Toczymy z Rosją tak zażarte spory historyczne, że nie potrafimy - nie chcemy? - dostrzec, co dzieje się w tym kraju. Od dwóch tygodni Rosjanie debatują nad artykułem prezydenta Dmitrija Miedwiediewa opublikowanym w internetowej Gazecie.ru. Takim językiem już od dawna nie przemawiał do Rosjan żaden przywódca. Nieprzypadkowo tekst Miedwiediewa porównuje się do wystąpień Michaiła Gorbaczowa anonsujących pierestrojkę.
Miedwiediew naruszył tabu, zakwestionował twierdzenie, że za czasów jego poprzednika na Kremlu Władimira Putina Rosja odniosła sukces. Napisał wprost, że kraj utrzymuje się wyłącznie dzięki koniunkturze na surowce, że korupcja jest większa niż kiedykolwiek, systemy społeczne - ubezpieczenia i opieka zdrowotna - niezreformowane od czasów radzieckich, gospodarka coraz bardziej odstaje od reszty idącego do przodu świata, a obywatele zamiast wykazywać się inwencją i inicjatywą, liczą przede wszystkim na pomoc państwa. Kaukaskie republiki są na granicy buntu, zaś życie polityczne ma coraz mniej wspólnego z demokracją i rządami prawa.
Miedwiediew apeluje do Rosjan, by wraz z nim dokonali wielkiej zmiany w kraju, jak Obama w USA. Przekształcili Rosję w normalne państwo na wzór innych demokracji zachodnich. Rosyjski prezydent ma świadomość, że nie nastąpi to szybko. Zastrzega, że nie chce zmian rewolucyjnych, ale rozłożonej na lata transformacji. Robi ukłony wobec poprzednika oraz nomenklatury, ale zarazem ostrzega, że zwolennicy zachowania status quo będą rozczarowani. Być może tylko na papierze, ale Miedwiediew przedstawił w miarę spójną wizję nowej Rosji: nowoczesnej, demokratycznej, przyjaznej wobec sąsiadów i świata, dumnej ze swej historii, ale zarazem umiejącej spojrzeć na nią krytycznie.
Część komentatorów (publikujemy głosy zarówno za, jak i przeciw) twierdzi, że to nowa pierestrojka, a Miedwiediew zaczął wychodzić z cienia Putina. Inni przestrzegają, że to kolejny blef władz i mydlenie oczu na użytek Zachodu. Jak jest naprawdę, przekonamy się w ciągu kilku lat. Warto jednak nastawić ucha na coś ciekawego, co dzieje się u naszego wielkiego sąsiada, coś innego niż wybielanie Stalina za pakt Ribbentrop-Mołotow. Gdy Gorbaczow zaczynał pierestrojkę, sceptyków także było wielu, łącznie z największymi sowietologami tamtego czasu. Ale kiedy proces ruszył, to nie dało się go już zatrzymać. Może teraz będzie podobnie.