Jestem sygnatariuszem Porozumień Sierpniowych, to ja zatrzymałam komunikację miejską w Gdańsku. Jak pamiętają moi koledzy, wszyscy żeśmy się bali. Później żeśmy się cieszyli i myśleliśmy o tym słowie - "Solidarność".
Słucham pana prezesa [Jarosława Kaczyńskiego] i powiem szczerze - jestem zwykłą kobietą, więc jakbym miała was obrazić, to z góry przepraszam. Krew jaśnista zalewa, bo przecież obraża tu nas wszystkich...
(Gwizdy i okrzyki z sali) Momencik, ja powiem, wtedy będziecie gwizdać, nie pozwolę siebie przekrzyczeć...
Na tej sali są ludzie z
PiS, których bardzo szanuję, mam z nimi stały kontakt, są też ludzie z Platformy, których szanuję. Siedzą tu koledzy, którzy byli ze mną w Stoczni, są koledzy ze Szczecina, Poznania, Wrocławia itd.
Nie pozwolę siebie zakrzyczeć, więc pozwólcie, że po 30 latach powiem to, co mam do powiedzenia. Powiem to.
Słowo "solidarność" zobowiązuje. Tu jest telewizja i nasze dzieci oglądają to wszystko, co my żeśmy sobie wywalczyli po 30 latach - gwizdy, nieszanowanie ludzi, którzy tam byli...
(Z sali: - A kto nas szanuje?) Ja was wszystkich szanuję, wszystkich, ale nie pozwolę siebie przekrzyczeć. Więc co mam do powiedzenia i tak powiem, wybaczcie. W naszym kraju powinniśmy szanować ludzi bez względu na to, jacy są, bo na tej sali są wszyscy nasi koledzy, wszyscy razem walczyliśmy - prezydent, premier, pan prezes PiS i Leszek Kaczyński również. Mam go głęboko w sercu. Jest tutaj
Tadeusz Mazowiecki, pierwszy premier wolnej Polski. Ci panowie,
Lech Kaczyński i Tadeusz Mazowiecki, wspomagali strajk. Dzisiaj słyszę, jeden z panów mówi, że Lech to robił, a ten drugi nie.
Na tej sali jest jeden pan, który był głową strajku w Gdańsku, bez niego nic by się nie stało -
Bogdan Borusewicz. I są następni panowie, którzy jeśliby nie zaczęli, to nie zaczęłabym i ja: Felski, Borowczak, Kołodziej w Gdyni, Jurek Kmiecik i Józek Przybylski - i wielu, wielu innych, których nie wymienię. Chylę przed wami nisko czoła. My żeśmy sobie wywalczyli wolność, ale nie zapominajcie o jednym - wolność słowa również, więc możemy mówić, co nam ślina na język przyniesie...
(Prowadzący obrady: - Pani Henryko, dziękujemy bardzo) Nie, ja i tak powiem, co mam do powiedzenia, nie wstrzyma pan mnie. Kiedy stanął tutaj
Donald Tusk i powiedział, że on pracował wśród was, wygwizdujecie człowieka, który dla was pracował wtedy, jest waszym kolegą...
(Prowadzący: - Pani Henryko, bardzo dziękuję za głos) W zeszłym roku byłam w Świnoujściu na Karuzeli Cooltur [festiwal kultury]. Wyobraźcie sobie, wśród...
(Prowadzący: - Pani Henryko, czekają goście) Muszę to powiedzieć. Czekałam 30 lat, żeby można było powiedzieć...
(Prowadzący: - Dziękuję, pani Henryko, dziękujemy pani.)
Wyobraźcie sobie, że wśród ludzi, którzy tam byli, a było ich więcej niż was, wyszedł człowiek i powiedział: "Pani Heniu, ja mam pytanie, czy wy jesteście w stanie w 30. rocznicę wszyscy wejść na jedną salę i miło spędzić czas"?
(Z sali: - Zależy z kim...) Odpowiedziałam mu: Wie pan, "solidarność" to jest słowo, które zobowiązuje. Prawda? Zobowiązuje. Więc ja was bardzo proszę, zachowujmy się jak ludzie, bo to żeśmy sobie wypracowali.
(Prowadzący: - Dziękujemy pani bardzo) A pan, panie prezesie [do Jarosława Kaczyńskiego], bardzo pana proszę, żeby pan nie buntował ludzi przeciwko sobie. Nie wiem, co się panu stało...
(Prowadzący: - Dziękujemy bardzo) Ja panu bardzo współczuję, ale proszę współczuć innym i dać im normalnie żyć, bo wszystko, co pan robi, bardzo mnie obraża. Pan niszczy godność Lecha, to pan ją niszczy, dołuje, naprawdę tak się dzieje. Dziękuję.
(Tytuł i skróty od redakcji)
Stenogram z wypowiedzi Henryki Krzywonos na jubileuszowym Zjeździe "Solidarności" z okazji 30 rocznicy "Solidarności", 30 sierpnia 2010 r.