List czytelniczki wywołał wiele kontrowersji. Dziś publikujemy odpowiedź współorganizatora akcji "Umierać po ludzku" ks. Piotra Krakowiaka, krajowego duszpasterza hospicjów.
Droga Pani, Pisze Pani: "Należy pomóc godnie umrzeć. A do tego potrzebna tabletka i szklanka płynu w zasięgu ręki lub zastrzyk". Kiedy myślę o końcu mojego życia, ważna wydaje się myśl o kontrolowaniu siebie - swoich potrzeb, fizjologii, a także o szacunku dla pragnień, które stopniowo będą realizowane przez innych. Ja też, tak jak Pani, obawiam się, czy będę miał obok siebie kubek wody na spierzchnięte wargi i tabletkę na ból niedający spokoju. Po to jednak szkolę rzesze wolontariuszy w hospicjach, a teraz zajmuję się akcją "Umierać po ludzku", aby motywem podawania kubka wody i przeciwbólowego leku był szacunek do Pani i do mnie, a nie łatwy sposób na "rozwiązanie sprawy" człowieka starego i chorego. Wierzę, że będziemy lepszymi ludźmi, jeśli nauczymy się podawania kubka wody i tabletki (lub zastrzyku) po to, by pomagać i wspierać do końca, a nie po to, żeby zabijać!
Pisze Pani: "Ja nie chcę żadnej pomocy, bo to mnie krępuje. Chcę spędzić ostatnie godziny samotnie, z dala od najbliższych. Nie chciałabym ich straszyć swoim wyglądem. Dlatego dla nas jest ważne, aby to nie trwało długo. I tu problem". Zgadzam się z Panią, że to rzeczywiście problem, zwłaszcza w przypadku konieczności pomocy opiekunów, zwłaszcza w wypadku ich niechęci, a nawet wrogości. Dlatego chcemy, żeby obok przemęczonych profesjonalistów - lekarzy, pielęgniarek, terapeutów, byli także wolontariusze - ludzie pragnący pomóc tylko dlatego, że obok jest człowiek - niepowtarzalny, doświadczony cierpieniem, a dla wierzących - odbicie cierpiącego za nas Boga. Czy jest Pani pewna, że taka pełna życzliwości osoba też by Panią krępowała? Czy nie da Pani żadnych szans dobru, które najlepiej próbuje się nie w słowach, lecz w czynach? Tyle dobrych słów pod adresem pracowników i wolontariuszy hospicyjnych jest choćby na łamach strony umieracpoludzku.pl, gdzie zamieszczony został Pani list. To prawda, że myśląc o swojej słabości, ja też mam obawy, ale pacjenci hospicyjni uczą mnie, że można zaufać innym.
W odpowiedzi na Pani list Piotr Pacewicz napisał: „W naszej akcji walczymy o prawo do »naturalnej, godnej i świadomej śmierci «, co oznacza m.in. »niezgodę na uporczywą terapię przedłużającą umieranie «, czyli tzw. eutanazję bierną. Pani list - krzyk o godność umierania - mnie przekonuje. A wszystkim przypomina, że problem eutanazji czynnej jest także w Polsce kwestią do rozstrzygnięcia, że powinniśmy odbyć tę debatę”. Zgadzam się z pierwszą częścią tej wypowiedzi - akcja jest walką o prawo do godnej śmierci i niezgodą na uporczywą terapię. Jednak w żadnym wypadku (!) nie jest również zgodą na eutanazję - ani w czynnej formie działania ingerującego w ludzkie życie, ani w biernej jej formie, będącej przyśpieszeniem śmierci przez zaniechanie działań proporcjonalnych do sytuacji chorego (nawadnianie, odżywianie, podawanie środków przeciwbólowych, opieka).
Nie znam Pani imienia, ale zapewniam, że Pani krzyk o godność umierania jest dla mnie równie ważny jak dla redaktora Piotra Pacewicza. Rozwiązanie, które proponuję, jest jednak inne: "Umierać po ludzku" to akcja, której celem jest ukazanie opieki paliatywno-hospicyjnej jako skutecznej alternatywy dla pokusy eutanazji. Drogi pozornie najłatwiejszej, ale bardzo niebezpiecznej zarówno dla chorych i służby zdrowia, jak i dla społeczeństwa, w którym nie może zabraknąć rąk gotowych podawać kubek wody i tabletkę, po to, by służyć z miłością, a nie zabijać.
Czytaj także na:
www.umieracpoludzku.pl *Ks. Piotr Krakowiak, Krajowy Duszpasterz Hospicjów