Być dziennikarzem w Polsce stało się prawie niemożliwe, bo wszyscy wiedzą wszystko, zanim zostaną o tym poinformowani. Czy ma jakieś szanse dziennikarz, donoszący łagodnie i hipotetycznie o możliwości wzięcia łapówki przy
prywatyzacji przez Gromosława Czy? Odbiorca takiej informacji nie zadaje sobie pytania Czy była tam łapówka - bo o tym jest przekonany od zawsze - a jedynie jaka. Wiadomość mówiąca, że Czy, go z pewnością nie usatysfakcjonuje.
A czy w PZPN-ie można wykryć coś tak złego, czego Polacy nie wiedzieliby wcześniej? Jeśli ten PZPN spieniężył już nawet godło państwowe, sensacją nie będzie ewentualne doniesienie, że sprzedał na Allegro hymn państwowy i zamienił go na pieśń rewolucyjnych piłkarzy "My ze spalonych".
W tej sytuacji trudno się dziwić autoagresji środowiska, które jako Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich stanęło po stronie kibo-li palących wozy transmisyjne. Jednak i to pogłębia tylko wrażenie, że dziennikarze nie nadążają za społeczeństwem, które nawet ich sprzęt musi im niszczyć. Gdyby Stowarzyszenie chciało choć raz stanąć na wysokości zadania, to musiałoby pobić się samemu.
Kiedy będziemy śpiewali "Anioł pasterzom mówił", to na pewno nie będzie to o dziennikarzu informacyjnym, choćby największej urody, bo on mówiłby pasterzom tylko to, co już dawno wiedzą.