Wystawa Allana Sekuli to pierwszy indywidualny pokaz tego amerykańskiego artysty w Polsce. W Zachęcie zobaczymy zarówno najnowsze projekty, jak i klasyczne cykle. "Polonia i inne opowieści" to prezentacja prosto spod igły. Sekula przygotował ją na zamówienie galerii Zachęta i chicagowskiej galerii uniwersyteckiej The Reneissance Society. Zrobione tradycyjnym Hasselbladem w formacie 6x6 duże kwadratowe fotografie Polski i Chicago są bezpośrednie, refleksyjne i humorystyczne. "Kiss me, I'm Polish" - krzyczy napis na T-shircie na straganie w Chicago.
Z kolei "Bajki o przemyśle lotniczym" z 1973 r. to opowieść o domu lat dzieciństwa i ojcu, który był inżynierem samolotowym. "Wieczorem inżynier pisał listy i poprawiał lampy. Jego żona zajmowała się przygotowaniem kolacji" - czytamy przy jednej z 51 czarno-białych fotografii pokazujących codzienność amerykańskiej rodziny. Siadając na jednym z trzech czerwonych krzeseł reżyserskich, wsłuchać się można w płynącą ze słuchawek intymną opowieść artysty. Pośrodku sali ustawiono sześć palm w donicach.
W kolejnej sali obejrzymy półgodzinny fragment filmu "Morska loteria", który jest kontynuacją monumentalnego projektu tekstowo-zdjęciowego "Fish Story". Opowiada on o żegludze morskiej i przemyśle rybnym Azji i Europy. Autor filmował m.in. katastrofę ekologiczną u wybrzeży Hiszpanii w 2002 r. spowodowaną wypadkiem tankowca przewożącego ropę. W końcowej scenie ośmiornice oblepione czarną mazią konają na piasku.
Na tej przekrojowej wystawie powaga miesza się z dowcipem, ironia i krytyka z życzliwością, zdjęcia dokumentalne z filozoficzną dywagacją. W liście do Billa Gatesa napisanym dziesięć lat temu Sekula pyta o obraz Winslowa Homera, który przedsiębiorca kupił za 30 milionów dolarów: - Dlaczego interesuje cię obraz pokazujący dwójkę ubogich zagubionych rybaków na łodzi? Ciekaw jestem, czy surfując po sieci, czujesz się bezpieczny, czy zagubiony".
KINGA KENIG: Sekula to polskie nazwisko... ALLAN SEKULA: Moi dziadkowie mieszkali w Galicji. Dziadek był kowalem, analfabetą. Babcia gotowała dla oficera armii austro-węgierskiej. Na początku XX w. wyemigrowali do
USA. Na statku dziadek natknął się na beczki z piwem, dzięki czemu jego podróż upłynęła w upojeniu.
Czy to prawda, że inspirują pana kawały o Polakach? - Jest różnica pomiędzy kawałami znanymi tu a polish jokes, jakie znamy w Ameryce. One najczęściej przedstawiają Polaka jako głupka. Przytoczę jeden: "Słyszeliście o polskim admirale, który chciał być pochowany na morzu? Pięciu marynarzy zginęło, próbując wykopać mu grób".
A czy śmieje się pan z naszych kawałów? - Gdy przyjechałem tu w 1990 r. po raz pierwszy uderzyło mnie jak złożony i gorzki jest polski humor. Jest to humor typowy dla narodów, które znosiły niewolę, ma coś wspólnego np. z humorem koreańskim. Różnica między tym co Amerykanie uważają za śmieszne w Polakach, a tym co sami Polacy uważają za śmieszne w swojej kulturze, daje mi do myślenia.
Projekt "Polonia i inne opowieści" powstał na zamówienie galerii Zachęta i The Renaissance Society w Chicago. Zestawia pan tu dwie Polski. Naszą i tę z Chicago. - Interesują mnie różne konstrukcje pojęcia narodowości. Na przykład taka: tam gdzie jest Polak, gdzie spada kropla krwi Polaka, tam jest polska ziemia. To uczucia typowe dla wielu narodów. Jednak narody o dużej diasporze odczuwają je najgłębiej.
W tym projekcie mówię o swoich korzeniach, tożsamości, religii. Wyobraziłem sobie tramwaj jadący Marszałkowską obok Teatru Polonia. Obok jedzie chicagowskie metro. Na wagonie widać kierunek "Polonia" zakreślony kółkiem. Te dwa pociągi jadą gdzieś do świata wyobraźni po niebiańskich torach.
Na pocztówkach towarzyszących wystawie w Zachęcie zestawił pan fotografię historycznego portretu Kazimierza Pułaskiego ze zdjęciem myśliwca F-16. - Zdjęcie portretu Pułaskiego zrobiłem w dosyć dziwnym muzeum o nazwie Polish Museum of America w Chicago. To bardzo późny wizerunek Pułaskiego, z 1935 r. Chciałem pokazać naszego wspólnego bohatera jako symbol polskiego wsparcia w walce o niepodległość USA.
Połączenie tej fotografii ze zdjęciem F-16 przed hangarem bazy lotniczej w Poznaniu pokazuje, jak przeplatają się kultury militarne obu narodów. Temu zestawieniu można by nadać propagandowy wydźwięk, ja jednak chciałem, żeby było ironiczne. Tekst rozjaśnia mój zamiar.
Łączenie zdjęć z tekstem to typowe dla pana twórczości. Same zdjęcia już nie wystarczą? - Fotografia nigdy nie miała stabilnej pozycji w systemie sztuki. Według mnie operuje ona na polu trójkąta, którego trzy czubki odpowiadają trzem dziedzinom: literaturze, filmowi i malarstwu. Fotografia podróżuje pomiędzy tymi trzema portami, nigdy do nich nie zawijając.
U podstaw mojej pracy są zdjęcia. Wykorzystuję również tekst, notatki, przemyślenia, obserwacje, spekulacje geopolityczne. Od niedawna wykorzystuję również
wideo.