http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Panie Boże, za co?

E.G
2008-11-05, ostatnia aktualizacja 2008-11-05 18:01

Był taki jeden chłopak - 17 letni wysoki mężczyzna. Nie było osoby, która by go nie znała. Esemesowałam z nim tego dnia. Miałam przyjść do baru i się spotkać ze wszystkimi, się nie spotkaliśmy. Już nigdy

Ta historia nie powinna się nigdy wydarzyć... A może wydarzyła się po to, aby otworzyć nam wszystkim oczy. Wielu z nas nie zapomni jej do końca życia i będzie ją wspominać szczególnie jednego jesiennego dnia. Który był też datą jego urodzin.

Doszukiwałam się w tym wszystkim swojej winy. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, że jego już nie będzie. Że będzie puste miejsce w szkolnym autobusie i w szkolnej ławce. Ale największa pustka zawsze będzie w moim sercu.

Liceum - świetlane lata, najlepszy okres w życiu. Poznajemy wielu nowych i ciekawych ludzi, którzy później najczęściej stają się naszymi najlepszymi przyjaciółmi. Spotykamy sympatie, zakochujemy się. Wszystko jest proste, beztroskie i kolorowe. Pierwsze piwo, pierwszy papieros. Zwykłe codzienne nastoletnie życie w małym miasteczku, w którym każdy wie o wszystkich więcej, niż o sobie.

Po długim dniu spędzonym w szkole każdy oczekuje z utęsknieniem weekendu, w którym będzie mógł spotkać się z ekipą w barze i posiedzieć przy piwku, czy potańczyć.

Był taki jeden chłopak - 17 letni wysoki mężczyzna. Nie było osoby, która by go nie znała. Tryskał optymizmem i charyzmą. Esemesowałam z nim tego dnia. Miałam przyjść do baru i się spotkać ze wszystkimi, lecz coś stanęło mi na drodze i się nie spotkaliśmy. Rodzinna impreza, z której mogłam wrócić o każdej porze. Ale mi się nie chciało - aż dziwne, bo uwielbiam spotkania ze znajomymi. Czasu nie cofnę.

Na drugi dzień płakałam i płakałam. Nigdy bym nie przypuszczała. Nikt by nie przypuszczał... Wiadomość o tym, że został potrącony przez dwa busy była koszmarna. Przecież wczoraj - kilka godzin temu - pisałam z nim smsy jakby nigdy nic. A dziś już go nie ma. Obwiniałam także innych, że pozwolili mu wracać samemu do domu. Gdybym tam była, na pewno bym do tego nie dopuściła - choć nie mam pewności. Dwa busy dosłownie przejechały po jego głowie i rozgniotły mu czaszkę. Zginął na miejscu.

Tak nie umierają ludzie, którzy mają 17 lat! Był młody, całe życie było przed nim, miał tyle planów... I przez jakiś wariatów nie ma go z nami. Choć ja pamiętam o nim codziennie. Codziennie, gdy odmawiam pacierz modlę się za zmarłych i wspominam jego.

Nie wiem czy można napisać, że to był jeden z najpiękniejszych pogrzebów. Brzmi jak oksymoron. Leżał w otwartej trumnie, twarzy nie było widać, bo była zabandażowana - wyglądała jak mumia. To był szokujący widok - szczególnie dla bardzo licznej młodzieży. Ostatnie pożegnanie trwało bardzo długo, potężną ilość osób przybyła na ceremonię. Jednak nie wszyscy mieli odwagę podejść i się pożegnać. Moja koleżanka powiedziała: "Nie chcę się z nim żegnać." Ja tuż przed zamknięciem trumny podeszłam na chwilę, by dotknąć jego dłoni. Po całym ciele przeszedł mnie dreszcz. Była taka zimna i sina. Z ledwością powstrzymałam krzyk. Najgorszą rzeczą na świecie jest żegnać się z własnym przyjacielem, mając świadomość, że się już go nigdy nie zobaczy, nie usłyszy i że można go odwiedzać jedynie na cmentarzu.

Jego najlepsi przyjaciele przenosili trumnę z kaplicy do kościoła. Z boku towarzyszyły koleżanki w białych szarfach trzymające białe róże. Nigdy w życiu nie chciałabym być na miejscu tych chłopców. Ledwo co nieśli trumnę, byli tak podenerwowani i zrozpaczeni. Oni nie płakali. Oni wyli. Każdy z nich z pewnością przypominał sobie dni spędzone razem z nim. Mszę prowadziła młodzież. Czytali Pismo Święte, wiersze i śpiewali.

Gdy już schowali trumnę, zasypali ziemią, położyli kwiaty i wieńce, nikt nie ruszył się z miejsca, nikt nie odszedł wszyscy stali i płakali. Ktoś z jego rodziny - mężczyzna wygłosił przemówienie skierowane do nas - młodzieży. Słowa smutku, żalu i podziękowania.

Do tej pory nie mogę tego zrozumieć. Jestem wierząca. Ale w tej jednej kwestii gniewam się na Boga. Za co? Czemu zabrałeś go do siebie? On miał 17 lat! Nikt nie zasługuje na śmierć w taki sposób.

Wyprowadziłam się już dawno z domu. Mieszkam w mieście, w swoim pokoju trzymam antyramę ze zdjęciami. Fotografie rodziny, mnie z dzieciństwa, przyjaciół i jego z czarną wstążką. Odwiedzając jego grób mam łzy w oczach. Czuje jego obecność, bo jestem pewna, że tam po drugiej stronie, wie ile dla nas wszystkich znaczył.

  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':