http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dobij mnie, córcia

Natalia Waloch, Toruń
2008-10-27, ostatnia aktualizacja 2008-10-24 17:48

Byłam wściekła na mamę, że zachorowała. Zawsze czułam, że to się źle skończy, to jej życie, wiecznie na polu bitwy. Życie ją kopało, jakby sprawdzało, ile może znieść, a ona pierś do przodu, oko podmalowane, uśmiech i hajda

A jeśli Bóg spełni moje prośby, to co? Mama będzie żyła, ale z kalectwem, które uniemożliwi czytanie jej ukochanych książek, albo będzie sparaliżowana. Przestałam się modlić - mówi Karolina, która samotnie opiekuje się umierającą mamą
Fot.Agnieszka Sadowska / AG
A jeśli Bóg spełni moje prośby, to co? Mama będzie żyła, ale z kalectwem, które...
- Zobacz - Karolina szpera w wielkiej torbie i kładzie na stole złożony na pół solidny grawerowany widelec. - Poszłam do kuchni i zgięłam go, jakby był z plasteliny. W pokoju obok siedziała moja śmiertelnie chora mama, a ja myślałam, że uduszę ją albo się pochlastam. Opanowałam się ostatkiem sił i zdecydowałam się zniszczyć coś nieznaczącego.

Mamy problem z pani mamą

Wyćwiczyła sobie wspaniały hollywoodzki uśmiech. Na korytarzu zaczepiony lekarz znów spuścił wzrok: - Przeżyje pół roku do roku, takie są statystyki.

Odkryła, że jeśli wystarczająco mocno wbić paznokcie w rękę, łzy się cofają. Wtedy na salę, gdzie leży matka, wchodzi cała promienna. Wszystko puszcza dopiero wieczorem, kiedy wychodzi. Raz w spazmach próbowała zwymiotować na klomb przed szpitalem, ale nie miała czym. Mało wtedy jadła.

- Mamy problem z pani mamą - powiedział tydzień wcześniej lekarz, do którego obie chodziły.

Zadzwonił na komórkę, kiedy w czwartek 14 grudnia 2006 r. kończyła ostatnie sprawy w pracy. Od razu wiedziała, że będzie źle. Od kilku tygodni mama dziwnie mówiła, zapominała słów, przestawiała sylaby. Ale na badania nie dawała się namówić, bo uważała, że to wszystko to zwykły spadek koncentracji związany z menopauzą.

- Bardzo brzydki guz mózgu - rzuca szeptem lekarka wychodząca z pracowni tomografii.

To samo powtórzyli później jeszcze trzej inni doktorzy. Że co prawda trzeba poczekać na wynik badania histopatologicznego po operacji, ale że guz wygląda na najgorszego z glejaków - glejaka wielopostaciowego (ich przeczucia okażą się słuszne). - Glioblastoma multiforme, glioblastoma multiforme. Nazwa tego cholerstwa chodziła za mną jak jakaś piekielna mantra, wystukiwałam ją obcasami, kiedy szłam ulicą, dźwięczała mi w głowie cokolwiek robiłam - opowiada Karolina.

Dwa dni przed Wigilią lekarz, który obejrzał obraz z rezonansu magnetycznego, mówi: - Niech pani zabierze mamę do domu na święta. To mogą być jej ostatnie.

Jadą więc do Torunia. Karolina piecze ciasta, smaży karpia, przyrządza ulubioną kaczkę mamy.

Najgorsze przychodzi w ciszy

- Opowiem ci wszystko szczerze do bólu - Karolina zaciąga się "cieniasem". - Towarzyszenie umierającej bliskiej osobie to koszmar. Mówi się, że cierpienie uszlachetnia. Otóż nie uszlachetnia. W każdym razie nie wprost. Jasne, budzi altruizm, współczucie i niewyczerpane pokłady miłości do chorego. Ale też wyciąga na wierzch najgorsze instynkty. Pokazuje, jak bardzo jesteśmy egocentryczni. Słabi. Powiem o tym wszystkim, żeby pomóc ludziom w takiej sytuacji jak moja. Żeby wiedzieli, że nie są sami. Jak mama zachorowała, myślałam, że przeżywam najgorsze dni swojego życia. Błąd. Najgorsze przychodzi potem. W ciszy. W rutynie dni. Nikt mnie nie uprzedził, co mnie czeka. Psychoonkolodzy, których spotkałam w dwóch szpitalach, gdzie leżała mama, byli wspaniali, ale nie mogli poświęcić mi dużo czasu. Do wszystkiego, co dziś wiem, doszłam przez łzy i bezsenne noce.

