Boromeusza) odeszły od uświęconej, choć nieświętej tradycji kiczu i dały okazję do zachwytu nad tym, co potrafi wykreować artysta.
*Agata Firlej (1976), doktor nauk humanistycznych, adiunkt w Instytucie Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, absolwentka studium na Wydziale Teologii UAM