http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Raporty >  Marzec '68 >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Wyborcza.pl

Jak Adam M. wywołał Marzec

Anna Bikont, Joanna Szczęsna GAZETA WYBORCZA
2008-01-26, ostatnia aktualizacja 2008-03-04 16:54

Milicjant obserwował pochód studentów, którzy po ostatnim przedstawieniu "Dziadów" szli pod pomnik Mickiewicza. Napisał w raporcie, że "było spokojnie, więc odjechał". Nie wiedział, że właśnie zaczyna się trzęsienie ziemi


"Widzowie reagowali, jakby rozpruto worek więzionych dotąd uczuć" - wspominał...
Przed 40. rocznicą ostatniego przedstawienia dejmkowskich „Dziadów”



Kiedy w połowie stycznia 1968 r. rozeszła się po Warszawie wiadomość, że partia zdejmuje z afisza "Dziady" Mickiewicza w reżyserii Kazimierza Dejmka i 30 stycznia odbędzie się ostatnie (zaledwie jedenaste od listopadowej premiery) przedstawienie - wszystkie bilety były już od dawna wyprzedane.

To, że zapowiedziano datę ostatniego przedstawienia, było dla Jacka Kuronia koronnym dowodem, że władza sama prosiła się o demonstrację. „Wiadomość wydawała się dziwna (...). Bo przecież można było któregoś dnia po prostu przestać grać »Dziady «. Poszłaby stugębna plotka po fakcie” - wspominał w książce „Wiara i wina”.

Z informacją, że w obronie "Dziadów" i Dejmka chcą zaprotestować studenci warszawskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej, przybiegła do Kuronia Teresa Bogucka. Pamięta, że był przeciwny demonstracji i zaproponował zbieranie podpisów pod petycją do władz. Wtedy jednak wydarzenia miały już swoją dynamikę.

Studenci PWST - Małgorzata Dziewulska (to ona na starym prześcieradle napisała farbami plakatowymi hasło: "Żądamy więcej przedstawień!"), Ryszard Peryt i Andrzej Seweryn - już obdzwaniali znajomych.

- Szereg osób namówiłam na przyjście - opowiada nam Dziewulska. - Nie pamiętam, żebym z kimś konsultowała mój pomysł, ale oczywiście to, co zrobiliśmy, było realizacją marzeń policji politycznej.

Anna Hertzberg, wtedy studentka architektury, pamięta przejęty głos Seweryna, który pyta ją, czy chce wziąć udział w proteście. - Wskoczyłam w tę ofertę bez namysłu i z entuzjazmem godnym nastolatki żądnej wielkich przeżyć, zwłaszcza jeśli miały coś wspólnego z chłopcami z PWST.

Jednak w późniejszych procesach marcowych będzie mówiło się głównie o inspiracji środowiska tzw. komandosów i grupy Michnika. Inna rzecz, że włączyli się oni do akcji z prawdziwym impetem.



Dramat wśród elity

- Nawet gdyby Jacek i Karol Modzelewski, którzy niedawno wyszli z więzienia na warunkowe, powiedzieli kategorycznie "nie" - wspomina Marta Petrusewicz, wtedy studentka ekonomii - my i tak zrobilibyśmy tę demonstrację. Kto by chciał zrezygnować z tak świetnej zabawy? Nami wtedy nie rządził ani Jacek, ani Karol, choć byli dla nas autorytetami, ani Adaś Michnik, choć był liderem naszej grupy. Bo kiedy Jacek siedział, nauczyliśmy się działać bez przywódców.

- Oczywiście ciekawiło mnie samo przedstawienie, ale też ekscytowało to, że będzie studencka rozróba z rodzaju tych, jakie robiliśmy, przychodząc na spotkania z aparatczykami od nauki i zadając im niewygodne pytania - opowiada nam Irena Grudzińska-Gross. - Jako studentka romanistyki wiedziałam o awanturach na premierze sztuki Wiktora Hugo "Hernani" w Comédie-Française w 1830 r., gdzie Théophile Gautier przyszedł w czerwonej kamizelce, co stało się symbolem romantycznego przełomu. Ten skandal teraz miał się powtórzyć, potwierdzając żywotność sztuki romantycznej. Optymistycznie uważałam, że wszystko dobrze się skończy i za chwilę będziemy żyli w innej Polsce. Skrzyknęliśmy się wśród przyjaciół, że spróbujemy dostać się do teatru bez biletów.

Historyk Andrzej Friszke w zeznaniach z marcowych śledztw wyczytał, że Józef Dajczgewand agitował po pokojach w akademiku. Również Jan Lityński przez kilka dni zajmował się głównie bieganiem po mieście i zwoływaniem ludzi na spektakl 30 stycznia: - W przeddzień spotkałem się z Adamem, który był wtedy świeżo po ponownej lekturze "Dziadów" i cytował mi z pamięci całe fragmenty.

- Mickiewicz wcześniej mnie nie kręcił, to była dla mnie po prostu szkolna lektura - opowiada Michnik. - Nie miałem pojęcia, że może tak się wpisać we współczesną historię. Dejmek odczytał "Dziady" wbrew dotychczasowej tradycji mesjanistyczno-katolickiej, bardzo po laicku, i to było mi bliskie.

W swoim "Raptularzu" Zbigniew Raszewski, krytyk i historyk teatru, któremu dejmkowska inscenizacja się nie podobała (co zresztą wprost Dejmkowi powiedział; a nie był odosobniony, np. aktor Aleksander Bardini nazwał spektakl "wieczorynką mickiewiczowską"), drobiazgowo relacjonował wszystkie związane z "Dziadami" wydarzenia, afery z władzami, klimat kolejnych spektakli. Przyznawał, że między tym, co działo się na scenie, a widownią od początku istniała niesamowita chemia.

Raszewski dokonał w swych zapiskach mistrzowskiego streszczenia mickiewiczowskiego arcydzieła tak, jak zinterpretował je reżyser: "W pewnym kraju żyje lud, nędzny wprawdzie, ale niepozbawiony mądrości, którą czerpie z wiekowego doświadczenia i bliskiego związku z naturą. Lud ten ma głęboko zakorzeniony zmysł sprawiedliwości i zdumiewające wyczucie prawd ostatecznych. Ale na bieg wydarzeń, które rozstrzygają o jego losie, nie ma wpływu. Jest tylko ich komentatorem i sędzią.

Właściwy dramat toczy się zatem wśród elity, która ma wysoką kulturę i jeszcze wyższe pojęcie o swojej roli, nie może jednak współtworzyć historii, gdyż jest podzielona, i to aż na trzy grupy. Jedna siedzi w więzieniu, druga chciałaby walczyć o sprawiedliwość, ale nie może, a trzecia współpracuje z okupantem. (...).

Najwybitniejszy przedstawiciel elity, niejaki Konrad, jest rozdarty. Świadomości w porównaniu z chłopami ma aż za wiele, brak mu jednak dyscypliny wewnętrznej. Pycha pożera go i rzuca na pastwę diabła.

I jeśli diabeł nie zwycięża, to dzięki ks. Piotrowi, który łączy wyostrzoną świadomość elity z mądrością ludu. Ksiądz Piotr uzdrowi Konrada, jednak w pełni świadom tego, że sprawiedliwość może zapanować w tym kraju w dosyć odległej przyszłości, a teraźniejszość oznacza długą serię bolesnych prób".

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów