Jej słowa i bawią, i oburzają. Bawią, bo to argumenty absurdalne i kompletnie fałszywe odczytanie rzeczywistości. Żyjemy w wolnym i demokratycznym kraju. Nikt nikomu nie zabrania głosić własnych poglądów, nikt nikomu nie zabrania robienia filmów ani pisania książek. Czasem te dzieła się nie ukazują, mówiąc brutalnie, z powodu braku talentu twórców, czasem ich geniusz odkrywany jest po latach. No cóż, taka dola artysty. Ci niedocenieni - nawet nie mamy pojęcia, ilu ich może być - też mają prawo czuć się sfrustrowani, że żaden wydawca się na nich nie poznał.
Różnica między nimi a Joanną Lichocką polega na tym, że to ona dostaje dwie strony w jednej z czołowych gazet do reklamowania swojego dzieła.
Ale sprawa jest też poważna, dlatego walczy we mnie poczucie rozbawienia z oburzeniem. Zastanawiam się, skąd Joannie Lichockiej tak łatwo przychodzi klasyfikowanie mnie i wielu mi podobnych obywateli jako niezdolnych do odczuwania wolności. Odmawia nam prawa do patriotyzmu, bo mamy inne poglądy niż ona?
Tak, mam kredyt, chcę dobrze i w miłości do Ojczyzny (a co tam, niech będzie patos) wychowywać swoje
dziecko, jeździć na wakacje i żyć spokojnie. Cieszyć się światem, poznawać nowe terytoria nie tylko geograficzne, odkrywać tajemnice.
Jednocześnie czuję się Polką i jestem dumna z tego, że jestem Polką. Czy to się wzajemnie wyklucza? Ale słyszę, że nie umiem samodzielnie myśleć, że nie próbuję samodzielnie zrozumieć świata. No, gratuluję. Trzeba mieć naprawdę tupet, żeby coś takiego głosić tylko dlatego, że człowiekowi kariera w telewizji nie wyszła.
Te ciągłe narzekania Lichockiej, że musi kręcić filmy, które potem pokazywane są, jak to nazywa, "w drugim obiegu", czyli nie w telewizji, ale na spotkaniach, też są wzięte z sufitu. Nie wszystko, co napisane, nagrane i wyprodukowane, musi natychmiast lądować w głównych programach telewizyjnych, które przecież nawet nie są probierzem tego, co wartościowe. A nawet czasem są tego całkowitym zaprzeczeniem. A z pewnością nie może to być pretekst do dzielenia Polaków na lepszych i gorszych.
A naprawdę bezczelnością jest stwierdzenie, że przy okazji spotkań "Gazety Polskiej" zaczyna się proces tworzenia społeczeństwa obywatelskiego. Doceniam aktywność klubów "GP" w mobilizowaniu swoich członków. Faktycznie jest to element społeczeństwa obywatelskiego, ale trzeba też dostrzegać wszystko to, co do tej pory udało się stworzyć.
W mojej parafii na warszawskim Ursynowie działa np. założona przez proboszcza
szkoła dla
dzieci autystycznych. Wspaniała inicjatywa, jedna z niewielu w
Warszawie, która sprawiła, że księży po kolędzie przyjmują także niewierzący, bo wspólnota organizuje się wokół pomocy dla niewielkiej wciąż szkoły.
Wolność to możliwość głoszenia publicznie każdego poglądu, nawet głupiego, i to bez żadnych konsekwencji. Z wywiadu Joanny Lichockiej wynika, że wolności ci u nas pod dostatkiem.
Katarzyna Kolenda-Zaleska (Fakty TVN)