Ocaleni **** - serial s.f., Wielka Brytania 2008, reż. Andrew Gunn
Piątek 22:00 BBC Entertainment Ani ptasia, ani świńska
grypa nie sprawdziły się w roli jeźdźców Apokalipsy. Pandemii nie było, szczepionki pomogły tylko koncernom farmaceutycznym i cała rzecz skończyła się na strachu. Ale w serialu BBC apokaliptyczne wizje wirusologów się ziściły. Ocalała tylko garstka zwykłych ludzi, jeszcze niedawno trapiących się długami i nieudanymi podrywami. Wśród niedobitków jest przeciętna Abby (Julie Graham), która próbuje odnaleźć syna, doświadczony traumą Greg, playboy Al i Tom, którego zagłada ocaliła przed wyrokiem. Przypadkowa grupka musi przetrwać i ułożyć sobie życie w świecie pozbawionym wszelkich wygód. Ocaleni szybko przekonują się, że czym innym jest oglądanie świata jak z "Mad Maxa" na wygodnej sofie, a czym innym doświadczanie mroków barbarzyństwa na własnej skórze. Zwłaszcza że wkrótce okazuje się, że po pierwsze, nie są sami, a po drugie, że całe to nieszczęście nie do końca jest dziełem przypadku.
Z aktorką Julie Graham, Abby Grant w serialu "Ocaleni", rozmawia Annie Fredrick Abby to zwykła kobieta w średnim wieku. Jakim cudem udaje jej się jako jednej z nielicznych przetrwać w świecie, który cofnął się do średniowiecza? Abby może i jest przeciętna, ale życie zahartowało ją jeszcze przed atakiem wirusa. Matka, która widziała, jak jej syn walczy z białaczką, poradzi sobie z każdym wyzwaniem. Walka z chorobą Petera dała jej odwagę i siłę. A jej wola przetrwania jest tym silniejsza, że nie wie, czy syn przeżył zagładę. Raz już prawie go straciła, więc zrobi wszystko, by go odnaleźć. Trudne przejścia tylko ją wzmacniają. Abby jest świadoma swoich zdolności, choć wie, że są one bardziej natury emocjonalnej niż praktycznej.
Wydawałoby się, że w brutalnej walce o przeżycie naturalnym liderem będzie raczej wojownik... Sądzę, że udało jej się przejąć przywództwo właśnie dzięki cechom charakteru, nie umiejętnościom. To jej siła scala tych ludzi. Zresztą dla niej to przywództwo jest ciężkim brzemieniem, bo walka o przetrwanie i troska o innych sprawiają, że musi przerwać poszukiwania syna.
Pamiętasz pierwszych "Ocalonych" z lat 70.? To był wielki sukces telewizji... Miałam niecałe dziesięć lat, gdy się rozpoczął, więc nie wszystko rozumiałam. Pamiętam, że mama bardzo lubiła ten serial. Ludzie dużo o nim rozmawiali. Moja kuzynka, która jest starsza ode mnie, uważa, że to było coś przełomowego. Była bardzo podekscytowana, gdy dowiedziała się, że wystąpię w nowej serii.
Czyli dla ciebie to rola jedna z wielu? Skąd! Z pierwszymi "Ocalonymi" wiążą się miłe wspomnienia z dzieciństwa, a do tego jestem fanką s.f. Miłość do fantastyki zawdzięczam mamie, która podsuwała mi niebanalne pozycje wykraczające poza gatunkową sztampę. Gdy miałam 16 lat, dała mi powieść Philipa K. Dicka "Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?". To na jej podstawie powstał "Łowca androidów". Tak połknęłam bakcyla.
A filmowe s.f.? Też do ciebie przemawia tak mocno jak literatura? Byłam i jestem wielką fanką serialu "Doctor Who". Zamierzam zarazić nim dzieci. "Ocaleni" też mnie poruszają, tym silniej, że ta historia kiedyś mogła wydawać się fantastyką, a dziś jest zupełnie prawdopodobna.
Boisz się globalnej zagłady? To dziś częsty lęk...
Może dlatego, że świat się komplikuje, a ludzie więcej wiedzą i o wiele bardziej przejmują się przyszłością planety. Już nie czujemy się panami stworzenia, zdajemy sobie sprawę, ile rzeczy może nas zmieść z powierzchni Ziemi. Wiemy, że to może być wirus, uderzenie meteorytu albo wojna. I że może nastąpić za tysiąc lat, za sto albo za dziesięć. Dlatego gdy dziś pojawia się taki serial jak "Ocaleni", ludzie już nie patrzą nań jak na czystą rozrywkę. Zwłaszcza w rozwiniętych i gęsto zaludnionych krajach łatwo sobie wyobrazić taki scenariusz.
Uzależniliśmy się od technologii, a ta jest tak zaawansowana, że po katastrofie nie umielibyśmy odtworzyć naszych narzędzi... Właśnie... Od czasu oryginalnych "Ocalonych" świat się zmienił radykalnie. Jesteśmy jak dzieci. W pewien sposób uwsteczniliśmy się. Bez techniki bylibyśmy bezradni. Próbuję spojrzeć na to z punktu widzenia mojej córeczki. Ma dopiero cztery i pół roku, ale takie rzeczy jak
podróże lotnicze czy internet są dla niej czymś oczywistym. Wyobrażam sobie, jak byłaby zagubiona, gdyby scenariusz "Ocalonych" się ziścił. Chyba dużo bardziej, niż ja czy Abby.
Nie poradziłabyś sobie równie sprawnie? W takiej sytuacji wolałabym, żeby grupą dowodził Ray Mears (śmiech) [Mears jest ekspertem od survivalu, autorem popularnych programów telewizyjnych].
Kiedy porównuję wersję z lat 70. i obecną, mam wrażenie, że oglądam zupełnie inny serial. W naszym życiu za sprawą technologii zaszło tyle zmian, że ta historia musiała być opowiedziana inaczej. Poza tym nie chcieliśmy robić dokładnego remake'u. Dlatego pojawiły się nowe postaci, a starzy bohaterowie, jak były więzień Tom, nie przypominają tych z oryginału.