Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny to taki kościelny 8 Marca.
Kobiety usłyszą od księży i biskupów szereg wskazówek, które pomogą im "poczuć jeszcze bardziej spełnionymi w ich kobiecości".
Bo któż jak nie kapłan wie, co siedzi w kobiecej duszy? Kobiety (a raczej, jak mawiają księża, niewiasty) winny zatem: wzorować się na Maryi, zmierzać w stronę Maryi, umiłować Maryję czy - to bodaj ulubione księżowskie zalecenie - "zapatrzyć się" w Maryję.
Zapatrzyć się rzecz jasna po to, żeby pokornie powtarzać jej "fiat" (niech mi się stanie), bo - sądząc po kazaniach - pokora to dla większości księży najważniejszy rys charakteru Matki Boskiej.
Przez całe lata 15 sierpnia wysłuchiwałam tych księżowskich nauk, krzywiłam, słysząc o "kapłankach domowego ogniska", kurczyłam w sobie na hasło "oblubienice", "wybranki Chrystusa", "matki Kościoła".
Jakie to wybranki, które wpuszcza się za świętą, męską linię ołtarza, progu w sali wykładowej seminarium duchownego tylko po to, by starły tam kurze?
Dziś już wiadomo: kobiet w kościele ubywa. Z sondażu CBOS z 2009 r. wynika, że frekwencja na mszach maleje głównie z tego powodu. Regularny udział we mszy deklaruje 40 proc. mieszkanek dużych miast. To o 26 procent mniej niż w 1992 r. Mężczyźni nadal praktykują mniej gorliwie niż kobiety (32 proc.), ale nie odchodzą. Na początku lat 90. regularnie praktykujących kobiet było aż o 24 proc. więcej niż mężczyzn, teraz ta przewaga wynosi tylko 8 proc. Łatwo przewidzieć, jak bardzo zmieni się krajobraz kościelnych ławek, gdy tendencja się utrzyma.
Geniusz kobiety, geniusz mężczyzny
Odchodzą kobiety z wyższym wykształceniem. Co jest powodem? Laicyzacja, na którą tak narzekają księża? Ale dlaczego miałaby upodobać sobie tylko kobiety?
A może nie odnajdują siebie ani w Maryi Dziewicy, ani w Maryi Matce? Cóż, skoro innych kobiecych przymiotów poza rozrodczością (lub powstrzymywaniem się od niej ku chwale Bożej) księża jeszcze nie odkryli.
"Tylko wy, kobiety, jesteście powołane, aby nosić pod swym sercem nowe życie. I z tego waszego wyróżnienia skorzystał sam Pan Bóg, gdy chciał zbawić człowieka. Za to wasze wyróżnienie razem z wami dziękujemy dobremu Bogu!" - mówił rok temu opolski biskup pomocniczy Paweł Stobrawa w Piekarach Śląskich na pielgrzymce kobiet i dziewcząt.
"Wyróżnienie" to mało. Bp Jan Wątroba (jeszcze niedawno delegat Episkopatu Polski ds. duszpasterstwa kobiet) nazywa macierzyństwo "najbardziej istotnym przejawem realizacji geniuszu kobiety". W kazaniu na Dzień Kobiet rozwinął wątek: "Nie tylko macierzyństwo fizyczne, ale także macierzyństwo duchowe, które oznacza przekazywanie i podtrzymywanie życia w innych ludziach poprzez "karmienie ich kobiecą obecnością, miłością i troską", tłumaczył.
Wyobraźmy sobie, że ksiądz w kościele (albo siostra katechetka na religii) wychwalałby pod niebiosa ród męski za jego potencję. "Geniusz mężczyzny polega na jego zdolności do zapładniania". Zabrzmiałoby to jak obelga. Przypuszczam, że raziłoby to także te kobiety, którym nie przeszkadzają opowieści o geniuszu macierzyństwa. Zbyt długo wpajano im - jeśli nie w domach, to właśnie w kościołach, na lekcjach religii - ów dogmat o żeńskiej doli i żeńskim spełnieniu przy garach i dzieciach. Kariera zawodowa, ambicje intelektualne, owszem, są ważne (to w wersji bardziej postępowych księży), lecz jako dodatek, odwrotnie niż u mężczyzny, który realizuje się poza domem, a w domu odpoczywa. U boku kapłanki domowego ogniska.
Na pierwszy rzut oka mizoginia charakterystyczna dla Ojców Kościoła sprzed wieków jest już tylko trochę śmiesznym, trochę strasznym wspomnieniem. Św. Tomasz z Akwinu nauczał wszak: "Kobieta jest jedynie pomocą w płodzeniu i pełni pożyteczną rolę w gospodarstwie domowym". Dziś płodząca to już nie pomoc, to geniusz. Jednak jawna niechęć do kobiet przepoczwarzyła się w zjawisko równie szkodliwe. W Kościele kobieta ma status podobny do dziecka, traktuje się ją protekcjonalnie, z lekkim pobłażaniem, gdy trzeba, karci, a gdy na to zasłuży - chwali.
Siostra Barbara Chyrowicz, profesor etyki na KUL, opowiadała w "Więzi" (1-2/2009), że "denerwuje ją poczucie wyższości, z jakim nawet bardzo młodzi księża potrafią patrzeć na kobiety". Skarżyła się: "Nie mam pojęcia, co należałoby zrobić, żeby wytłumaczyć niektórym hierarchom, że mogą się czegoś nauczyć od kobiet".
Odważny jak arcybiskup Michalik
Słowo feminizm księży uwiera. Do tego stopnia, że biskup Wątroba czuł się w obowiązku wytłumaczyć wiernym, że "walka o należyte miejsce kobiety w społeczeństwie, upominanie się o równouprawnienie w życiu publicznymi i społecznym to nie przejaw feminizmu". Więc co? To "upominanie się o coś, co jest prawem kobiet", zakończył karkołomnie biskup. Uff, warto było poświęcić stylistykę wypowiedzi, byleby odciąć się od brzydkiego słowa na "f".
Przewodniczący Episkopatu abp Józef Michalik nie musi się tak gimnastykować, on nie tylko słowo "feminizm", ale i całą kwestię kobiecą torpeduje. "Za poważny problem uważam wprowadzenie tak zwanego dowartościowania kobiet, bowiem to hasło to strzał w rodzinę! Nikt nie mówi, że obecność kobiety w pracy o pełnym wymiarze jest dla rodziny zabójcza. A trzeba o tym mówić. Także o tym, że posługa kobiety w rodzinie godna jest wynagrodzenia, zaś mężczyzna powinien np. przez osiem godzin dziennie pracować tak intensywnie, by mógł utrzymać rodzinę", powiedział lipcowym wywiadzie dla KAI. Kobieta jest więc tworem podrzędnym wobec rodziny, ale paradoksalnie to od niej zależy jej los. Abp Michalik nie powie na przykład, że równie zabójcze dla rodziny jest, gdy mężczyzna się zaharowuje, zaniedbując żonę i dzieci. Zdaniem abp. Michalika: "Feminizacja myślenia i prawa jest dziś nieszczęściem dla rodziny, trzeba mieć odwagę to powiedzieć. Feministki i pseudonowoczesne kolorowe gazety wyśmiewają macierzyństwo i tworzą fałszywy, pusty ideał postępu kobiety. To jest absurd i poniżanie jej! Należy wydobywać z kobiety kobiecość, z mężczyzny - męskość. To jest zadanie postępu człowieka, ludzkości".
Wstrząsające wyznanie. Przewodniczący Episkopatu jest dumny z tego, że "ma odwagę powiedzieć" coś, czego "nikt nie mówi": miejsce kobiety jest w domu, przy dzieciach, a mężczyzny na polowaniu. Faktycznie, nikt tak dzisiaj nie mówi. Jeśli coś takiego wyrywa się politykowi, opinia publiczna nie zostawia na nim suchej nitki. Biskup może mówić wszystko.
Źródło: Gazeta Wyborcza