Przeprowadzka do Gdańska z emigracji w Niemczech nie zdała się na wiele. Nagły, potężny wybuch gazu rozsadza wieżowiec, bohater ledwie żywy trafia do szpitala, a potem razem z grupą bezdomnych sąsiadów znowu chce jechać do Niemiec. Jest połowa lat 90. W powieści jednak sporo odwołań do przeszłości, m.in. we wstrząsającym rozdziale pt. "Obóz" o obozie dla Niemców w Łambinowicach: "Wziął i umarł. W czerwcu 2006. W Katowicach, tam, gdzie sobie komendant największego polskiego obozu koncentracyjnego z milicyjnej emerytury żył". Rudnicki eksperymentuje z językiem, nie stroni od żargonu, proponuje narrację szaloną i zaskakującą.