Z "idiotami" nikt nie chciał konsultować dokumentu ACTA. Pan minister Zdrojewski udaje, że konsultacje były, choć jak wiemy - tylko ze stowarzyszeniami zainteresowanymi wprowadzeniem tego dokumentu w życie. Minister uważa, że ci, którzy protestują, nie rozumieją prawa.
Za to Michał Boni przeprasza za brak konsultacji. Puszcza oko do publiczności, że za nie odpowiada minister kultury.
Cała ta historia musiała nieźle wkurzyć premiera Donalda Tuska, który co chwila ma jakieś protesty.
Uległ szantażowi lekarzy, zachował się jak twardziel wobec aptekarzy, nie będzie ustępował internautom, choć umowa jest skandaliczna, przepchnięta tylnymi drzwiami na komisji rybołówstwa w Unii Europejskiej, byle by tylko przypodobać się Amerykanom.
Oczywiście, że z piractwem należy walczyć, ale skoro główny inspektor ochrony danych osobowych ma wątpliwości, co do tego dokumentu, uważa, że narusza konstytucję, to ktoś powinien nad tym się zastanowić albo zlikwidować stanowisko
GIODO.
Pan inspektor powinien się zainteresować pomysłem posłów rozszerzających uprawnienia
NIK. NIK będzie mógł zbierać dane na temat naszych preferencji seksualnych, poglądów politycznych, stanu zdrowia, informacji genetycznych i wyznania.
Stajemy się coraz większym "Big Brotherem".
Minister sprawiedliwości
Jarosław Gowin powiedział dziennikarzom, że rekomendował na posiedzeniu rządu wycofanie się z podpisu pod porozumieniem ACTA, bo duch tej umowy jest zbyt represyjny, budzi wiele kontrowersji. Minister pytał, czy środki karne są współmierne do problemu.
Pan minister mówił tak dziennikarzom. Opublikowała to
Polska Agencja Prasowa. Nieoczekiwanie po godzinie pojawił się napis: depesza anulowana. Może pan premier wściekł się i zadzwonił do Jarosława Gowina z awanturą, że się przymila dziennikarzom?
No i mamy klops. Jedni udają, że konsultacje były, a drudzy udają, że brzozy nie było. Polska to nie jest kraj dla normalnych ludzi.
Monika Olejnik (TVN24, Radio Zet)