Posłowie PiS postanowili wytoczyć cięższe działa. Polska już nie przypomina Białorusi, a nawet PRL-u, gdzie przecież według PiS żyło się o niebo lepiej niż w Polsce rządzonej przez Donalda Tuska. Bo w PRL-u - jak przypomina Joachim Brudziński - nawet generał Kiszczak nie wysyłał opozycjonistów na badania psychiatryczne. Trudno się połapać w aktualnie obowiązującej w PiS interpretacji historii, ale Polska to stalinowskie i totalitarne państwo - tak je charakteryzują była szefowa polskiej dyplomacji
Anna Fotyga i były minister sprawiedliwości
Zbigniew Ziobro.
Wysyłanie lidera opozycji na badania psychiatryczne w jakimkolwiek państwie wywołałoby oburzenie. Wysyłanie Jarosława Kaczyńskiego do psychiatry nosi znamiona już nie tylko błędu i głupoty, ale wręcz prowokacji. Na progu kampanii dostarcza się opozycji takiej amunicji, że może już strzelać z działa, nawet nie celując.
Trudno się dziwić oburzeniu PiS, ale też nietrudno dostrzec, jak świetnie politycy tej partii potrafią z satysfakcją wykorzystywać tę sytuację. Radości dostarczył też PiS ojciec
Tadeusz Rydzyk, który na europejskich salonach w przeddzień przejęcia przez Polskę prezydencji w Unii Europejskiej nie zawahał się w imię własnych interesów oskarżyć Polskę o praktyki totalitarne.
Bo to państwo nie chciało, aby zakonnik został uprzywilejowany poprzez wielomilionowe dotacje na szukanie geotermalnych złóż, a za nielegalną zbiórkę pieniędzy obłożyło go karą. Ojciec Rydzyk mentalnie tkwi w PRL-u, gdzie byli równi i równiejsi.
Politycy PiS stanęli murem za ojcem Rydzykiem (wiadomo - kampania). Dlaczego ojcu Rydzykowi ma być wolno więcej? Na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi, tak jak nie było nigdy dobrej odpowiedzi na pytanie, dlaczego partyjni dygnitarze robili zakupy w sklepach za żółtymi firankami, a cała reszta obywateli stała w kolejkach po mięso na kartki.
Dziś w Polsce obywatele wybierają sobie taki rząd, jaki chcą, posyłają na ławy opozycji tych, których chcą. We współczesnej Polsce można szkalować własne państwo za granicą i za to dostaje się prime time w każdej telewizji, bo takie to ostre, odkrywcze i szokujące. Gdzie tu równowaga?
Eh, nawet nie ma co próbować racjonalnie dyskutować z takimi argumentami. Tyle tylko, że gdy Ziobro zapowiada akcję PiS za granicą deprecjonującą własne państwo (list do eurodeputowanych informujący o wadach polskiej demokracji) tuż przed rozpoczęciem polskiej prezydencji, to jest to sytuacja groźna. Pokazuje bezmiar cynizmu i brak patriotyzmu. Można wycierać sobie usta frazesami o miłości do Ojczyzny, ale czyny panów z PiS całkowicie zaprzeczają ich deklaracjom.
I niech Zbigniew Ziobro spróbuje sobie wyobrazić, co by się z nim stało w państwie stalinowskim, gdyby za granicą uruchomił podobną akcję przeciwko Polsce. Nawet na Zachodzie nie mógłby się czuć bezpiecznie. A tu, w tym państwie, rzekomo totalitarnym, włos mu z głowy nie spadnie. Co więcej, swoje teorie może głosić do woli. Takiego totalitaryzmu jak w Polsce mogą Ziobrze tylko pozazdrościć mieszkańcy np. Korei Północnej.
Katarzyna Kolenda-Zaleska ("Fakty" TVN)