http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Świąteczna >  Świąteczna krzepi

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Świąteczna

Świąteczna krzepi

Marek Beylin, szef działu publicystyki "Gazety"
2007-12-15, ostatnia aktualizacja 2007-12-17 13:41

Wspólna, otwarta Europa wyrosła ze strachu przed wojną, nędzą i zrodzonymi z nich tyraniami. Dziś nic takiego nam nie zagraża, ale lęki Europejczyków zahamowały rozwój Unii. Paraliżują nas obawy przed obcymi na zewnątrz i wewnątrz Europy.

Marek Beylin
Marek Beylin
Groźni wydają się zwłaszcza muzułmanie, nawet gdy są obywatelami europejskich państw. Czasem okazują się terrorystami, często są z nimi fałszywie utożsamiani. Zamieszki we Francji wywołała młodzież w większości muzułmańska, ale chodziło jej nie o propagowanie islamu ani o zemstę na Zachodzie, tylko - mimo chuligańskich akcji - o godne miejsce we francuskim społeczeństwie. Były to zamieszki z ducha republikańskie.

Zarazem, co oczywiste, muzułmańscy Europejczycy często różnią się od chrześcijańskich Europejczyków obyczajami, pamięcią, tożsamością. Są tak blisko, że wyraźniej widać ich codzienną odmienność.

I to ona nie mniej niż islamskie ekstremizmy wzbudza niepokój Europejczyków. Bo oznacza zmierzch wielkiej tradycji Zachodu wywodzącej się jeszcze z Rzymu, zgodnie z którą siłę cywilizacji mierzy się zdolnością asymilacji obcych. A Europa już swoich muzułmanów nie zasymiluje.

Jak więc żyć z obcymi i pośród nich? Nie mamy na to odpowiedzi poza ogólnikami o tolerancji albo jałowymi wezwaniami do odgórnego znoszenia takich różnic.

Lęków, których nikt nie potrafi zagłuszyć, jest więcej. Niekontrolowana globalizacja, wyrastające konkurencyjne potęgi gospodarcze, niestabilna geopolityka, brak pewności pracy i przyszłości państwa socjalnego. W naszych społeczeństwach słychać coraz więcej głosów o konieczności zmian, ale olbrzymia część Europejczyków rozumie przez to zachowanie bezpiecznego, dostatniego status quo . Co się jednak stanie, jeśli przyjdą kryzys i recesja? Czy Unia Europejska, dziś w umysłach ludzi ufundowana na gwarancji dobrobytu, a nie na nadziei zażegnania katastrofy, jak w 1945 r., nie popęka na kawałki?

Dlatego cieszy mnie, że Timothy Garton Ash w przewrotnym eseju o traktacie lizbońskim pisze: "Gdy widać wreszcie koniec tej długiej i rozczarowującej debaty konstytucyjnej, możemy skupić się na tym, co robi Unia, zamiast na tym, czym jest albo czym uważa, że jest. Tak naprawdę Unia będzie tym, co zrobi".

A wreszcie, po latach słabości, zaczyna móc.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne