Wsparł też nowego ministra zdrowia, bo według premiera jest on niewinny w 99 procentach. Może i tak, choć z punktu widzenia pacjenta nie ma znaczenia, w ilu procentach minister jest winny. Zarówno premier, jak i minister zdrowia tłumaczyli, że winę za zamieszanie ponoszą koncerny farmaceutyczne, które nie liczą się z dobrem pacjenta, co z kolei - oczywiście - leży na sercu członkom rządu.
Zamieszanie jest jak diabli. Minister zdrowia dopiero po kilku dniach raczył zabrać głos, i to głównie po to, by wskazywać na własne zasługi. Wtedy nie padło słowo "przepraszam". Ministerstwo nie zrobiło nic, by uspokoić coraz bardziej gorącą atmosferę, by powstrzymać niepokój pacjentów. W zeszłym roku pasażerowie
PKP szturmujący pociągi jadące według nowego rozkładu też byli zdezorientowani i zdenerwowani i też minister miał wtedy problemy z wytłumaczeniem im, co się dzieje. W tym roku nowy minister infrastruktury wyciągnął wnioski; zamieszania na kolei nie było. Dlatego Bartosza Arłukowicza w żaden sposób nie usprawiedliwia to, że w ministerstwie jest nowy.
Sławomir Nowak też jest nowy i na razie nieźle sobie radzi. Nawet dość zabawnie wyglądająca gospodarska wizyta na budującej się autostradzie pokazała, że się interesuje. Może minister Arłukowicz powinien był się wybrać do apteki, zobaczyć, co się dzieje.
W relacjach władzy z obywatelem wszystko opiera się na zaufaniu. W ostatnich dniach roku władza to zaufanie zawiodła i minister zawiódł. Nawet jego wyjaśnienia na konferencji prasowej, na posiedzeniu komisji zdrowia nie wyglądały wiarygodnie, bo ministrowi zabrakło wewnętrznej pewności siebie, co pokrywał arogancją. Jego niepewny głos, rozbiegane oczy kazały przypuszczać, że nie panuje nad sytuacją. Nawet jeśli panował, wrażenie było inne.
Nie ma żadnego wytłumaczenia tego, dlaczego
lista leków refundowanych musi być ogłaszana za pięć dwunasta. Może i minister walczy o jakieś tam nasze interesy z krwiożerczymi koncernami farmaceutycznymi, ale z pewnością nie doścignie w tej walce bohaterów powieści Johna Le Carrégo "Wierny ogrodnik", który w Afryce walczył z koncernami farmaceutycznymi. Kreowanie się na bohatera szpiegowskiego suspensu śmieszy. Czasy telewizyjnego show "Agent" Arłukowicz ma już za sobą.
Problem z politykami polega na tym, że nie są w stanie przyznać się do najmniejszego błędu. Nie są w stanie powiedzieć "przepraszam", gdy tego wymaga elementarna uczciwość. Boją się, że zostanie to odebrane jako słabość. A oni wszyscy chcą być macho. A są z reguły podróbkami.
Katarzyna Kolenda-Zaleska (Fakty TVN)