Nie wiem, o co się modlić

Dzień przed operacją mamy (lekarze usuną większą część guza, który mimo tego wkrótce zacznie odrastać) Karolina przestaje się modlić. Mieszka w przyszpitalnym hotelu w Bydgoszczy. O siódmej pobudka i na oddział. Czyta mamie gazety, pompuje w nią pozytywną energię, przynosi kawę z bufetu. Kiedy są zmęczone, śpią: Karolina z głową na udach Krystyny. Przed "M jak miłość" mama zawsze wyrzuca ją do hotelu, żeby odpoczęła. W pokoju zaczyna się codzienny rytuał. Najpierw przez godzinę odbiera telefony od rodziny i znajomych - przekazuje złe wieści. Potem rudotel na uspokojenie. Wreszcie się modli: do Boga, świętej Rity, patronki spraw beznadziejnych, świętego Bernarda, Jana Pawła II. Powtarza sobie: statystyki statystykami, niech lekarze się zajmują biologią, ja się zajmę cudami. W nocy przed operacją przychodzi pierwszy kryzys. Karolina w głowie ma dwa scenariusze narysowane przez doktorów i wszystko, co wyrzuciły google. Pięcioletnie przeżycia z glejakiem wielopostaciowym to wyjątki, które można by zapisać w Księdze Guinnessa. Zależnie od tego, gdzie usytuowany jest guz, pacjent ma takie lub inne dolegliwości. Ale i tak pojedyncze komórki nowotworowe wędrują po całym mózgu i w każdej chwili mogą upośledzić kolejne funkcje życiowe.

Scenariusz dobry to taki, w którym mama będzie miała tylko afazję, czyli problemy z mówieniem, rozumieniem, czytaniem i pisaniem. Zły to paraliż prawej strony ciała, ślepota. A w obu wypadkach rychła śmierć. - Nie wiedziałam, o co się mam modlić. Załóżmy, że Bóg spełni moje prośby. I co? Pomodlę się, żeby żyła jak najdłużej. I OK, będzie żyła, ale z kalectwem afazji, które uniemożliwi jej pracę, którą kocha, czytanie książek. Albo to dłuższe życie będzie oznaczało powolne wyłączanie się różnych funkcji życiowych. Albo paraliż. Przestałam się modlić i nienawidziłam siebie za to, że dla umierającej matki nawet paru słów do Boga nie umiem powiedzieć.

Wyznanie Gertrudy

W czerwcu 2007 r. jak zwykle obie z matką oglądają "Fakty TVN". Polskę i świat obiega wiadomość o Janie Grzebskim z Działdowa, który po 19 latach wybudził się ze śpiączki. Przez cały ten czas pielęgnowała go żona Gertruda. Kilkuminutowy materiał mówi o bezgranicznej wierze kobiety w to, że mąż wyzdrowieje. Karolina zamiera przed telewizorem. Wstydzi się. Już kilka razy zdarzyło się jej pomyśleć, że może lepiej, żeby matka szybciej umarła. - Długo mi zajęło, zanim pojęłam, że te wszystkie niusy, filmy dokumentalne z hospicjów pokazują tylko to, co się dobrze sprzedaje: współczucie, poświęcenie, wiarę, nadzieję i miłość. Telewidz po czymś takim może poczuć litość i podziw dla tych dzielnych ludzi tak ofiarnie wspierających umierających bliskich. A potem odmawia dziękczynną zdrowaśkę, że to nie jego spotkało takie nieszczęście.

Tego wszystkiego nie wie, oglądając "Fakty". Odetchnie dopiero tydzień później, kiedy w "Wysokich Obcasach" przeczyta reportaż. Gertruda Grzebska przyznaje w nim, że miała mnóstwo chwil zwątpienia.

Zeszyt polonistki

- Dobij mnie, córcia, nie chcę już żyć - prosi matka wykończona sześciotygodniowymi naświetlaniami i chemią.

  • 5
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':