http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Słowa na wiatr

Rozmawiał Wojciech Krzyżaniak
2010-03-12, ostatnia aktualizacja 2010-03-15 09:13

Tomasz Sekielski - dziennikarz znany z progamu "Teraz my!" ujawnia twarz reportera. W filmie władcy marionetek odkrywa kulisy polityki i pokazuje jak bardzo zdewaluowało się słowo "prawda"

Tomasz Sekielski pokazuje w swoim filmie
Tomasz Sekielski pokazuje w swoim filmie "Władcy marionetek" ile pieniędzy...
SONDAŻ
Twoim zdaniem politycy kłamią

Wszyscy?
Wszędzie?
Zawsze?
Jestem politykiem i uważam, że pytania są tendencyjne

Władcy marionetek - film dokumentalny, Polska 2010

To, że politycy kłamią, jest odczuciem powszechnym. Robienie o tym filmu może wydawać się naiwnością. Ale ten dokument jest nie tyle o kłamstwie w polityce, ile o odpowiedzialności za słowo. W zalewie newsów nie pamiętamy o ludzkich tragediach powstałych w wyniku szafowania przez polityków słowami, za które nikt ich nie rozlicza. Za które nie muszą nawet przepraszać. "Władcy marionetek" zmuszają do refleksji, że nadszedł już czas, żeby coś z tym zrobić. Cokolwiek.

Rozmowa z Tomaszem Sekielskim

Wojciech Krzyżaniak: Co chciałeś osiągnąć, kręcąc ten film?

Przede wszystkim odsłonić trochę kulisy polityki i uświadomić ludziom - a może przypomnieć - jak dalece są manipulowani. Może bardziej będą patrzeć politykom na ręce?

Mamy w ogóle jakąś alternatywę dla tego systemu?

Nie wiem. Może czas wprowadzić okręgi jednomandatowe, które obiecywała PO. Może wtedy ludziom będzie łatwiej rozliczać człowieka, którego wybrali. Możemy też iść i oddać głos nieważny, ale to oczywiście niczego nie rozwiązuje. Chodzi o to, by do polityków podejść zdecydowanie krytyczniej. Nie można opierać się jedynie na pięknych zdjęciach, hasłach i reklamówkach. Trzeba rozliczać ich ze słów i czynów.

To już nasza robota, dziennikarzy.

Tak, i przyznaję, że mam też pretensje do siebie. My, dziennikarze, również dajemy się manipulować. W naszej codziennej pracy najważniejszy jest news. I dlatego - z czego dobitnie zdałem sobie sprawę, pracując nad filmem - nie wracamy do ważnych rzeczy, bo zagłusza je nowy pseudonews.

Z "Władców..." dowiadujemy się na przykład, że Erika Steinbach została "wymyślona" przez Michała Kamińskiego, a Donald Tusk naprawdę robi wilcze oczy i bywa chamski.

Dowiadujemy się wielu innych rzeczy. M.in. tego, że dzisiaj w Warszawie można wywłaszczyć obywatela z domu i ziemi na podstawie dekretu Bieruta. I że działania takie były prowadzone m.in. za czasów, gdy prezydentem miasta był Lech Kaczyński. Ale przede wszystkim dowiadujemy się, że politycy potrafią kłamać bez mrug- nięcia okiem albo wypowiadać słowa, nie licząc się z ich konsekwencjami. Gdy zaś stają oko w oko ze skrzywdzonym przez ich nieporadność człowiekiem, to robią się mali i zahukani.

I żaden nie ma poczucia winy.

Co najmniej rozczulające jest, kiedy prominentny poseł mówi do rodziców żołnierzy zabitych w Iraku, że swoich dzieci to on na wojnę by nie wysłał, ale wojnę w Iraku i wysłanie tam polskich wojsk popiera. Co więcej, przyznaje się, że podejmuje decyzję w tej sprawie, nie mając wiedzy i kompetencji. Niestety, my, dziennikarze, pozwalamy na to politykom. Właściwie w każdej sprawie są zapraszani przed kamery, robi się z nimi wywiady do gazet i pozwala wypowiadać, o czym tylko chcą i jak chcą. Dlatego tak wielu z nich nie ma poczucia odpowiedzialności za słowo. Nie myślą w perspektywie lat, tylko dni i bieżących sondaży, więc stać ich na takie słowa jak Ziobry o lekarzach zabójcach.

Nie ma na to rady?

Trzeba wracać do niedokończonych spraw. W pogoni za świeżym newsem nie powinniśmy zapominać o historiach i aferach, które nie zostały wyjaśnione. Trzeba przypominać o nich politykom, nawet jeśli ci będą z tego bardzo niezadowoleni.

Oni przecież nie mają prawa się obrażać. Mają nam służyć.

Życie pokazuje, że jednak mogą się obrażać. Również dlatego, że nie ma solidarności wśród dziennikarzy. Nikogo nie obchodzi, że nasz program bojkotuje jakiś polityk. Albo że bojkotowana jest jakaś gazeta. Politycy wiedzą, że nie ma dziennikarskiej solidarności, i świetnie to wykorzystują.

"Władcy..." kojarzą mi się trochę z filmami Michaela Moore'a...

Zżymam się trochę na takie porównania, bo różnica jest znacząca. Moore narzuca widzowi interpretacje wszy-stkich scen, gestów. Mówi: "Zobaczcie, jak uśmiecha się Bush, wiadomo, o czym myśli, jak robi taką minę". Ja nie uciekam się do takich metod. Pytam, porównuję wypowiedzi, obserwuję. Ocenę i interpretację pozostawiam widzowi.

Ale nie pokazujesz ani jednego pozytywnego przykładu, więc trudno mieć ocenę inną niż jak najgorszą.

Bo to nie jest film o dobrej i światłej władzy, tylko o odpowiedzialności za słowo. Słowa w polityce się zdewaluowały. Najważniejsze stały się sondaże i marketingowe chwyty. Niestety, można odnieść wrażenie, że dla polityków ważne są tylko bieżące interesy. I często mylą interes państwa z interesem partii.

W jednej ze scen stoisz w skarbcu na tle sterty gotówki, równowartości rocznych dotacji dla partii.

Zrobiliśmy to specjalnie. Kiedy mowa o tak wielkich sumach, nie jesteśmy w stanie ich sobie wyobrazić. Są nierealne. Ale jeśli zobaczymy, że one istnieją i że jest ich aż tyle, to może jako wyborcy zażądamy jakiegoś potwierdzenia, że ich wydawanie ma sens.

Byłeś reporterem, teraz współprowadzisz program "Teraz my". Czy ten film znaczy, że politycy już przelali twoją czarę goryczy?

Pomysł zrodził się w gabinecie Piotra Waltera [prezesa TVN]. Nie pamiętam nawet, w jakiej sprawie tam byłem, ale w telewizji była transmisja jakiejś konferencji prasowej. Prezes Walter spojrzał z niesmakiem na ekran i powiedział: "Zobacz, Tomek, co oni gadają. I nikt tego potem nie sprawdza. Może zająłbyś się tematem odpowiedzialności za słowo". No więc się zająłem. A im bardziej się sprawie przyglądałem, tym bardziej wiedziałem, że trzeba ten film zrobić.

  • 24 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    43 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':