Groźni wydają się zwłaszcza muzułmanie, nawet gdy są obywatelami europejskich państw. Czasem okazują się terrorystami, często są z nimi fałszywie utożsamiani. Zamieszki we Francji wywołała młodzież w większości muzułmańska, ale chodziło jej nie o propagowanie islamu ani o zemstę na Zachodzie, tylko - mimo chuligańskich akcji - o godne miejsce we francuskim społeczeństwie. Były to zamieszki z ducha republikańskie.
Zarazem, co oczywiste, muzułmańscy Europejczycy często różnią się od chrześcijańskich Europejczyków obyczajami, pamięcią, tożsamością. Są tak blisko, że wyraźniej widać ich codzienną odmienność.
I to ona nie mniej niż islamskie ekstremizmy wzbudza niepokój Europejczyków. Bo oznacza zmierzch wielkiej tradycji Zachodu wywodzącej się jeszcze z Rzymu, zgodnie z którą siłę cywilizacji mierzy się zdolnością asymilacji obcych. A Europa już swoich muzułmanów nie zasymiluje.
Jak więc żyć z obcymi i pośród nich? Nie mamy na to odpowiedzi poza ogólnikami o tolerancji albo jałowymi wezwaniami do odgórnego znoszenia takich różnic.
Lęków, których nikt nie potrafi zagłuszyć, jest więcej. Niekontrolowana globalizacja, wyrastające konkurencyjne potęgi gospodarcze, niestabilna geopolityka, brak pewności pracy i przyszłości państwa socjalnego. W naszych społeczeństwach słychać coraz więcej głosów o konieczności zmian, ale olbrzymia część Europejczyków rozumie przez to zachowanie bezpiecznego, dostatniego status quo . Co się jednak stanie, jeśli przyjdą kryzys i recesja? Czy Unia Europejska, dziś w umysłach ludzi ufundowana na gwarancji dobrobytu, a nie na nadziei zażegnania katastrofy, jak w 1945 r., nie popęka na kawałki?
Dlatego cieszy mnie, że Timothy Garton Ash w przewrotnym eseju o traktacie lizbońskim pisze: "Gdy widać wreszcie koniec tej długiej i rozczarowującej debaty konstytucyjnej, możemy skupić się na tym, co robi Unia, zamiast na tym, czym jest albo czym uważa, że jest. Tak naprawdę Unia będzie tym, co zrobi".
A wreszcie, po latach słabości, zaczyna móc.
Źródło: Gazeta Wyborcza