Asystent Tuska kopnął policjanta - donosiła na łamach "Wprost". Tę tajną informację uzyskała w jednym z posterunków policji. ABW bada udział tajnych służb w interesach naftowych Krauzego - pisze "Wprost". W artykule znalazło się zdanie: "Pamiętaj, że te pola są od federalnych - powiedział Kuna w rozmowie z Krauzem". Kto dotarł do tej rozmowy? Dorota Kania. "Podwójne życie Bogusława" - tym razem dzielna dziennikarka dotarła do życiorysu redaktora naczelnego "Polityki" Jerzego Baczyńskiego. Za rządów SLD zniknął dokument demaskujący działania mafii paliwowej. Dziennikarka tropi więc mafię. Krauze miał nieformalne wpływy w rządzie - to tytuł jednego z artykułów we "Wprost". Dorota Kania wiedziała o wszystkim, co się dzieje. Dzięki niej mogliśmy się dowiedzieć o przeszłości Stanisława Dobrzańskiego, o łapówkach, o układach, o tym, ile minut spędził w Marriotcie Janusz Kaczmarek. Wiedziała, z kim Krauze załatwiał posady w rządzie, wiedziała o związkach Jana Widackiego z przestępcami.
Dorota Kania tylko jednego nam nie powiedziała - że kiedyś pożyczyła pieniądze od teściowej Marka Dochnala i za te pieniądze miała pomagać znanemu lobbyście. Dochnal wyznał to w programie "Teraz my". Pokazał kwity, na których było czarno na białym napisane, że Kania pożyczyła dwieście kilkadziesiąt tysięcy. Kania - niczym jeden z bohaterów "Misji specjalnej" pod jej nadzorem - tłumaczyła się w oświadczeniu, że nie wiedziała, od kogo pożycza pieniądze. Nie wiedziała, że jest to teściowa Dochnala. Pani Kania pewnie sobie myślała, że jest tak urocza, że wchodzi do biura
nieruchomości, brakuje jej pieniędzy, a tam każdy pędzi, by jej pomóc. Pani Kania myśli, że jesteśmy strasznie naiwni i wierzymy w to, co ona mówi. A my staramy się znaleźć w skórze pani Kani i nie wierzyć nikomu.
Strasznie żałuję, że redaktor naczelny tygodnika "Wprost" zawiesił redaktor Kanię, bo dzięki niej moglibyśmy się dowiedzieć, dlaczego Ryszard Krauze przyszedł do prezydenta Lecha Kaczyńskiego i prosił go o zgodę na inwestycje paliwowe w Kazachstanie (mówi o tym Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla tygodnika "Newsweek"). Pani Kania miała szeroką wiedzę na ten temat, więc zapewne wytropiłaby kolejne powiązania. Niestety, redaktor Janecki nie dał wiary swojej dziennikarce. I tym samym my, czytelnicy, pozbawieni zostaniemy przecieków z prokuratury, służb specjalnych i IPN. Kto nam odkryje kolejny życiorys, kto wytropi powiązania?