http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Na zdrowie! Prześwietlanie grzechów

Katarzyna Kolenda-Zaleska
2012-01-10, ostatnia aktualizacja 2012-01-11 12:52

Rozkręca się jeden z najbardziej interesujących wyścigów politycznych świata. W zeszłym tygodniu w stanie Iowa, dziś w New Hampshire można obserwować kolejne odsłony prawyborów, które wyłonią kandydata Republikanów w wyborach prezydenckich.

Katarzyna Kolenda-Zaleska
fot. AG
Katarzyna Kolenda-Zaleska
ZOBACZ TAKŻE
Demokraci mają problem z głowy. Wiadomo - ich kandydatem jest Barack Obama. Po republikańskiej stronie odbywa się fascynujące polityczno-marketingowe widowisko, którego finał jest nieprzewidywalny dla nikogo.

Jeszcze dwa tygodnie temu żaden z komentatorów nawet nie zajmował się Rickiem Santorumem, który bez pieniędzy, bez sponsorów, samotnie w pikapie przemierzał Iowa. I ostatecznie nikomu nieznany kandydat wysunął się na drugie miejsce. W weekend w New Hampshire wynajęte przez niego sale nie mogły pomieścić chętnych, a za tydzień w Karolinie Południowej ma szanse nawet na wygraną.

Wraz ze wzrostem poparcia zaczęła się całkiem inna rozgrywka. Po pierwsze, zaczęły płynąć pieniądze, co zaskoczyło nawet samego kandydata. I to tysiące dolarów. Po drugie, prawe skrzydło Partii Republikańskiej zaczyna poważnie rozważać wsparcie mało poważnego dotąd kandydata, co dałoby mu siłę w postaci struktur, ludzi, no i jeszcze większych pieniędzy. I po trzecie, media zaczęły się nim interesować.

Rick Santorum, dotąd ledwie zauważany przez media i kontrkandydatów, lekceważony jak kiedyś Jimmy Carter, który też w Iowa ciężko pracował i w rezultacie zasiadł w Białym Domu, jest teraz prześwietlany z precyzją promieni Roentgena. Żaden fakt z jego przeszłości - politycznej i prywatnej - nie pozostaje zignorowany. Błyskawicznie wyciągnięto z archiwów jego przemówienia z Kongresu - m.in. gdy z pogardą mówił o prezydencie Billu Clintonie "ten facet", a o liderze Senatu "wściekły pies".

Szeroko omawiane, analizowane i komentowane są jego skrajnie konserwatywne poglądy - dotyczące choćby homoseksualizmu (uważa, że to zoofilia) czy aborcji (jest zdecydowanie przeciw). Potrafi o tym mówić z pasją i ogniem w oczach, czym przyciąga niezdecydowanych konserwatywnych wyborców, dla których Mitt Romney jest zbyt liberalny. Nie tylko jego poglądy i wypowiedzi znalazły się na celowniku. Szczegółowo zanalizowano wszystkie jego - liczne, jak się okazało - kontakty z lobbystami, szukając związków z głosowaniami w Kongresie, w którym zasiadał przez kilka kadencji.

Dokładnie prześwietlono wszystko, co robił po porażce wyborczej w 2006 roku. Ot, choćby taka historia została opisana przez jeden z portali internetowych. Santorum zatrudnił się w zarządzie firmy zajmującej się ochroną zdrowia. Firma, jak się okazało, jest oskarżona o wiele zaniedbań w opiece nad upośledzonymi, trudnymi chłopcami, w tym o dopuszczenie do gwałtów i egzorcyzmów. Oskarżenia dotyczą okresu, gdy Santorum pracował w radzie dyrektorów szpitala. Czy miał z tym coś wspólnego? Czy wiedział? Santorum z oburzeniem zaprzecza, pytania wiszą w powietrzu.

Okazało się też, że Santorum kocha Polskę. Wyznanie zostało wymuszone, gdy kandydat określił nas jako jedno z najbardziej niebezpiecznych państw świata - musiał się potem gęsto z tego tłumaczyć.

Z obserwacji amerykańskich prawyborów wynika kilka wniosków dla nas, bo przecież uwielbiamy powoływać się na "kampanię w amerykańskich stylu". Gdyby u nas urządzono kandydatowi taką "akcję lustracyjną", jaką zafundowano Santorum (a nie daj Boże, gdyby to dotyczyło kandydata prawej strony), natychmiast pojawiłyby się głosy, że to wynik kampanii nienawiści i zmasowana akcja "mediów salonu".

Nasze życie polityczne wygląda na tle amerykańskich prawyborów jak niewinna bajeczka z krainy szczęśliwości. Pytanie, czy to Ameryka jest tak zdegenerowana, czy nasze media i konkurenci polityczni tak słabi. Czy to, co dzieje się w Ameryce, ma jeszcze jakikolwiek walor autentyczności, czy wszystko to już kwestia machiny marketingowej. Na pewno warto naśladować to, że żaden z kandydatów nie unika debat. Odbywają się w każdym stanie niemal codziennie i tylko dzięki nim wyborcy bombardowani niewiarygodną liczbą negatywnych spotów mają szansę poznać kandydatów, ich poglądy i wiedzę. Nie wszystko da się wyreżyserować.

Katarzyna Kolenda-Zaleska (Fakty TVN)

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    32 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':