Premier Tusk wycofał się z szybkiej ratyfikacji ACTA, co odebrano jako przyznanie się do błędu. Błędu zaniechania. Błędów nikt nie lubi popełniać, ale przyznawanie się do nich to wyższa
szkoła jazdy. Zwłaszcza w polityce, gdzie wciąż pokutuje wizerunek nieomylnego wodza.
To prawda, że instynkt zawiódł premiera, zawiodły tryby mielące rządowe dokumenty, zawiodła umiejętność dialogu ze społeczeństwem i spostrzegawczość w zauważaniu spraw ważnych dla ludzi. W dużej mierze zawiedli rządowi urzędnicy, którzy nie zaalarmowali szefa rządu o potencjalnych konsekwencjach podpisania ACTA. Może ślepota była powszechna (tylko kto teraz uderzy się we własne piersi)?
Ale czy faktycznie odłożenie ratyfikacji i zapowiedź rozmowy z protestującymi internautami to błąd? Czy to faktycznie wyłącznie ruch podyktowany chęcią ratowania nadszarpniętego wizerunku rządu? W tej sprawie popełniono już tyle błędów, że każda decyzja premiera wywołałaby kontrowersje.
Ale co by było, gdyby premier się uparł i brnął w przekonywanie do ratyfikacji umowy? Protesty by się pogłębiały, ale przecież nie z takimi machina rządowa jest w stanie sobie poradzić. Wybory za ponad trzy lata. Premier mógł liczyć na błogosławieństwo krótkiej pamięci i uznać, że nie czas jeszcze na obłaskawianie młodych wyborców. Kto wie zresztą. jak będzie wyglądał świat za trzy lata. Premierowi dostawałoby się od opozycji, ale przecież do tego jest przyzwyczajony. Tylko że relacja między władzą a społeczeństwem dramatycznie by się popsuła.
Premier, to mu trzeba oddać, wybrał drogę trudniejszą. Wrażenie jest takie, że premier uległ szantażowi ulicznych protestów, co nigdy dla władzy miłe nie jest. Jest to też groźne, bo odwagi nabierają inne grupy społeczne, które widząc łatwe uliczne zwycięstwo, mogą zechcieć w podobny sposób dochodzić swoich roszczeń.
Ponadto w naszej kulturze przyznawanie się do błędów uznawane jest nie za oznakę mądrości, ale wręcz przeciwnie - słabości. To właściwie dla polityka śmiertelna pułapka, bo od tego momentu jego konkurenci będą mieli na niego haka. Proszę, jaki słaby, przestraszył się anonimowych młodzików. Jaki chwiejny, nie ma własnych poglądów, wystarczy jedna demonstracja, by zmienił zdanie.
Żaden polityk nie lubi być postrzegany jako słaby, Tusk w tej sprawie wyjątkiem nie jest. Co więcej, raczej lubił swój wizerunek twardziela - pamiętne "chłopaki nie płaczą". Dziś w sprawie ACTA zrobił krok do tyłu.
Prawdziwym sprawdzianem dla premiera będzie teraz sposób, w jaki rozwiąże problem ACTA i czy dotrzyma słowa danego internautom.
To także lekcja dla premiera na przyszłość, a przyszłość oznacza ostry spór o reformę emerytalną. Już teraz warto zacząć słuchać wątpliwości, rozmawiać z ekspertami, samemu sobie wyjaśniać zastrzeżenia. Tusk twardo zapowiada - będzie tak, jak zapowiedziałem w exposé. Ale rzeczywistość już pokazała, że nie ma co się przywiązywać do własnej nieomylności. W sprawie refundacji leków rząd wycofał się rakiem. Przyznanie do błędów w ustawie nie przeszło przez usta jej autorce Ewie Kopacz.
Te pierwsze tygodnie nowego roku nie były dla polityki rządu korzystne. Może więc premier raz jeszcze powinien uderzyć się w piersi. Tak, zgrzeszyliśmy butą. Zaczynamy dialog. Słuchamy, a potem decydujemy.
Katarzyna Kolenda-Zaleska (Fakty TVN)