http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zanussi: Czytam tylko arcydzieła

Rozmaiwali Katarzyna Janowska (Telewizja nTalk), Piotr Mucharski ("Tygodnik Powszechny")
2008-06-28, ostatnia aktualizacja 2008-06-27 17:50

Kiedyś tworzono dla tych, którzy mogli zapłacić. Wtedy pani Doda byłaby ubożuchną dziewczyną, bo przychody ze śpiewania dla mas były znacznie mniejsze od przychodów ze śpiewania dla elit - "Rozmowa na żywo" z Krzysztofem Zanussim*


Fot. Kamil Gozdan / AG
fot. Piotr Augustyniak / AG
Fot. PAT
ZOBACZ TAKŻE
Katarzyna Janowska (Telewizja nTalk), Piotr Mucharski ("Tygodnik Powszechny"): Parę lat temu zwierzył się pan, że na zamówienie Wydawnictwa Rosner i Spółka pisze pan książkę o Polsce. Liczył pan, że upora się z nią w trzy miesiące. Tymczasem od złożenia zamówienia upłynęło już pięć lat. Polska to aż tak niewdzięczny temat?

Krzysztof Zanussi: Niełatwy. Zdałem sobie sprawę, że wszystko, co myślę o Polsce, odnosi się do Europy, a nawet całej cywilizacji euroatlantyckiej. Mówienie o Polsce w oderwaniu od tego szerszego losu wydało mi się niepoważne. Nasze doraźne drobne problemy: kulejąca demokracja, korupcja, małość, są tylko błahymi faktami w obliczu zasadniczego poczucia, że coś w konstrukcji naszej cywilizacji trzeszczy. Wchodzimy w czas zagadkowy, którego sam nie potrafię ogarnąć.

Wówczas twierdził pan, że kłopot z pisaniem o Polsce jest kłopotem z marzeniem, czy raczej - jego brakiem. Ma pan dzisiaj jakieś wielkie marzenie dotyczące Polski?

- Wielkie marzenie Polski i Europy spełniło się. Europa chciała być ziemią ludzi wolnych, równych i zamożnych. Polska chce jej w tym dorównać, ale marzenie, by być bogatszym, jest jednak dość banalne. Niewątpliwie zawęził się horyzont naszych marzeń, lecz tylko ktoś bezduszny mógłby mieć o to pretensje do losu.

Czy jednak powszechna zamożność może być zadowalającym substytutem dobra wspólnego? I czym właściwie owo dobro jest? Czy długość życia jest wartością absolutną? Sam chciałbym żyć jak najdłużej, ale nie to przecież powinno być mojego życia ostatecznym celem. Więc czym jest owa pełnia życia?

Słyszę teraz moje pytania i sam mam poczucie, że są nieznośnie nabzdyczone i nie sposób na nie udzielić odpowiedzi. Co prawda, intuicja podpowiada mi przykłady ludzi, którzy żyją w sposób pełny, lecz przecież chodzi nam tutaj o ideał społeczny, czyli nasze wspólne marzenie. W tym punkcie przyznaję się do bezradności. Nie jest to przecież obraz marzeń Polaków, tylko moich.

Może marzy się panu Polska, której obywatele czytają namiętnie książki, chodzą do teatru i na filmy Krzysztofa Zanussiego? Czy zatrudnienie do jednej z ról w ostatnim pańskim filmie Dody może pomóc w realizacji tego marzenia?

- Czekałem na to pytanie. Tkwiłem i tkwię w takim rozumieniu kultury, która rozgranicza wysokie i niskie. Z kultury niskiej - staraniem całego mojego życia - nie korzystałem i nie korzystam. Uważam, że byłoby nadmierną rozrzutnością tracić czas i energię na rzeczy prymitywne: seriale i jednodniowe szlagiery. Wiem, że jestem w tym bardzo odosobniony, bo nasze sfery salonowe coraz chętniej flirtują z popkulturą.

Reakcja mediów, ale i środowisk inteligenckich na zaangażowanie do mojego filmu pani Doroty przypomina mi wzorce pani Dulskiej. Nikogo nie interesuje, do jakiej roli została zatrudniona (zresztą i tak bym na takie pytanie nie odpowiedział - poczekajcie na film, to się przekonacie), tylko pytany wciąż jestem: Jak pan mógł upaść tak nisko?

