Rozpiera mnie duma z Lecha Wałęsy. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla wie, jakie są jego powinności, i wie, co jego autorytet na świecie może zdziałać. Trzeba podziękować Wałęsie za zwrócenie uwagi na sytuację Guillermo Farinasa. Gdyby nie jego zainteresowanie i rozmowa z kubańskim opozycjonistą, pewnie jego los i los wielu innych więźniów politycznych na Kubie nie byłby tak nagłośniony.
Farinas wybrał rolę męczennika, wierząc, że jego głodówka, podobnie jak śmierć jego kolegi Orlando Zapaty, obudzi świat z letargu, wstrząśnie międzynarodową opinią publiczną i skruszy dyktaturę braci Castro. Rzeczywiście.
Parlament Europejski nie pozostał głuchy na krzyk rozpaczy kubańskich dysydentów i choć są to tylko słowa, to od słów wszystko się zaczyna. Najpierw trzeba nazwać i opisać sytuację, by móc z nią walczyć.
MSZ też wydało oświadczenie. Ale to wciąż za mało. Trzeba głośno i nieustająco domagać się wypuszczenia więźniów politycznych, różnymi sposobami i w różnych miejscach na świecie. Także w Polsce, która jak żaden inny kraj ma mandat do głośnego sprzeciwu.
Słowa Wałęsy brzmią tym bardziej donośnie wobec milczenia innych uczestników życia publicznego. Niewielu ze spadkobierców tradycji "Solidarności" zabiera głos w sprawie, o której trzeba krzyczeć. Politycy emocjonują się wyłącznie własnymi problemami - jedni zaabsorbowani prawyborami, inni - ściganiem winnych afery hazardowej, jeszcze inni - poszukiwaniem osób do smażenia się w piekle. Ale w piekle smażyć się można i za znieczulicę wobec cierpienia innych.
W piekielnych kręgach "Piekła" Dantego pokutują potępione dusze tych, którzy nigdy nie widzieli niczego i nikogo poza własnym interesem. Egoiści i zdrajcy przyjaciół. Ci ostatni w ostatnim, dziewiątym kręgu, najstraszniejszym ze wszystkich.
W związku z tym mam propozycję dla Janusza Palikota. To nie on co prawda ma się w piekle smażyć, ale - według Jarosława Kaczyńskiego -
Donald Tusk, można jednak domniemywać, że prezes PiS chętnie by w smolnych kotłach widział obydwu polityków Platformy.
Panie pośle, sam pan sobie zakneblował usta, ale to nie znaczy, że musi pan milczeć. Swoją energię i niekonwencjonalne pomysły mógłby pan wykorzystać w słusznej sprawie. Może mógłby się pan zainteresować sytuacją na Kubie i podążając w kierunku wytyczonym przez Lecha Wałęsę, pomóc więźniom politycznym.
Nie wiem, jak można im pomóc poza głośnym wyrażaniem oburzenia i deklarowaniem solidarności. Ale może by pan, zamiast demolować - jak mówią niektórzy - życie publiczne w Polsce, zajął się czymś pożytecznym i wzniosłym. Ma pan ku temu środki, wyobraźnię i - jak rozumiem - sporo wolnego czasu.
Pana zdanie nie liczy się na świecie tak jak Wałęsy, ale przecież może pan mimo to pomóc byłemu prezydentowi, który od lat wspiera walkę Kubańczyków z dyktaturą. Może uniknie pan piekła?
Katarzyna Kolenda-Zaleska (Fakty TVN)