Platforma Obywatelska ułożyła się z Sojuszem Lewicy Demokratycznej w sprawie minimum finansowania TVP zapisanego w ustawie medialnej. W świetle jupiterów widzieliśmy uśmiechniętego szefa klubu PO Zbigniewa Chlebowskiego z szefem klubu SLD Grzegorzem Napieralskim. Wydawałoby się, że już Platforma wita się z gąską w ogródku i ustawa medialna przejdzie w kształcie zaproponowanym przez Sojusz Lewicy Demokratycznej, ale pan premier w ostatniej chwili postanowił zmienić zdanie. Stwierdził, że nie stać budżetu państwa na to, żeby jakaś instytucja była uprzywilejowana.
Pan premier potraktował przewodniczącego Chlebowskiego jak worek treningowy. Zaskoczył swój klub zmianą poglądów, udając, że nie znał wcześniej ustawy. A przecież pan premier nie musiał zabierać telewizji publicznej abonamentu, nikt o to nie prosił i nikt abonamentu nie traktował jak haraczu.
Zamiast uszczelnić system abonamentowy pan premier postanowił z pomocą pilota sejmowego wyłączyć telewizję. Pan premier
gra w durnia, a wiadomo, że w tej grze nie ważne jest kto wygra, tylko kto jest przegrany.
Posłowie Sojuszu zostali wystawieni na pośmiewisko, zgadzając się na propozycje Platformy. Zostali oszukani. To, co się ostatnio wydarzyło, świadczy o tym, że Platforma nie powinna zabierać się za reformę czegokolwiek, bo zamiast poprawić, potrafi tylko niszczyć.
Dzięki posłom PO do ustawy medialnej wpisano także wspieranie wartości chrześcijańskich, dyskryminując inne religie.
Po tych doświadczeniach może lepiej, żeby Platforma nie zajmowała się ustawą o in vitro, bo zamiast uregulowania spraw bioetycznych dzięki posłom Platformy ta metoda zostanie w Polsce zakazana.