Przegrana nie jest przesądzona, ale prezes i liderzy partii czytają sondaże. Czytają je od czterech lat i w tym czasie, nawet w czasie największych kryzysów Platformy,
PiS nigdy nie wysunął się na prowadzenie. Ani afera hazardowa, ani katastrofa smoleńska, ani bezustanna krytyka rządu i podważanie mandatu demokratycznie wybranych władz, nie pomogły PiS-owi zbliżyć się do PO na niebezpieczną odległość.
Nawet jeśli
Mariusz Kamiński wyciągnie jakiegoś kolejnego wątpliwego asa z rękawa, to z jego wiarygodnością równą zero - wszyscy wiedzą, że jest politykiem PiS, a nie bezpartyjnym urzędnikiem - nie powinno to mieć wpływu na nastroje społeczne.
Z politycznego i partyjnego punktu widzenia można nawet PiS zrozumieć. Walczy. Niech walczy - o zwycięstwo, o władzę. Niech walczy Mariusz Kamiński, niech PiS punktuje rząd za niewybudowane drogi i autostrady. Ale czy naprawdę w tej walce wszystkie chwyty są dozwolone, wszystkie środki dopuszczalne? Argument z potencjalnym sfałszowaniem wyborów jest najgorszy z możliwych, bo ma na celu podważanie zaufania obywateli do demokratycznego państwa i jego instytucji.
Obchodziliśmy święto 4 czerwca, święto odzyskania niepodległości. 22 lata temu próba sfałszowania wyborów wydawała się jak najbardziej realna. Stąd rzesze mężów zaufania w lokalach wyborczych. Dziś po ponad 20 latach demokracji straszenie groźbą cudów nad urną jest nadużyciem. Wygląda na pogardę wobec własnego państwa.
PiS, skoncentrowany na swoim własnym partyjnym interesie, niszczy zaufanie do państwa. Poczucie, iż to państwo jest nasze - więc nas nie oszuka i nie wykiwa. Prof. Piotr Sztompka dawno temu w "Gazecie" mówił, że powodzenie i bogactwo narodów zależy od trzech powiązanych ze sobą czynników: optymizmu, poczucia obywateli, że mają wpływ na sprawy swojego kraju oraz właśnie zaufania.
Patrząc na ludzi świętujących rocznicę 4 czerwca czy zorganizowane przez kardynała Nycza święto dziękczynienia, można zauważyć jedno. Ludzi są optymistami, chcą być radośni i mieć wpływ na losy swojego państwa.
Trudno się więc dziwić, że PiS po raz kolejny może przegrać wybory. I pocieszające jest też i to, że ze swoją teorią o fałszowaniu wyborów PiS nie znajduje zwolenników. Chętnych do zasiadania w lokalach wyborczych jest niewielu.
Katarzyna Kolenda-Zaleska (Fakty TVN)