Bożena Aksamit: Kościół każe żyć za wszelką cenę, prawda? Ks. Jan Kaczkowski: Nie do końca. Spójrzmy chociaż na głośną historię Eulany Englaro. Kilkanaście lat temu, uległa wypadkowi i była reanimowana. Udało się zatrzymać proces umierania i doprowadzono do stanu, w którym żadna funkcja życiowa nie była sztucznie podtrzymywana. Dlatego Kościół uważał, że nie można było Eulanie odmówić pokarmu, a podawanie go przez sondę nie było tzw. nadzwyczajną procedurą medyczną. Gdyby jednak podczas reanimacji nie udało się zatrzymać umierania i weszłoby w fazę agonii nieuzasadnione było by przedłużanie go za wszelką cenę.
Kościół mocno skrytykował decyzję o zaprzestaniu karmienia Eulany. - Katolicka norma bioetyczna jest jasna - nie wolno człowieka zagłodzić. Noworodek też nie je samodzielnie i nikt nie wpada na pomysł, by z tego powodu go nie karmić.
A bywa, że karmienie szkodzi? - Zdarzają się takie choroby, że odżywianie powoduje cierpienie albo jest nieskuteczne bo pacjent nie absorbuje pokarmu. To co zrobić - zagłodzić, czy karmić i narażać na ból. A może pozbawić świadomości? Pod opieką naszego hospicjum jest młoda pacjentka. Basia umiera, ale cały czas jest świadoma. W tym ostatnim etapie choroby nowotwór spowodował niedrożność jelit i zaczęła wymiotować własnym kałem. Gdyby była w lepszym stanie należałoby wyłonić stomię, czyli wyprowadzić jelito na zewnątrz przez brzuch. Ma też zniszczone żyły i trudno sie wkłuć z kroplówką, a w jej stanie wprowadzenie żywienia pozajelitowego - to już by była terapia uporczywa.
Lepiej by było gdyby jej organizm już nie chciał pokarmu. - Ale chce. Basia marzy o tym, aby coś przegryźć, wypić łyk herbaty. Zgodziła się na założenie sondy do żołądka. Pokarm, który wraca z jelit wydostaje się przez rurkę nosem. I nie ma uciążliwego odruchu wymiotnego. To, że może się napić, poprawia jej komfort.
A co, gdyby zażądała wyłonienia stomii? - Zgodzilibyśmy się. Na szczęście pacjent dobrze poinformowany, podejmuje zazwyczaj dojrzałe decyzje.
Ksiądz nie staje trochę okrakiem wobec oficjalnej linii Kościoła? - Nie. Pod koniec lat 50.
papież Pius XII wygłosił przemówienie podczas audiencji dla lekarzy, którzy mięli w Rzymie kongres anestezjologiczny. Wtedy na szeroką skalę wszedł do użytku respirator i nowe techniki anestezjologiczne, pojawił się problem pozbawiania pacjentów świadomości. Papież uważał, że wyłączenie świadomości (tzw. sedacja) jest dopuszczalna tylko z najpoważniejszych przyczyn. Świadomy pacjent jest zdolny do aktów moralnych, wyborów. Oczywiście Pius XII miał na myśli wybory dotyczące wiary, aby człowiek mógł się nawrócić. I to jest oficjalne stanowisko Kościoła do dziś.
Wierzącym umiera się łatwiej? - Myślę, że podział przebiega inaczej. Łatwiej umiera się dobrym ludziom. A za dobrocią stoi zawsze autentyczna więź z Bogiem, nawet jeśli nieuświadomiona i niesformalizowana.
Etyka lekarska coraz bardziej odbiega od chrześcijańskiej. - Przysięga Hipokratesa w swej klasycznej formie jest zadziwiająco chrześcijańska. Dopiero ostatnie dwa stulecia wraz z pojawieniem się myślenia eugenicznego i postępem medycyny sprawiły, że pojawiły się punkty sporne. Przede wszystkim dotykają początku i końca życia, jego sensu i wartości. Dzisiaj dyskutując o etyce lekarskiej przy jednym stole trzeba posadzić lekarzy, prawników, etyków i teologów.
Ksiądz właśnie chce to zrobić. Zebrać w sierpniu studentów prawa i medycyny na warsztatach bioetycznych w Chałupach. - Tak. Chcę żeby przyszli prawnicy i lekarze przestudiowali najtrudniejsze przypadki i dyskutowali o tym, gdzie jest granica uporczywej terapii i czy w społeczeństwie demokratycznym pacjent ma prawo odmówić leczenia, albo zażądać terapii, która mu szkodzi - czyli eutanazji. Będą też wykłady z etyki, medycyny paliatywnej, filozofii prawa.
A dla oddechu kurs windsurfingu? - To wabik - jasne. Chcemy zgromadzić osoby aktywne, ciekawe świata, otwarte i o różnych światopoglądach. Deska jest też po to, żeby się przestali bać księdza.