Reguły gry *** - serial komediowy, Polska 2011-12
Czwartek 20:00 TVN7
Teatrzyk Narodowy - program rozywkowy
07:00 - codziennie Roxy FM Z aktorką Katarzyną Kwiatkowską rozmawia Mikołaj Lizut Kim jesteś w "Regułach gry"? Magdą, żoną Grześka. W serialu są dwie pary. Ja jestem w starszej, z dwunastoletnim stażem małżeńskim. Przyjaźnimy się ze świeżo zaręczonymi młodziakami z sąsiedztwa - Nataszą i Adamem. Wyobraź sobie, że jestem doświadczoną żoną, specjalistką od związków, i zawsze wiem, jak wybrnąć z opresji małżeńskich! Może się sama czegoś w tej sprawie dowiem (śmiech). Mój mąż jest z gruba ciosany, ma dość specyficzne poczucie humoru, momentami zahaczające o chamstwo.
MSW, czyli męski, szowinistyczny wieprz? No, może nie aż tak On po prostu często i chętnie by się czegoś napił i w każdej sprawie lubi spytać, ile to będzie kosztowało.
Skąpy pijak? O właśnie. A ja na pierwszy rzut oka jestem mistrzynią kompromisu. Jednak tak naprawdę zawsze wychodzi na moje. Umiem rozgrywać dziada. I w końcu musi mnie przeprosić albo ustąpić, bo jak nie, to wieczorem nie będzie, wiesz czego. W tej drugiej parze również zawsze wygrywa Natasza. Tytuł serialu - "Reguły gry" - jest sitcomową opowieścią o prawach rządzących związkami.
Serial powstał na podstawie amerykańskiego formatu. Czy "Reguły..." dotyczą małżeństwa po polsku? Sądzę, że te reguły są dosyć uniwersalne. W lekkie konflikty wchodzą pary wszędzie na świecie. To są bzdety, które nagle urastają do niewiadomo jakich rozmiarów. Facet chce iść ze mną na mecz, a ja mam ochotę na operę. To są oczywiście problemy w związkach ponadprzeciętnych w Polsce. W końcu oboje pracujemy i nieźle zarabiamy. To nie jest "Świat według Kiepskich".
Jacy są ci wasi sąsiedzi? To początkujący. Ich marzenia o bajce wspólnego życia zderzają się z rzeczywistością. Przeżywają pierw-sze doświadczenia ludzi, którzy razem zasypiają i razem się budzą. Trudno jednak szukać w naszych postaciach jakiegoś głębszego portretu socjologicznego. To taka wesoła bajka osadzona we współczesnych realiach. Nie ma tu gotowania klusek i życia jeden do jednego jak w polskich serialach. "Reguły gry" mają niesamowite tempo, którym charakteryzują się sitcomy. W Polsce to wciąż twór obcy, niewiele było udanych seriali tego typu.
Na czym polega trudność? Na ukryciu szwów. Aktorzy muszą zachować balans pomiędzy graniem farsowym a pełnym realizmem. Chodzi o to, żeby te postacie nie by-ły przerysowane, a jednocześnie strzelały jak karabin. Bach, bach, bach! Puenta! Tak jak w ping-pongu.
Nie boisz się komediowej szuflady? Wiesz, uciekanie z szuflad jest częś-cią tego zawodu. Role dramatyczne czy romantyczne to też szuflada. Maciek Zakościelny dotąd grywał amantów. Pierwszą komediową rolę zagrał u Agnieszki Glińskiej w "Amazonii" w Teatrze na Woli. W naszym serialu jest bardzo śmieszny. Z kolei ja zagrałam teraz w filmie Marysi Sadowskiej "Dzień kobiet". To poważny dramat społeczny, więc napłakałam się i nacierpiałam na planie. Zagrałam też prostytutkę u Xawerego Żuławskiego w "Aidzie", więc się jakoś bilansuje.
Jednak masz opinię jajcary. No tak. Nawet kabareciary. Pewnie nie wszyscy wiedzą, że jestem aktorką. Nie ma się co obrażać, bo rzeczywiście przez ostatnie lata byłam najbardziej widoczna w "Szymon Majewski show".
Lubisz robić parodie? Tak, choć może jestem w tym już trochę przetrenowana.
Poznałaś wszystkich, których parodiujesz? Z Krystyną Jandą w zasadzie się nie znamy. Kłaniamy się sobie. Poznałam Dodę, wiesz? (tu Kasia mówi jak
Doda). Ale nie było miło, bo wcześniej w jakimś wywiadzie powiedziałam, co myślę o jej twórczości i sposobie funkcjonowania w mediach. Sama parodia jej się podobała, bo były nawet takie podchody, żebyśmy gdzieś się pojawiły razem. Ale nie miałam na to specjalnej ochoty, bo nie chcę robić za koleżankę Dody. Co innego Kazia Szczuka. Przyjaźnimy się i uwielbiam z nią spędzać czas. Łapię się, niestety, czasem na syndromie Zeliga - staję się Kazią, gdy z nią rozmawiam.