Jeszcze do kwietnia będzie tak: 19,5 proc. z naszej pensji co miesiąc odkładamy na emeryturę. Z tego 7,3 proc. idzie na konto w otwartym funduszu emerytalnym, który inwestuje, kupując np. akcje giełdowych spółek czy obligacje skarbowe. Pozostałe 12,2 proc. jest zapisywane na koncie w ZUS i wydawane na świadczenia obecnych emerytów.
Po co zmiany? Przed sylwestrem premier Donald Tusk zdecydował, że od kwietnia składki do
OFE spadną z obecnych 7,3 do 2,3 proc. Pozostałe 5 proc. zostanie zapisane na specjalnym subkoncie w ZUS i wydane na bieżące emerytury. W kolejnych latach proporcje składek będą się zmieniały tak, żeby w 2017 r. do ZUS szło 3,8 proc., a do OFE 3,5 proc. naszych wynagrodzeń.
Nowe zasady będą dotyczyć wszystkich członków OFE. Obowiązkowo musiał się do nich zapisać każdy, kto urodził się po 1968 r., i każdy, kto zaczyna pracę. Osoby urodzone między 1949 a 1968 r. mogły wybrać, czy chcą podzielić składkę emerytalną między ZUS i OFE, czy też zostać w ZUS.
Po co ta zmiana? Premier tłumaczy, że jest potrzebna, by ograniczyć rosnące zadłużenie państwa. Obniżka składki do OFE pozwoli zaoszczędzić w tym roku 11 mld zł. O tyle mniej
budżet państwa będzie musiał dosypać do kasy ZUS. W ciągu najbliższych dziesięciu lat będzie to już 234 mld zł, czyli prawie 15 proc.
PKB.
Premier przekonuje, że inaczej groziłoby nam przekroczenie progu ostrożnościowego 55 proc. PKB. A to oznaczałoby konieczność drastycznych i niepopularnych cięć wydatków budżetowych. Rząd najpewniej musiałby zamrozić emerytury i pensje budżetówki (nauczycieli, policjantów, żołnierzy). Dalej rósłby również VAT.
Innego zdania jest część ekonomistów na czele z prof. Leszkiem Balcerowiczem. Według nich rząd sięga po pieniądze przyszłych emerytów, bo nie ma odwagi przeprowadzić koniecznych reform. Tu wymieniają m.in. zrównanie i wydłużenie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, cięcie przywilejów emerytalnych mundurowych, górników czy rolników. I ostrzegają: te zmiany odbiją się na naszych przyszłych emeryturach.
Tusk uspokaja: - Zaproponowane zmiany zabezpieczają nie tylko finanse państwa, ale także każdego emeryta, dzisiejszego i przyszłego. Czy aby na pewno?
Co dalej z naszymi składkami? Nasze składki, zamiast trafić do OFE, zostaną zapisane na nowym, dodatkowym subkoncie w ZUS. I tuż potem wydane na świadczenia dla obecnych emerytów. Zapisy na kontach co roku mają być waloryzowane? Jak? Do tej pory nasze konto w ZUS było powiększane o wzrost funduszu płac (praktycznie odpowiadało to wzrostowi gospodarczemu).
Nowe subkonto w ZUS ma być waloryzowane inaczej. Ma rosnąć o wysokość średniego nominalnego PKB (czyli wzrostu gospodarczego i inflacji) za ostatnie pięć lat. Uwaga! Jeśli wskaźnik okazałby się ujemny, np. w czasie kilkuletniej recesji, waloryzacji nie będzie.
Na ile możemy liczyć? Gdyby te zasady obowiązywały w tym roku, do każdych 100 zł zapisanych na naszym subkoncie w ZUS dopisano by 7,5 zł, bo nominalny PKB za ostatnich pięć lat wyniósł 7,5 proc.
Rząd przekonuje, że to znacznie lepsze rozwiązanie niż brana wcześniej pod uwagę waloryzacja o oprocentowanie obligacji z poprzedniego roku. Gdyby przyjąć ten wariant, do każdych 100 zł na naszym koncie dopisano by 4,85 zł. Bo 4,85 proc. wyniosło średnie oprocentowanie obligacji skarbowych w ubiegłym roku.
Uwaga! W przyszłości może się tak zdarzyć, że wzrost PKB i inflacji będzie niski, a oprocentowanie obligacji zacznie rosnąć. Rząd takiego czarnego scenariusza nie bierze pod uwagę. W projekcie ustawy jest jedynie gwarancja, że waloryzacja nie może być ujemna.
Jest i inne zagrożenie, na które wskazuje część ekonomistów. - Wysokość emerytur w nowym systemie miała zależeć od tego, ile sami sobie na starość uzbieramy. Teraz okazuje się, że będziemy zdani na dobrą wolę polityków, którzy w każdej chwili mogą zmienić sposób waloryzacji - tłumaczy Stefan Kawalec, były minister finansów
Wtóruje mu Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu: - Rząd składa obietnice w imieniu naszych
dzieci i wnuków, że będą więcej dokładać do naszych przyszłych emerytur. Nie bierze pod uwagę, że w ten sposób dodatkowo obciąża kolejne pokolenia Polaków.
Jakie dziedziczenie? Składki zapisane na subkoncie ZUS będą dziedziczone, a w razie rozwodu dzielone. Nie będzie to jednak wypłata w gotówce. Środki zostaną dopisane do subkonta spadkobiercy lub małżonka. Jeśli takiego nie mają, to ZUS je specjalnie utworzy. Tak zdecydował rząd, choć wcześniej zapewniał takie samo dziedziczenie jak w OFE.
Gwarancję wypłaty gotówki mamy dzisiaj w OFE. Połowa odziedziczonej sumy jest wypłacana spadkobiercom w gotówce. W umowie z funduszem możemy wskazać osobę, która w razie naszej śmierci dostanie uzbierane tam oszczędności. Przez 10 lat OFE wypłaciły bliskim zmarłych ponad 800 mln zł. Z tego ponad 500 mln zł w gotówce, resztę przekazały na ich konta w OFE.
Rząd tłumaczy, że na przeszkodzie stoją unijne zasady statystyczne.
Bruksela mogłaby przez to nadal wliczać nam te środki do deficytu i długu. Nie wyklucza jednak, że w czasie konsultacji społecznych projektu ustawy może jeszcze zmienić zdanie. Wiele będzie zależało od stanowiska Głównego Urzędu Statystycznego, które ma określić, jak dziedziczenie wpłynie na klasyfikację pieniędzy na subkoncie w ZUS.