http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ksiądz pyta: Masz czas?

Bożena Aksamit
2008-09-22, ostatnia aktualizacja 2008-09-22 11:50

Praca w hospicjum może nauczyć na nowo odczuwać emocje, nie wstydzić się okazywania smutku, strachu. Wolontariusze uczą się odpowiedzialności, bo wykonują zadania, od których zależy zdrowie i życie ludzi

Jacek i Piotrek, wolontariusze hospicjum domowego w Pucku, montują pod okiem ks. Jana Kaczkowskiego łóżko przeciwodleżynowe dla pani Jadwigi
Fot. Damian Kramski / AG
Jacek i Piotrek, wolontariusze hospicjum domowego w Pucku, montują pod okiem...
- To już koniec, nic z tego nie będzie - lekarz obraca się i mówi głośno do pielęgniarki - za godzinę mamy finał. Zawołajcie księdza

- Robić to co zwykle? - pyta siostra i zaczyna otaczać łóżko parawanami.

Stary mężczyzna ma szeroko otwarte usta. Cichutko jęczy jakieś niezrozumiałe słowa.

W niewielkiej sali leżą jeszcze dwie osoby. Odwrócone twarzami do ściany pociągniętej olejną, zielona lamperią, starają się nic nie słyszeć i nie widzieć. Milczą, z oczami utkwionymi w kolorowe gazety.

Wchodzi ksiądz. Szybko poprawia seledynową stułę, gładzi białą komżę haftowaną w kaszubskie kwiaty i sięga do kieszeni po złote pudełeczko.

- Niech Będzie Pochwalony Jezus Chrystus - podchodzi do łóżka - Przyszedłem do pana udzielić namaszczenia.

Pochyla się nad staruszkiem, dotyka czoła i rąk. Odmawia modlitwę. Lekarz i pielęgniarki, którzy usunęli się w kąt - głośno rozmawiają.

- Proszę państwa - szepcze ksiądz - On umiera.

Kapłan patrzy im spokojnie w oczy.

- Powierzcie mu swoje bolączki. Zaniesie je prosto do pana Boga.

W sali robi się cicho. Przez otwarte okno słychać wieczorną bryzę i mewy.

Pierwsza pochyla się tęga pielęgniarka.

- Zdradza mnie mąż - szepcze - Tak mi ciężko. Nie wiem co robić.

Podchodzą kolejne osoby.

Ksiądz - wysoki brunet w okularach - stoi z boku i modli się. Zostanie z chorym do końca.

Nazywa się Jan Kaczkowski od pięciu lat jest kapelanem w puckim szpitalu.

Czekając na Jacka i Piotrka

Osiem godzin wcześniej siedzę z księdzem na skwerku wśród pożółkłej trawy i kęp amarantowych mieczyków. Z prawej, zza wielkich liści kasztanowców przebija Małe Morze (tak miejscowi nazywają Zatokę Pucką), przed nami, prawie na wyciągniecie ręki stoi XIV wieczna, gotycka fara. Ceglana budowla góruje nad rybackimi domkami, portem i Zatoką. Jesteśmy w sercu nadmorskich Kaszub.

Wszystkie ławki na skwerku są zajęte. Wygrzewający się na słońcu chorzy nerwowo odganiają osy atakujące torby z jedzeniem, które przynieśli krewni.

Zrywam się, gdy podjeżdża granatowy bus.

  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':