Tusk nie wyraża świętego oburzenia tym, że "Super Express" opublikował historię Krzysztofa Piesiewicza. Może doradcy zapomnieli premierowi powiedzieć, że historię poznaliśmy dzięki szantażystom, którzy nie dość, że wzięli pieniądze, to teraz oskarżają Piesiewicza o branie narkotyków. W państwach demokratycznych obowiązuje zasada domniemania niewinności i szkoda, że pan premier nie poznał wersji bohatera tego dramatu.
Czy "Super Express" miał prawo do publikacji? Moraliści się oburzają, że to naruszanie prywatności, a nawet niektórzy chcą wsadzić redaktora naczelnego do więzienia.
Jacek Żakowski chciałby, żeby tabloidy były pismami misyjnymi, oburza się faktem, że "Superak" zrobił to w celach komercyjnych. Chyba nie ma gazet, które działają w innym celu. Żakowski na łamach "Polski The Times" pisze: "Straciliśmy mądrego polityka, który padł ofiarą przestępstwa oraz harców nieodpowiedzialnych mediów. Nie można tak ludzi marnować, a zwłaszcza za to, co robią w sferze prywatnej" .
Niestety, straciliśmy Krzysztofa Piesiewicza przez niego samego. Pan senator nie powinien iść na układ z szantażystami, tylko natychmiast zawiadomić prokuraturę. Mógł zrobić konferencję prasową i opowiedzieć, co się wydarzyło.
Nie znam osób, które nie szanują Piesiewicza, nie podziwiają go za jego dorobek artystyczny i adwokacki. Gdyby zrobił konferencję prasową, byłby bohaterem nie tabloidów, ale wszystkich. Naprawdę nie musiał się zwierzać "Super Expressowi" ze swojej tragedii, wciskając kit, że wciągał lek do nosa. Szkoda, że wybitnemu scenarzyście nie starczyło wyobraźni.
Możemy zżymać się na prokuraturę, że chce mu postawić zarzut posiadania i brania narkotyków oraz nakłaniania do ich zażywania, ale cóż, taka jest rola prokuratury.
Sławomir Jastrzębowski, redaktor naczelny "Super Expressu", nie musiał poniżać Krzysztofa Piesiewicza, pokazując go opinii publicznej w sukience z pomalowanymi ustami. Nie musiał też publikować ckliwych historii szantażystki i czynić z niej anioła, a Piesiewicza zrzucać do piekła, ale takie jest zbójeckie prawo tabloidów.
A czy interesuje nas los księdza, który tańczył z posłanką Szczypińską? Ksiądz nie jest już proboszczem tylko dlatego, że tabloidy pokazały go w sytuacji zabawnej dla nas, ale dla niego nie.
A moralistom proponuję, żeby nie szli na układy z tabloidami i nie pisywali komentarzy politycznych, które są kwiatkiem do kożucha.
Apele do rzecznika praw obywatelskich też są śmieszne, bo czy rzecznik praw obywatelskich ma autorytet?
Krzysztof Piesiewicz powiedział kiedyś (wywiad "Dwie na jednego", "Gazeta" z 15.11.1999 r.): "Adwokat bardzo rzadko ma luksus pewności, że broni osoby niewinnej. To dramatyczne". Ja wierzę, że adwokat pana senatora będzie miał taką pewność.