Z odsieczą ruszył znany miłośnik Gombrowicza Roman Giertych, były wicepremier, odznaczony kilka lat temu przez Sikorskiego medalem "Za zasługi dla obronności kraju". Giertych wie, jak drzeć koty z Jarosławem Kaczyńskim. Wypomniał mu zbieranie teczek na Nowaka, Schetynę, Tuska, a nawet interesowanie się życiem obyczajowym państwa Tusków czy chęć zaaresztowania żony Grzegorza Schetyny.
Nie wiemy, czy Giertych fantazjuje, czy mówi prawdę. Jarosław Kaczyński twierdzi, że to stek kłamstw, że nigdy nie zbierał teczek na polityków Platformy - a Giertychowi grozi sądem. Giertych postanowił zmieść z ziemi PiS. A uczyni to przy pomocy Janusza Kaczmarka i Andrzeja Leppera, którzy mają być świadkami na procesie, bo Giertych zapowiada Kaczyńskiemu proces. A także rzecznikowi klubu PiS-u, który śmiał powiedzieć, że to, co opowiada Giertych, to jest skowyt z politycznego niebytu.
Jarosław Kaczyński składał przysięgę, stwierdzając w Sejmie, że to wszystko, co mówi Giertych, to nieprawda. Dodał, że "Giertych prowadzi twardą grę propagandową w interesie Platformy Obywatelskiej, która znajduje się w coraz trudniejszej sytuacji". Oskarża Giertycha o to, że swoimi wypowiedziami chce przesłonić aferę hazardową, która może utopić PO.
B. premier myśli, że Polacy nie czytają, nie słuchają, nie oglądają. Twierdzi, że filozofią obecnej koalicji jest twierdzenie: dobry obywatel to niepoinformowany obywatel. Mam pytanie: który program telewizyjny należy oglądać, żeby być dobrze poinformowanym - "Jedynkę", gdzie występują prawicowi dziennikarze, czy "Dwójkę" o opcji lewicowej, w której dzięki staraniom PiS-u, dzięki jego koalicji z SLD występuje jeden z autorów "Dramatu w trzech aktach"? Czy "Dramat" był hakiem czy informacją?
Politycy PiS-u oskarżają PO o to, że Giertych jest jej zbrojnym ramieniem, Joachim Brudziński twierdzi, że Giertych to kukiełka Tuska. A czy Giertych był kukiełką premiera Kaczyńskiego?
Politycy PO oburzają się na haki, zapominając o tym, że kiedyś chcieli zniszczyć Włodzimierza Cimoszewicza przy pomocy Anny Jaruckiej. Do tej pory nie doczekał się on przeprosin od Konstantego Miodowicza, który był głównym oskarżającym. Jarosław Kaczyński ma żal do dziennikarzy, że nie zauważyli ważnych spraw, o których mówił dla "Newsweeka". I ma rację. Bo kiedy czytamy: "Donald Tusk jest w kręgu podejrzeń i doświadczony sędzia wiedziałby, co z tym zrobić" - dreszcz przechodzi po plecach. Nie wiem, czy Kaczyński pomaga swemu bratu w kampanii wyborczej i czy te ostatnie wywiady nie są skórką od banana.
Z jednej strony mamy słowa Jarosława Kaczyńskiego, z drugiej - Giertycha. Komu wierzyć? Wiem, ale nie powiem.
Źródło: Gazeta Wyborcza