Kiedy pani Olejnik pyta mnie w swoim programie, czy przypadkiem nie zatrudniłem jej dla rozgłosu, to powinienem odpowiedzieć pytaniem: Dlaczego ona wcześniej nie zaprosiła mnie do swojego program, tylko zrobiła to przy okazji pani Dody? Czy naprawdę do roli popgwiazdy mam zatrudnić aktorkę Teatru Narodowego? Przecież byłoby to bez sensu.

Musi się Pan chyba pogodzić z tym, że dla mediów pan i Doda jesteście symbolami przeciwległych biegunów kultury i stąd to podniecenie.

- Francuzi mają takie powiedzenie: "przeciwności się przyciągają". Nie jesteśmy więc z panią Dodą takim znów rzadkim przypadkiem.

Mówi pan, że nie chce tracić czasu na seriale, ale one mają milionową widownię, ich bohaterowie weszli do życia codziennego Polaków. Może więc warto je znać, żeby wiedzieć, jakie są aspiracje i marzenia może także pańskiej widowni?

- Takie pytanie prowokuje pedantyczny wykład. Z góry więc przepraszam. Z lekcji fizyki pamiętacie państwo - mam nadzieję - krzywą Gaussa? Wszystko, co ulega rozkładowi statystycznemu (wzrost, kolor włosów, długość życia czy wielkość płatków śniegu), podlega temu samemu prawu. Wynika z niego, że większość jest średnia, mała część jest wybitna i mała część jest bardzo marna w jakiejkolwiek skali wartości.

Dotyczy to również kultury. Masowa kultura jest uśredniona, więc i trafia do najszerszej grupy ludzi. I zawsze tak było. Kultura wysoka dotyczyła w dawnych wiekach wąskich elit i aż dziw (ale i ulga), że tylko o niej dziś pamiętamy. Widać miernota nie była przedmiotem badań muzykologów i historyków sztuki. Nie zdajemy też sobie sprawy, że przeszłość literatury to w przytłaczającej większości cmentarzysko pełne zapomnianych knotów. Które w swoich czasach były pewnie niezwykle popularne. W tym wypadku krzywa Gaussa też się nie myli.

I naprawdę uważa pan, że w dzisiejszych czasach da się ignorować kulturę masową?

- Zapewniam, że się da. Jestem za stary, by tracić czas na paskudztwa. Zdaję sobie jednak sprawę, że świat seriali jest dla wielu ludzi jakimś wtajemniczeniem, więc nie mogę nim pogardzać. Mnie on jednak nie dotyczy. Sztuka popularna istniała zawsze, lecz można ją było lekceważyć, bo nie stała za nią siła nabywcza. Pisano, malowano, komponowano dla tych, którzy mogli zapłacić. Haydn i Mozart mogli pisać muzykę dla 60 osób, bo tyle - w porywach - mieściło się w salonie. W tamtych czasach pani Dorota byłaby ubożuchną dziewczyną, bo przychody ze śpiewania dla mas były znacznie mniejsze od przychodów ze śpiewania dla elit. Ale to było dawno. Dzisiaj piramida społeczna i struktura dochodów wygląda zupełnie inaczej, a co za tym idzie - inaczej wygląda pejzaż kultury.

Czesław Miłosz uwielbiał "Złotopolskich" i czegoś się z nich o Polsce dowiadywał. Pan naprawdę uważa, że niczego się o nas z kultury masowej nie dowiemy?

- Niczego mądrego. Jaki węzeł dramatyczny, jaka prawda o życiu może się objawić w dwusetnym trzecim odcinku mydlanej opery? Ta samo pewnie, co w odcinku sześćdziesiątym drugim. Czyli żadna.

Chętnie głoszę niemodne dziś hasła arystokratyzmu ducha i z upodobaniem radzę młodzieży podczas spotkań w szkołach: - Słuchajcie, trzeba czytać jak najmniej książek! Ja za dużo czytałem i dlatego jestem dziś nieco ślepawy. Czytać trzeba tylko arcydzieła, już nawet dobrych książek czytać nie warto, zostawcie to innym. Jak się potwierdzi, że to arcydzieło, dopiero wtedy je przeczytajcie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':