Krwawy zapał filmowych bohaterów nie budzi sprzeciwu kosiarzy umysłów z Krajowej Rady. Nie przeszkadza im widowiskowa dekapitacja w filmie po 20 czy zwęglające się zwłoki w programach informacyjnych itd. Można wszystko i o każdej porze. I nie wywołuje to lawiny kar i mandatów ze strony KRRiT, bo to przecież samo życie, nie?
Jest tylko jedna rzecz, której żadna
telewizja - poza wyspecjalizowanymi kanałami - nie pokazuje. Bo jak już pokaże, to narazi się na karę, z wnioskiem o odebranie koncesji i milionowym odszkodowaniem za obrazę. Uczuć przede wszystkim.
Tą rzeczą jest... penis w erekcji! "Penis męski" - że zacytuję jedną z moich ulubionych kwestii z filmu "Nic śmiesznego". Strach budzi ów. Jest bodaj ostatnim tabu w naszych telewizjach.
Jak rozumiem, sztab psychologów konsultantów, etyków oraz praktyków prawa i obyczaju zgodnie uznał, że jego pojawienie się na ekranie może uczynić większe w umysłach naszych spustoszenie, niż kolejny jednogwiazdkowy krwawy film o wydłubywaniu oczu przy użyciu patyka.
Nie chcę powiedzieć, że w każdym filmie, zamiast chlastać bliźnich nożem, panowie powinni teraz pokazywać sobie przyrodzenie, ale warto się zastanowić, skąd ten lęk przed penisem. Męskim oczywiście.