http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Raporty >  Tybet >  Teksty

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Solidarni z Tybetem

Sztafeta Chin imperialnych

Ewa Siedlecka, Gazeta Wyborcza
2008-04-11, ostatnia aktualizacja 2008-04-22 17:27

Udział Polaków w sztafecie z ogniem olimpijskim to żaden sport. To impreza ufundowana m.in. przez koncern Samsung w interesie Chin. Nie ma nic wspólnego z reprezentowaniem Polski. Wolałabym, aby mój kraj "reprezentował się" odmową uczestniczenia w takiej sztafecie

Demonstranci protybatańscy (z lewej) naprzeciw demonstrantów prochińskich w środę, w trakcie protestów przeciw sztafecie olimpijskiej w San Francisco
Fot. John Burgess AP
Demonstranci protybatańscy (z lewej) naprzeciw demonstrantów prochińskich w...
SERWISY
SONDAŻ
Czy autorka Ewa Siedlecka ma rację?

tak
nie

Dlaczego obwiniacie sportowców za chęć udziału w igrzyskach olimpijskich? Czego czepiacie się wybrańców, którzy biegną w sztafecie z olimpijskim ogniem? Tak ciężko trenowali, tak cieszyli się, a teraz chcecie im to popsuć, żądając gestów w obronie praw człowieka!

Im więcej protestów przeciw chińskim igrzyskom i sztafecie, tym więcej takich głosów. Nie mogę tego słuchać! Bo pod pozorem debaty odbywa się tu oszustwo: interesy stawia się na równi z wartościami. I przeciw temu protestuję!

"Wbrew gaworzeniu olimpijskich westalek olimpiada, choć jest - to jasne - imprezą przede wszystkim sportową, to zawsze była również przedsięwzięciem politycznym, propagandowym i nacjonalistycznym oraz ogromnym biznesem. Olimpiada kieruje resentymenty i hece nacjonalistyczne w legalne niejako łożysko". To fragment felietonu Leopolda Ungera przedrukowanego kilka dni temu przez "Gazetę" z paryskiej "Kultury" z 1972 roku. Konstatacja Ungera jest dzisiaj co najmniej tak samo aktualna.

Międzynarodowy Komitet Olimpijski mimo protestów na całym świecie i apeli kilkuset organizacji obrońców praw człowieka prawdopodobnie nie zgodzi się na zmianę trasy olimpijskiego ognia tak, żeby nie przebiegała przez pacyfikowany właśnie Tybet. I zrobi to w interesie Chin, dla których sztafeta jest narzędziem promowania imperialnej potęgi.

A sportowcy? Ci rywalizują dla pieniędzy i sławy, a nie dla idei. Sponsorzy wspierają nie szlachetną rywalizację, ale własne interesy. Publiczność chce się dobrze bawić i połechtać przekonanie o wyższości własnej nacji, jeśli uda się zdobyć odpowiednią liczbę medali.

Jestem realistką i nie mam złudzeń, że ludzie wolą przyjemności niż poświęcanie się dla szlachetnej sprawy. Chcą być sławni, przeżyć przygodę, mieć dużo pieniędzy. Ale cynizmem i nieuczciwością jest robić z tego wartość. I kłaść ją na szali obok obrony praw człowieka i obowiązku podstawowej ludzkiej solidarności.

Przykładem udział w sztafecie z ogniem olimpijskim. Nie ma ona nic wspólnego ze sportem. Jest wyłącznie przedsięwzięciem komercyjnym ufundowanym m.in. przez koncern Samsung, który nie ukrywa, że liczy z tej okazji na zwiększenie zysków i "wzmocnienie marki" (i to przedstawia się jako wartość).

Dla osób, którym Samsung zaproponował bieg w "polskim" odcinku sztafety, jest to okazja do wzmocnienia ich własnej "marki" - bo sława uczestnika sztafety przełoży się na kontrakty reklamowe.

I oto pan Krzysztof Hołowczyc, rajdowiec i europoseł PO, oświadcza, że jest oburzony naciskami, by zrezygnował z uczestnictwa w tej sztafecie. Bo on przecież realizuje wartość, jaką jest "reprezentowanie Polski".

Nie wiem, co znaczy "Polska" w rozumieniu pana Hołowczyca, ale to Polska nie moja. Jeśli o mnie chodzi, to wolałabym, aby mój kraj "reprezentował się" odmową uczestniczenia w sztafecie. Żeby pryncypialnie opowiadał się za prawami człowieka i przeciw krwawej pacyfikacji Tybetu.

Byłaby z tego dla Polaków większa chwała (jeśli już rozmawiamy o interesach) niż z tych kilkudziesięciu metrów przebiegniętych z pochodnią przez pana Hołowczyca.

To samo dotyczy pozostałych uczestników sztafety: piosenkarki Reni Jusis i aktora Pawła Małaszyńskiego. Rozumiem i szanuję ich interesy. Ale jeśli zechcą podlać je narodowym sosem - to sobie to wypraszam! I informuję, że jeżeli pobiegną, to nie w moim imieniu i nie dla chwały Polski takiej, z jakiej byłabym dumna.

To samo sportowcy. Życzę im sławy i pieniędzy, ale nie widzę powodu do odczuwania dumy z ich udziału w igrzyskach. Dbałość o własny interes jest naturalna, ale nie jest powodem do szacunku.

Nie wymagam jednak od nich bohaterstwa w rodzaju bojkotu igrzysk. Bohaterstwo to rzecz wyjątkowa i stać na nie nielicznych.

Ale jeszcze raz wypraszam sobie nazywanie interesu wartością. Nie godzę się na świat, w którym te dwie rzeczy są tak pomieszane, że nie sposób ich rozróżnić.

Nie przyjmuję też do wiadomości argumentu, że nie warto czynić gestów, bo one "nic nie zmienią", bo "co może jednostka" itd. To żaden argument. To usprawiedliwienie dla tego, żeby nie robić nic.

W ten sposób gładko pozbywamy się moralnych dylematów, wybieramy interes, oczyszczając sumienie twierdzeniem, że wartości i tak obronić się nie da.

Ale nie wykręcimy się sianem. Każdy jest odpowiedzialny za siebie. Za to, czy jego wybory oparte są na wartości, czy na interesie. Jeśli ktoś wybiera interes - OK, ale niech nie dorabia do tego ideologii, bo to niemoralne.

Pojedynczo nie zbawimy świata, nie zbawimy Tybetu. Ale nie zwalnia nas to z moralnych powinności. A poprawę świata tak czy inaczej trzeba zacząć od siebie. Od bojkotowania wyrobów Samsunga, dzięki któremu komunistyczne Chiny mogą uprawiać za pomocą sztafety z ogniem olimpijskim polityczną propagandę. Nawet, jeśli - co wielce prawdopodobnie - nasz bojkot nie wpłynie na zyski tego koncernu. Od niekupowania Coca-Coli - sponsora igrzysk. Od bojkotowania chińskich truskawek (to akurat niewielkie wyrzeczenie, bo są bez smaku).

Nie zwalniajmy siebie samych pod byle pretekstem z moralnego obowiązku dawania świadectwa. Zachowajmy do siebie szacunek.

A przede wszystkim nie strójmy interesów w kostium wartości, bo to żałosne.

Od redakcji:

A jeśli ktoś z Czytelników uważa inaczej niż Ewa Siedlecka - proszę do nas napisać: listydogazety@gazeta.pl

Akcja "Gazety" w sprawie zmiany trasy ognia olimpijskiego

Lista sponsorów igrzysk w Pekinie

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów