Anna Stańczyk, Ewa Furtak: Żałoba - co to właściwie jest? *Małgorzata Malinowska: - Jeden z największych kryzysów w życiu. Śmierć bliskiej osoby powoduje skrajnie silne emocje. Kryzys jest nawet większy, kiedy śmierć przyszła nagle i niespodziewanie - np. w wypadku, albo, kiedy uważamy, że jest niesprawiedliwa - w przypadku śmierci dziecka.
Żałoba spełnia wszystkie kryteria choroby: gorzej się czujemy, nie mamy na nic ochoty, pojawia się apatia, bóle mięśni, depresja. Ma zawsze stałe etapy, które mogą występować dłużej albo krócej, czasem nie po kolei - to zależy od sposobu, w jaki organizm radzi sobie z emocjami i zmianami. Dobrze, żeby człowiek nie był wtedy sam.
Osoby w żałobie często sprawiają wrażenie, jakby nie chciały kontaktu - Boimy się zapytać, żeby nie urazić. Ale jak osoba nie będzie chciała kontaktu, wyraźnie nam o tym powie. Najczęściej bardzo go wtedy potrzebuje. Telefony powinny rozdzwonić się natychmiast. Zapytajmy, w czym ci pomóc? Co załatwić? Czy coś przynieść? Przecież komuś może być ciężko wybrać się na zakupy, czy zawieźć dzieci do przedszkola. To ludzkie gesty, nie bójmy się ich.
Pamiętam jak po katastrofie hali targowej w Katowicach ośrodek pomocy społecznej nie zapewnił pieniędzy żonie jednej z ofiar. Nie miała, za co kupić czarnego płaszcza. Było bardzo zimno, a ona nie wyobrażała sobie, że pójdzie na pogrzeb w kolorowym płaszczu. To był jej wielki problem. Ale ponieważ nikt nie chciał zakłócać jej spokoju, została z nim sama.
Dzwonimy. Umawiamy się. I co dalej? Nie bawmy się w terapeutów. Lepiej usiąść i słuchać, bo ludzie mają potrzebę opowiedzenia o tym, co się stało: wyszedł z domu, nawet nie wiedziałam, że się przewrócił na ulicy, a tu nagle telefon. Jak reagują dzieci, kiedy umiera ich rodzic? Bardzo różnie: jedno cały czas płacze, inne milczy. I temu, które jest ciche rodzina poświęca mniej uwagi, bo myśli, że sobie radzi. A to nieprawda.
Jeśli dziecko straciło kogoś bliskiego przytulmy je i powiedzmy, że nam jest też bardzo ciężko, że bardzo je kochamy, że razem sobie poradzimy. Nie chronimy go nie pokazując emocji.
Trzeba zadbać o poczucie stabilności dziecka - ono potrzebuje, żeby wszystko było tak jak dotąd. A tu jego świat się wali - nie ma obiadu, ani ubrań do szkoły. Bo po fazie szoku, rodzic wchodzi w fazę dezorganizacji - często ma zaburzenia snu, łaknienia, ma problemy w codziennych czynnościach. Zdarza się, że ktoś nie potrafi wypłacić pieniędzy z bankomatu, bo zawsze robiła to ta druga osoba.
Czy można źle przejść żałobę? - Tak. Mówimy wtedy, że czyjś proces żałoby się zablokował. Bo osoba nie dopuściła do siebie emocji w całej ich intensywności. Na przykład dlatego, że śmierć małżonka spowodowała spiętrzenie innych przykrych sytuacji - pogorszenie sytuacji materialnej, konieczność przeprowadzki do mniejszego
mieszkania.
Często - szczególnie w przypadku popularnego dziś konkubinatu - osoby budzą się w nowej rzeczywistości. Żyli razem, a tu okazuje się, że wszystko było jej - samochód, dom. Nie mamy do tego żadnego prawa. Mieszkaliśmy w tym domu 30 lat i zostajemy z niczym.
I nikt nie może pomóc. - Gorzej, często obcy ludzie jeszcze pogarszają sprawę. Niby prosta rzecz jak rezygnacja z abonamentu telefonicznego. Pracownicy firm telefonicznych potrafią zażądać żeby właściciel linii przyszedł osobiście z dowodem osobistym - bo tylko on może załatwić formalności. Sama po śmierci ojca miałam problem z abonamentem radiowo-telewizyjnym. Urzędniczka powiedziała, że pan musi zapłacić za następny kwartał. Nie pomogło tłumaczenie, że nie żyje.
Zdarza się, że ktoś nie wierzy, że ich bliski umarł? - Tak. I żyje z poczuciem nierealności śmierci. Z myślą o tej drugiej osobie kupuje więcej jedzenia.
Często rodziny, które straciły kogoś, ale nie odnaleziono ciała (np. w górach) nie potrafią zaakceptować, że ten ktoś nie żyje. Dlatego tak ważne jest dla nas miejsce, w którym człowiek spoczywa - kiedy możemy iść na grób, usiąść na ławeczce, porozmawiać ze zmarłym.
Ale jeśli ktoś nie chodzi na cmentarz, to wcale nie znaczy, że nie kochał zmarłego. Może to jest dla niego zbyt bolesne - trzeba to uszanować. Czasem wszystko przypomina nam o ukochanej osobie - zapach kremu, perfum. I wraca cała rozpacz.
Moja mama po śmierci ojca powiedziała, że małżeństwa, które są ze sobą tyle lat powinny umierać razem.
W jakich sytuacjach może pomóc wasz ośrodek? - Matka z dzieckiem miała wypadek. Ona w ciężkim stanie trafiła do szpitala, dziecko zginęło. Rodzina jest rozdarta - za trzy dni jest pogrzeb, a matka nadal nie wie, że dziecko nie żyje, dopytuje się o nie. Rodzina czuje się w obowiązku, żeby powiedzieć jej, co się stało, z drugiej strony boi się, czy to nie pogorszy jej stanu. I dzwoni do nas. A my jedziemy do szpitala porozmawiać z tą mamą.
Policja wzywa nas też do samobójstwa. Często przyjeżdżamy na miejsce pierwsi, by zająć się osobami w pierwszym stadium żałoby - w szoku.
*Małgorzata Malinowska z wykształcenia jest socjologiem, a od 2000 roku dyrektorką Podbeskidzkiego Ośrodka Interwencji Kryzysowej. Ośrodek działa jak pogotowie ratunkowe - 24 godz. na dobę, siedem dni w tygodniu