W ubiegłym roku Mahbuba pobiła rekordy Afganistanu w obu biegach średniodystansowych. Do światowej czołówki wciąż było jej bardzo daleko - jej wyniki są o niemal minutę gorsze od tych najlepszych - ale władze światowego sportu od lat starają się wspierać zawodników wywodzących się z krajów najuboższych, najbardziej zacofanych lub dotkniętych wojnami.
Mahbubie z pomocą przyszła Międzynarodowa Federacja Lekkiej Atletyki, która ufundowała jej stypendium, dzięki któremu od wiosny przygotowywała się do pekińskiej olimpiady w Malezji, skąd w czerwcu przeniosła się do włoskiej Formii. I właśnie w Formii na początku lipca przepadła jak kamień w wodę wraz z bagażem i paszportem.
Zakłopotani afgańscy działacze sportowi zapewniali na początku, że biegaczka zraniła nogę i dlatego nie przychodzi na treningi, ale leczy się we Włoszech i wszystko będzie dobrze. Trener Mahbuby Szahpur Amiri zdradził jednak tajemnicę. W rozmowie z dziennikarzem rozgłośni radiowej Wolna Europa - Radio Swoboda przyznał, że dziewczyna zadzwoniła do niego i powiedziała, że więcej do Afganistanu nie wróci. Mówiła, że od dawna dostaje listy z pogróżkami, że jej samej albo jej rodzinie stanie się coś złego, jeśli dalej będzie uczestniczyła w sportowych zawodach, które są grzechem przeciwko Bogu. Największe oburzenie tych, którzy jej grozili, budził jej strój i fakt, że uczestniczyła w zawodach, w których udział brali także mężczyźni.
Dziennikarz agencji Associated Press odnalazł w ubogiej dzielnicy Kabulu rodzinę Mahbuby. W osiem osób mieszkają w ulepionej z gliny chacie. - Boimy się o nią i o nas samych, bardzo się boimy - wyznała matka Moha Dżan. - Ludzie u nas nie lubią, jak kobiety zajmują się czymś, co uważają za zajęcie dla mężczyzn.
W końcu sama Mahbuba zadzwoniła do Radia Swobody. - Kiedy mieszkałam w Kabulu, dostawałam anonimowe telefony od ludzi, którzy grozili mi, żebym więcej nie uczestniczyła w żadnych zawodach - przyznała. - Robili to nawet niektórzy z moich sąsiadów.
W konserwatywnym Afganistanie mężczyźni, powołując się na tradycję oraz muzułmańską religię, od wieków odmawiają kobietom tych samych praw do uczestnictwa w życiu publicznym. Talibowie, którzy rządzili krajem w latach 1996-2001, z segregacji płci uczynili niemal państwową doktrynę. Uznając to za dyskryminację płci, Międzynarodowy Komitet Olimpijski wykluczył Afganistan z olimpiady w Sydney w 2000 r. Rządzący w Kabulu talibowie i tak nie posłaliby zapewne do Australii żadnej drużyny. Większość sportów uważali za grzeszne, a pięściarzom jak wszystkim mężczyznom nakazywali nosić długie brody, z którymi z kolei nie byliby dopuszczani do walk na międzynarodowych ringach.
Kiedy jednak jesienią 2001 r., w odwecie za terrorystyczny atak na Nowy Jork i Waszyngton, Amerykanie dokonali inwazji na Afganistan i obalili talibów, w kraju ogłoszono nowe porządki. Emancypacja kobiet stała się sztandarem ustanowionych przez Zachód nowych władz w Kabulu.
Na igrzyska do Aten w 2004 r. pojechały dwie Afganki. Fariba Razaj startowała w turnieju dżudo, a Robina Mukimjar - w biegach. Obie, starając się nie urazić konserwatywnych mężczyzn w swoim kraju, uczestnicząc w zawodach, nosiły długie, luźne spodnie. Obie jednak startowały, mając odsłonięte twarze i włosy, co w świecie konserwatywnego islamu uznawane jest za występek.
Dżudoczce Faribie po powrocie do kraju grożono śmiercią, a raz została nawet ponoć pobita przez grupę zamaskowanych mężczyzn. Nie mogąc znieść dłużej ciągłego zagrożenia i potępienia, kilka miesięcy po olimpiadzie w Atenach cała rodzina dżudoczki wyjechała za granicę.
Pamiętając o doświadczeniach starszych koleżanek i samej starając się za wszelką cenę w niczym nie urazić uczuć religijnych Afgańczyków, Mahbuba Ahadjar biega na stadionach nie tylko w długich spodniach, ale także w chuście na głowie. Dla wielu jej rodaków było to jednak za mało, a konserwatywni mułłowie, o których względy zabiega przed wyborami wspierany przez Zachód prezydent Hamid Karzaj, w ogóle uważają, że sport dla kobiet powinien być zakazany.
Afgańska biegaczka zamiast do Chin pojechała do Skandynawii, gdzie wystąpiła ponoć o azyl polityczny w Norwegii. Po jej rejteradzie w afgańskiej drużynie na olimpiadę pozostało już tylko trzech mężczyzn, co nie za bardzo podoba się rządowi Karzaja, który w kraju bardzo liczy się z opiniami mułłów, ale w świecie lubi popisywać się swoją postępowością. Afgańskie władze zapowiadają więc, że choć do igrzysk pozostało tak niewiele czasu, postarają się znaleźć dziewczynę, która zastąpi Mahbubę.
Źródło: Gazeta Wyborcza