Uroczystość w rezydencji ambasadora Francji zgromadziła polityków, polskich i francuskich intelektualistów, artystów. Marek Edelman otrzymał najwyższe francuskie odznaczenie nadawane wybitnym i zasłużonym osobistościom zarówno wojskowym, jak i cywilnym.
Bernard Kouchner, który przyjechał na obchody 65. rocznicy powstania w getcie, w bardzo emocjonalnym przemówieniu powiedział: "Ważniejszego człowieka dla mnie nie ma. Wielu chciałoby być do niego podobnych, przynajmniej ja chciałbym być do niego podobny".
Edelman jedyny żyjący z pięciu dowódców powstania w getcie współpracował w przeszłości z Kouchnerem w organizacji Lekarze bez Granic i Lekarze Świata. Szef francuskiego MSZ mówił wczoraj: "Są takie słowa, które koją ból, samotność, które trzepoczą na wietrze jak proporzec i takim słowem jest nazwisko Edelman. Dla niektórych z nas słowo to znaczy: przyjaciel, zobowiązanie, braterstwo, wolność".
- Marek Edelman jest ucieleśnieniem historii, ucieleśnieniem II wojny światowej, historii czasu powojennego, czasów komunistycznych, historii zobowiązania i zaangażowania - mówił Kouchner, nazywając go "wiecznym bojownikiem".
Przypominał, że gdy wybuchło powstanie w getcie, Edelman wraz z innymi przywódcami "podejmował się czegoś heroicznego, czego nie można było ukończyć". - Robił to przeciw wszystkim, także przeciw sobie samemu, był znamienitym lekarzem, człowiekiem pokoju, mimo to zdecydował, że będzie strzelał. Strzelał po to, aby te strzały usłyszano po drugiej stronie muru - mówił.
Szef francuskiego MSZ opisywał powojenne życie Edelmana, jego karierę wybitnego lekarza, działacza opozycji, współpracę z Jackiem Kuroniem i Adamem Michnikiem, działalność w "Solidarności". Przypominał, że "brał udział we wszystkich bojach współczesnego świata" i że można go było spotkać w Sarajewie, wypowiadał się w sprawie Iraku.
- Największym zaszczytem dla mnie jest, że "libling" [ulubieniec] ulicy paryskiej mnie tym odznaczeniem dekoruje - odpowiedział Edelman, przypominając, że Kouchner to człowiek kolorowy i nieprzewidywalny. Tak jak Francja. Przyznał jednak, że do Francji ma stosunek ambiwalentny. Wspominał, że gdy w 1940 r. Paryż upadł, bo Francuzom nie chciało się walczyć, to Warszawa płakała, następnie cieszyła się, jak Paryż został wyzwolony dzięki generałowi de Gaulle'owi i znowu płakała, gdy de Gaulle uznał jako pierwszy u Stalina polski rząd komunistyczny.
- To nieprawda, to mity - prostował Kouchner. - Ludzie chętniej wierzą w mity niż w prawdę.
Były i cieplejsze słowa. Edelman wspominał, jak Kouchner sprytnie prowadził długie negocjacje w sprawie przyjęcia przez jeden z krajów dzieci uciekających Wietnamczyków - tak zwanych boat-people, a tymczasem jego żona Alina Margolis załatwiła tragarza, który dzieci nielegalnie ze statku wynosił.
Marek Edelman, po powstaniu w getcie walczył w Powstaniu Warszawskim. Został w Polsce po 1968 roku, mimo iż proponowano mu emigrację. Stwierdził, że władza nie będzie mu mówiła, gdzie ma mieszkać. Jego żona - wybitny pediatra będąca prawzorem Ali z "Elementarza", zmarła w marcu tego roku w Paryżu. Edelman został uhonorowany też Orderem Orła Białego przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.
W odbywających się oficjalnych uroczystościach udziału nie bierze. Pojawi się przed pomnikiem Bohaterów Getta, jak to robi co roku 19 kwietnia, gdy faktycznie rozpoczęło się powstanie.
Źródło: Gazeta Wyborcza