Ilona Miler przez pięć lat pracowała jako wolontariuszka przy tworzeniu gdańskiego
Hospicjum im. ks. Dutkiewicza. Później zachorowała na nowotwór i sama stała się jego pacjentką. „Była niezwykła” - pisała nasza reporterka Bożena Aksamit, która spędziła z nią ostatnie 50 dni jej życia. To Ilona powiedziała, że „śmierć zamyka oczy jednym, a otwiera drugim”. Była pogodzona ze śmiercią, umierała otoczona opieką bliskich. Zmarła kilka dni przed startem akcji, którą otworzyliśmy reportażem o niej.
Ks. Piotr Krakowiak, dyrektor Fundacji Hospicyjnej, współorganizatora akcji: - "Ruda" była pierwszą wolontariuszką akcji "Umierać po ludzku".
Wszyscy boimy się rozmawiać o śmierci. W sondażu „Gazety" 71 proc. pytanych odpowiedziało, że żyjemy tak, jakby śmierci nie było.
Sami w sobie musieliśmy pokonywać opór, że o śmierci nie wypada mówić, a już tym bardziej publicznie.
A jednak czytelnicy byli wdzięczni. Na stronie www.umieracpoludzku.pl kilkaset osób pożegnało się ze zmarłymi bliskimi, pisząc słowa, których nie zdążyli im powiedzieć. W kolejnych setkach listów ludzie dawali wyraz stłumionym dotąd uczuciom - żalowi, że "gdy umierał ojciec, nie było mnie przy nim", poczuciu winy, "że nie zabrałam męża ze szpitala, by umierał w domu".
W Polsce większość ludzi umiera w szpitalu - samotnie, choć w anonimowym tłoku. Cierpią poniżenie, męki duchowe i ból fizyczny, brakuje im wsparcia, bo zwyczaje szpitalne uniemożliwiają swobodny kontakt z rodziną. Mówią o tym ankiety „Jak umierał Twój bliski?” nadesłane przez czytelników.
Fragment listu: "Nie mam pretensji do lekarzy, że go nie uratowali - wiem, że nie mogli. Ale mam olbrzymi żal, że nie pozwolono mu umrzeć w otoczeniu bliskich. On umierał po jednej stronie, my rozpaczaliśmy po drugiej".
Ale bywa inaczej. "Opiekuję się żoną chorą na alzheimera w domu. Leczę ją terapią miłości" - mówił pan Jerzy w audycji radiowej "Umierać po ludzku".
Apelujemy o prawo do naturalnej, godnej i świadomej śmierci we własnym domu. O prawo do pełnej informacji o stanie zdrowia i do wyrażania uczuć - złości, żalu, ale i wybaczenia.
Jeśli to tylko możliwe, zachęcamy, by podjąć trud zaopiekowania się umierającym bliskim w domu. Gdzie znaleźć pomoc - pielęgniarkę, wolontariusza - podpowiadamy w dzisiejszym informatorze.
Nie ma opieki paliatywnej bez wolontariuszy - tłumaczył nam ks. Krakowiak. Pomagają w pracach biurowych, robią strony internetowe, organizują zbiórki na niedofinansowane hospicja. Towarzyszą pacjentom. „Młodzi ludzie uśmiechają się, rozmawiają. Czy może być coś ważniejszego?” - pyta pacjentka hospicjum, bohaterka filmu, który pokazywaliśmy na szkoleniach dla ponad 420 nauczycieli z całej Polski.
- Zgłosiłam się, bo moich chłopców nie interesuje
szkoła, nie myślą o przyszłości, brakuje im motywacji. Chcę ich uwrażliwić. - mówiła Krystyna Abłaczyńska, wychowawca technikum w Gdańsku.
Przeszkoleni nauczyciele zachęcają teraz swoich uczniów do wolontariatu hospicyjnego.
Zaczęło się od listu: „My, lekarze, nie potrafimy mówić o rzeczach ostatecznych, paraliżuje nas strach, bo uczono nas tylko ratować”. Potem był telefon: Tu Międzynarodowe Stowarzyszenie Studentów Medycyny IFMSA. Chcielibyśmy zorganizować z wami warsztaty o umieraniu na uczelniach medycznych.
W październiku w całym kraju poprowadzili je lekarze, psychologowie i duchowni z hospicjów. Mimo oporów części środowiska akademickiego na warsztatach był komplet - w sumie ok. 600 studentów.
- Zwróćcie się do przerażonego człowieka po imieniu, niech nie będzie dla was "ostrym brzuchem z przerzutami" - mówił im ks. Krakowiak.
Warszawianka z IV roku wydziału lekarskiego: - Niby mamy zajęcia z psychologii, ale nie było nic o przekazywaniu złej diagnozy, o wspieraniu pacjenta i jego rodziny. Potrzebujemy takich zajęć!