http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Politykom odpala. Happening

Katarzyna Kolenda-Zaleska
2012-01-24, ostatnia aktualizacja 2012-01-24 22:36

Januszowi Palikotowi trzeba oddać rację w jednym. Pod jego m.in. wpływem zmienił się sposób uprawiania polityki. Mozolne ucieranie konsensusu, merytoryczne debaty zostały zastąpione przez polityczny show. To on wprowadził do polityki happening, ale też znalazł nieprzebrane rzesze naśladowców.

Katarzyna Kolenda-Zaleska
fot. AG
Katarzyna Kolenda-Zaleska
ZOBACZ TAKŻE
Rację ma Palikot, gdy mówi, że przedstawienie projektu ustawy nikogo już nie zainteresuje. Media przejdą obojętnie, politycy wzruszą ramionami. Trzeba czymś zaszokować. Problem w tym, że ten środek nie uświęca celu, bo - jak rozumiem - celem ma być dyskusja nad konkretami. Problem w tym, że do tej dyskusji rzadko kiedy dochodzi, bo zainteresowania wystarcza na sam happening. Dalej już nie, bo odpala się następny happening. A każdy następny musi być bardziej szokujący, coraz bardziej widowiskowy.

Zaburzony zostaje dramaturgiczny logiczny ciąg, w którym powinien być i początek, i środek, i koniec. Jest tylko początek, co czyni z polityki farsę mającą na celu dostarczenie uciechy coraz bardziej znudzonej widowni.

Polityka przestaje być teatrem. To już niemal wyłącznie show biznes szukający inspiracji w kulturze masowej, a nie wysokiej. Ma swoich celebrytów, swoje skandale, swoje tematy grane na politycznych scenach. Spektakl Palikota z próbą zapalenia jointa w Sejmie, poprzedzony równie spektakularną i równie niedokończoną próbą dyskusji na temat obecności krzyża w Sejmie, jest takim właśnie przykładem ślizgania się po powierzchni. Dawania chwilowej rozrywki zamiast próby rozwiązania problemu. Błazenada zastępuję debatę, pozostawiając po sobie pobojowisko niedokończonych spraw.

Każde ugrupowanie ma swojego jointa w zanadrzu. Bo czyż PiS, czyniący z obecności generała Błasika w kokpicie prezydenckiego samolotu clue smoleńskiej katastrofy, zamiast na całości nie skupia się na szczególe potrzebnym do politycznego ataku na rządzących? A czy nieustanne wypominanie premierowi urlopów nie jest w istocie werbalnym happeningiem, który nie ma żadnego znaczenia, ale mieści się znakomicie w konwencji politycznego widowiska?

Premier, pytany o zapowiadane w exposé reformy - w tym podniesienie wieku emerytalnego czy reformę KRUS - zamiast odpowiedzieć, odesłał dziennikarzy do internetu. Także jego biuro prasowe było lakoniczne: ustawy są w przygotowaniu - poinformowało. To znaczy? Odpowiedź nie jest widać dla premiera atrakcyjna.

W debacie republikańskich kandydatów na prezydenta pierwsze pytanie do kandydata nie dotyczy problemów kraju, ale oskarżeń o zdradę, które sformułowała w telewizyjnych wywiadach jego druga żona. Dziennikarz - sam wyraźnie zażenowany - broni się, tłumacząc, że o tym dyskutują obywatele. No właśnie. Tacy politycy i taka polityka, jacy obywatele. Albo tacy obywatele, jacy politycy.

Pytanie jest otwarte. Czy to politycy powinni schlebiać gustom, czasem nie najwyższych lotów? Czy obywatele powinni wymagać od polityków więcej powagi?

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 28 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    57 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':