Pierwsza pochodnia zapłonie w Olimpii w świąteczny poniedziałek dzięki lustru i słońcu. Po wędrówce przez Grecję olimpijski ogień wyląduje w Pekinie 31 marca. Stąd zacznie czteromiesięczne tournée po 19 miastach świata oraz po Chinach, aby pokazać poddanym potęgę państwa, które ma mir na całym świecie.
W sztafecie olimpijskiej każdy element ma wymiar propagandowy, co zauważył dr Carl Diem, wymyślając ją na igrzyska w Berlinie w 1936 r.
Kulminacja nastąpi 8 sierpnia wieczorem na stadionie olimpijskim w Pekinie - Ptasim Gnieździe, cudzie architektury za 500 mln dol. Wielki chiński bohater zapali znicz.
Kto nim jest, to zawsze tajemnica. Być może słynny koszykarz, duma narodu Yao Ming, pierwszy Chińczyk w amerykańskiej lidze NBA, którego wsady i rzuty oglądały setki milionów Chińczyków, dopóki nie złamał stopy. Relacje z operacji bohatera w klinice w Houston też przyciągały rzesze przed telewizory.
A może znicz zapalą pierwsi chińscy astronauci. Chiny wystrzeliły w kosmos dwie rakiety z załogami.
Dla świata najważniejsze będą w sztafecie trzy dni w Tybecie i wejście na Mount Everest, którego połowa należy do Chin. Po światowym tournée i powrocie do Chin sztafeta się bowiem rozdzieli. Część biegaczy zaniesie ogień w kierunku zachodnich prowincji. W maju w Himalajach wyselekcjonowana grupa chińskich wspinaczy wniesie go na wysokość 8848 m n.p.m.
- Dla Tybetańczyków góry są święte, a Czomolungma jest boginią matką. Chińczycy, wchodząc na Mount Everest, dokonają symbolicznego aktu zawłaszczenia góry. I to jako przedstawiciele państwa, które właśnie zamordowało setkę Tybetańczyków, a ponad tysiąc maltretuje w więzieniach. I głosi, że Dalajlama podżega do buntu - mówi Adam Kozieł z Fundacji Helsińskiej.
We wtorek grupa Tybetańczyków w siedzibie MKOl w Lozannie żądała zmiany trasy - tak by ominęła Tybet i sąsiednie prowincje.
Główna część sztafety pobiegnie w kierunku Tybetu zajętego przez Chiny w 1959 r. 20 i 21 czerwca olimpijczycy przebiegną ulicami Lhasy. Sztafecie będą się przyglądać Tybetańczycy. Przez szpalery wojska i policji może się przedostać w świat obraz groteskowy. Sztafeta to karawana z reklamami olimpijskich sponsorów: Coca-Coli, Samsunga i innych, pomponami machają cheerleaderki. Wiem, bo w Atenach biegłem maraton równolegle do olimpijskiej sztafety.
W Lhasie w zeszłym tygodniu chińska policja i wojsko krwawo stłumiły bunt mieszkańców, zginęło od 13 do 100 osób, głównie Tybetańczyków. Ofiar może być więcej. Jeszcze we wtorek niespokojnie było w sąsiednich prowincjach zamieszkanych przez Tybetańczyków - Syczuanie i Gansu.
Po zdławieniu rozruchów świat obiegają żądania bojkotu igrzysk. Sportowcy, również polscy, żałują, że odbędą się w Pekinie.
My w "Gazecie" też apelujemy o zmianę trasy sztafety. Ale Pekin tego nie zrobi.
- Taka działalność podważa uczucia tych wszystkich na całym świecie, którzy kochają ruch olimpijski - mówi Jiang Xiaoyu. - Nie zdobędzie ona serc i umysłów ludzi i skazana jest na niepowodzenie. Przesłanie sztafety to pokój, przyjaźń i harmonia.
Źródło: Gazeta Wyborcza