http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wtedy pierwszy raz powiedziałem, że ją kocham

Paweł Kociołek
2008-10-28, ostatnia aktualizacja 2008-10-28 18:04

Po kilku tygodniach była jeszcze chudsza niż przed pójściem do szpitala. Wypadły jej włosy. W domu chodziła w chustce, na spacery z psem - w peruczce. Była słabiutka, ale dzielnie sobie radziła. Ani razu nie padło z jej ust słowo "rak"

Mama panicznie bała się raka. Przeszła wiele badań. Lekarze nic nie wykryli. Jednocześnie nie dbała o zdrowie. Gdy coś ją bolało, brała środek przeciwbólowy i mówiła: To normalne, że boli, jak się popracuje w ogródku.

Kilka lat temu zaczęła chudnąć. Robiła się coraz mniejsza i szczuplejsza, ale nie przejmowaliśmy się tym zbytnio. Jej mama, a moja babcia, na starość też była malutka. Jednak na początku zeszłego roku była już chorobliwie chuda. Znajomy lekarz zawziął się i w końcu w lipcu zeszłego roku znalazł przyczynę: szpiczak.

Była piękna pogoda, mama uśmiechnięta, bo po kilku transfuzjach czuła się znakomicie. A do mnie w ogóle nie docierała prawda.

Trafiła na hematologię na warszawskim Ursynowie. Transfuzje, chemia. Po kilku tygodniach była jeszcze chudsza niż przed pójściem do szpitala. Wypadły jej włosy. W domu chodziła w chustce, na spacery z psem - w peruczce. Była słabiutka, ale dzielnie sobie radziła. Ani razu nie padło z jej ust słowo "rak".

Pod koniec września druga chemia. Po dwóch tygodniach odbierałem ze szpitala kogoś, kto był moją mamą, ale żył już w innym wymiarze. Do domu wniosłem ją z moim przyjacielem Staszkiem. Byłem przerażony. Nie umiałem się w tej sytuacji odnaleźć.

Następnej nocy zaczęła się agonia. Mama coraz ciężej oddychała. W chwilach świadomości pytała o godzinę. Rano przyjechało pogotowie. Dostała środki rozluźniające. Siedziałem i trzymałem ją za rękę. Cały czas mówiłem, że po drugiej stronie spotka wszystkich, których kochała, i których jej tak bardzo brakowało - swoją mamę, psy i koty. Nie wiem, czy słyszała. Mam nadzieję, że tak. Wtedy też po raz pierwszy w życiu powiedziałem, że ją kocham. Pierwszy i jedyny. Jej dłoń od czasu do czasu kurczowo zaciskała się na mojej, oddech stawał się coraz słabszy, spokojniejszy. Gdy ustał, zamknąłem jej oczy. Byłem zdziwiony, że to nie takie łatwe.

Umarła tak jak chciała. W domu. Przy mnie. Szpitala bała się panicznie.

Jestem dumny, że byłem z nią, i że trzymałem ją za rękę. Pierwszy raz od dzieciństwa.

  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':