http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dalej nie rozumiem sensu cierpienia

Córka
2008-10-27, ostatnia aktualizacja 2008-10-27 18:55

Zgadzam się, że towarzyszenie umierającej bliskiej osobie to koszmar. Sama w ciągu ostatnich trzech lat pochowałam oboje rodziców

Tekst pani Natalii Waloch ("Dobij mnie, córcia" - od red.) poruszył mnie do głębi. Sama w ciągu ostatnich trzech lat pożegnałam oboje Rodziców.

Najpierw mamę, która długo umierała na straszną chorobę jaką jest stwardnienie boczne zanikowe. Pół roku temu tatę, z którego toczeń trzewny układowy zrobił niedołężnego, wymagającego całodobowej opieki staruszka.

W pełni zgadzam się z autorką, że towarzyszenie umierającej bliskiej osobie to koszmar, że cierpienie wcale nie uszlachetnia - za to wyciąga najgorsze instynkty. W takich sytuacjach mimo pomocy znajomych czy rodziny człowiek i tak jest sam.

Najgorsza jest bezradność, obawa "czy to nie już?". Rozterki, że może nie wszystko zrobiłam. Wyrzuty sumienia, że krzyknęłam nie mogąc udźwignąć bezwładnego ciała.

Mówi się, że człowiek jest w stanie wiele znieść i przeżyć. To prawda przetrzymałam. I co z tego?

Rodziców nie ma -pozostała pustka, której nie da się wypełnić - a ja dalej nie rozumiem sensu cierpienia.

  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':