http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ryzyko emancypacji

Jacek Żakowski
2010-01-04, ostatnia aktualizacja 2010-01-03 17:51

Tomasz Kwaśniewski nakłonił prof. Tadeusza Gadacza do opowiedzenia o jego intymnych dramatach. Utracie powołania i porzuceniu kariery zakonnej, późnym odkryciu fizycznej bliskości z kobietą, odrzuceniu przez środowisko kościelne, a zwłaszcza o tragedii ojca, któremu umarło dwoje maleńkich dzieci.

Jacek Żakowski
fot.
Jacek Żakowski
Zwierzenie filozofa wigilijny "Duży Format" wydrukował w ryzykownej komiksowej formie. Nie jestem miłośnikiem komiksu. Ale naiwność formy sprawiła, że tajemnica i dramat egzystencji zyskały wstrząsającą prostotę.

Powstała opowieść, z którą czytelnikowi trudno sobie poradzić. Bo najtrudniej jest sobie poradzić z okrucieństwem losu, gdy coś w nas z całych sił krzyczy: NIE!, lecz wiemy, że choćbyśmy się zdobyli na największy wysiłek, niczego to nie zmieni.

Prof. Magdalena Środa poradziła sobie z tym napięciem, dobijając poranionego okrucieństwem losu kolegę. W sylwestrowej „Gazecie” postawiła przenikliwe feministyczne pytanie: „Kim była kobieta ( ) o której [Gadacz] mówi »matka mojego syna «, tak jakby była wyłącznie jakąś funkcją, a nie osobą. Co ją łączyło z wielkim profesorem? Czy jest ona jakąś żyjącą i czującą istotą, czy tylko bożym instrumentem doświadczającym bohatera? Może ( ) uczłowieczyłby swoją żonę i pokazał, że był ktoś, kto nie tylko dzielił z nim jego cierpienie, ale cierpiał okrutniej, bo nie mógł zagłuszyć tego stanu tłumaczeniem Rosenzweiga i wcielaniem się w postać pracowitego Hioba?”.

Magdalena Środa ma duże zasługi w upominaniu się o prawa i pozycję kobiet. W sporze z kołtuństwem i patriarchatem całym sercem jestem po jej stronie. Ale nie tym razem.

Gadacz wygłosił wstrząsający tren. Złożył hołd swoim zmarłym dzieciom i kobiecie, której zawdzięcza to, że wyrwał się z emocjonalnej pustki chodzącego "kartezjańskiego cogito". Dzieląc się swoim doświadczeniem, dał wsparcie innym doświadczającym okrucieństwa losu. A prof. Środa przywaliła mu z feministycznego glana w sam środek otwartej przed nami rany.

Upomniawszy się o kobietę i matkę, prof. Środa upomniała się też o życzliwych. Ktoś przecież Gadaczowi pomógł lub pozwolił ułożyć życie na nowo. Ale to już tylko pytanie dodatkowe. Jak się powalonego przez los i po iluś latach podnoszącego głowę walnie z glana w czaszkę, dobrze jest mu jeszcze skoczyć na śledzionę. Żeby się już nie ruszył.

Tomasz Kwaśniewski stworzył przypowieść o tym, jak zimny intelekt filozofa ustępuje gorącym emocjom i jak przezwycięża traumę. Prof. Środa ma Gadaczowi za złe, że Kwaśniewski nie opowiedział też historii kobiety. Równie dobrze mogłaby mieć pretensję do Matki Courage, że Brecht opowiadając jej dramat, nie zajął się panem Courage. I do bohaterek "Seksu w wielkim mieście", że wszystko opowiadane jest z perspektywy czterech przyjaciółek, a ich mężczyźni potraktowani są "jakby byli wyłącznie jakąś funkcją".

W pewnym sensie podziwiam bezkompromisowość Magdaleny Środy w walce o zrozumienie dramatu kobiety. Bardziej jednak mnie te bezkompromisowość przeraża. Nigdy by mi nie przyszło do głowy, że mam prawo dokonać tak błyskotliwie szybkiego osądu człowieka, który w krótkim czasie wywrócił całe życie i stracił dwójkę małych dzieci. Zwłaszcza gdy ten człowiek nie tylko heroicznie próbuje poradzić sobie z rozpaczą, intelektualnie ogarniając swoje doświadczenie, ale też ufnie dzieli się tym doświadczeniem z innymi.

Skąd u prof. Środy - wrażliwej na krzywdę i cierpienia kobiet, mniejszości seksualnych, upośledzonych społecznie - tyle okrucieństwa wobec cierpień prof. Gadacza? Widzę tu symptom ryzyka, przed jakim stoi feminizm jako ruch emancypacyjny. Prawidłowość historyczna jest taka, że wielkie emancypacje (religijne, stanowe, narodowe, klasowe, rasowe) wyrastały z buntu przeciw niesprawiedliwościom i okrucieństwom losu, a potem same tworzyły nowe niesprawiedliwości i nowe okrucieństwa.

Okrucieństwa nowoczesnych społeczeństw - od gilotyny po gułag, islamski terroryzm i pisowską lustrację - były ubocznym produktem wielkich emancypacji. Przyjęcie tożsamości ofiary nieodmiennie niesie bowiem pokusę ryczałtowego usprawiedliwienia wszystkiego, co - choć iluzorycznie - służy emancypacji. Nowe okrucieństwa uzyskują status obrony koniecznej, a to sprawia, że już nie podlegają normalnej moralnej ocenie. Każdy emancypacyjny pretekst jest dobry, żeby je popełniać.

Prof. Gadacz ma pecha, że Bóg stworzył go mężczyzną. Gdyby Kwaśniewski opisał "wielką filozofkę", która przed traumą uciekła w Rosenzweiga, nikt cywilizowany nie śmiałby dziś jej cierpienia relatywizować, a jej samej glanować tylko z tego powodu, że w opowieści za mało było o mężu i życzliwych.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 24 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    38 głosów

Co się stało z Madzią?

Matka półrocznej Madzi z Sosnowca wyznała, że córeczka wyślizgnęła się jej w domu z kocyka i uderzyła główką w wysoki próg