Od kiedy rozeszła się wieść o zamachach w Norwegii, do następnego wieczoru, kiedy świat zdołał uporządkować wiedzę o tym, co się stało, przeżyliśmy wiwisekcję zbiorowego stanu naszych umysłów i emocji. W mediach niezwłocznie pojawili się eksperci od terroryzmu. Pod hasłami w stylu "Atak na Norwegię" rozwinęli pawi ogon hermetycznej wiedzy o grozie islamizmu, który czai się dookoła z bombą w kieszeni. Poznaliśmy strasznego mułłę Krekara, lidera norweskich islamistów, dowiedzieliśmy się o jego związkach z Al-Kaidą i morderczych intencjach.
Kiedy po paru godzinach okazało się, że sprawca ma nordycki wygląd, eksperci tłumaczyli, że wokół czai się piąta kolumna białych konwertytów na islam - gorszych niż najgorszy Arab. Publicyści przejęci wojną z terroryzmem tłumaczyli zaś - odwołując się do wielu tajnych źródeł - dlaczego światowy terroryzm-islamizm chciał zaatakować Norwegię. Media wspominały, że sprawca może być nordyckim faszystą, ale eksperci zbywali to uśmiechami.
Kiedy okazało się, że to jednak norweska nacjonalistyczno-konserwatywna prawica, czyli że
Norwegia zaatakowała się sama, eksperci i publicyści szybko wpadli na pomysł, że takiej zbrodni musiał dokonać szaleniec. Gdyby Breivik był muzułmaninem, jego czyn byłby owocem zbrodniczej religii i kultury. Wiadomo, że to "źli ludzie" znajdujący przyjemność w mordowaniu nas bez powodu. Natomiast Norwegowie są dobrzy. A nawet naiwni w dobroci. Nordyk - chrześcijanin czy poganin - w przeciwieństwie do Araba i Czeczena może coś takiego zrobić tylko, gdy oszaleje. Eksperci nie mieli nic do powiedzenia o nordyckich faszystach, z których wywodzi się Breivik.
Wreszcie głos zabrał niestety Radek Sikorski. Komentując norweski kodeks karny, który nie przewiduje wyroku większego niż 21 lat, napisał na Twitterze: "za mało dla zimnego drania". To dopiero pokazało grozę mentalno-politycznej pułapki, w jaką się zapędziliśmy. Autorem tych słów nie jest Lepper, Korwin-Mikke, Ziobro czy Kaczyński, ale szef dyplomacji kraju sprawującego prezydencję w Unii Europejskiej.
Sikorski nie wyjaśnił, pod jakim względem 21 lat jest za mało, więc Norwegowie nie wiedzą, jak sprostać oczekiwaniom polskiej prezydencji . Ile byłoby dość? 25? 125 lat? Obdzieranie ze skóry, łamanie kołem, rzucenie szczurom na pożarcie? Czy wbicie na pal i włóczenie truchła po Oslo?
Oczywiście żadna ziemska kara nie jest wystarczającą odpłatą za tę zbrodnię. I żadna nie odstraszy człowieka, który popadł w polityczny obłęd bez względu na to, jaka kieruje nim religia czy ideologia. Z klasycznych funkcji kary (odpłata, odstraszanie, resocjalizacja) pozostaje resocjalizacja. Czy 21 lat to za mało, by zbrodniarz się zmienił? Statystycznie w Norwegii starcza. Czy starczy Breivikowi - nie wiadomo. Ale wiadomo, że mimo dużej migracji Norwegia jest jednym z najbezpieczniejszych krajów. Tylko co piąty więzień wraca tam za kraty, choć na 100 tys. ludzi w luksusowych więzieniach przebywa zaledwie 69 osób. W Ameryce i Anglii ponad połowa skazanych znów popełnia przestępstwo, choć wskaźnik karceryzacji jest kilkunastokrotnie większy, a więzienia są dużo mniej przyjemne. Dla społeczeństwa ważne jest, by kara była skuteczna - nie mała lub duża. A resocjalizacja przynajmniej dziesięć razy bardziej się społeczeństwu opłaca niż odpłata i odstraszanie, ku którym skłaniają wyrażone przez polskiego ministra prymitywne emocje.
Przez tę dobę dowiedzieliśmy się nie tylko, że nasze emocje i uprzedzenia mogą krzywdzić innych, ale też, że idąc za anglo-amerykańskim populizmem, tak im pofolgowaliśmy, iż stały się groźne dla nas samych. Bo są źródłem fałszywej wizji świata, fałszywie identyfikowanych zagrożeń i remediów, błędnych ekspertyz i nieskutecznych polityk.
Od dekady żyjemy w tak silnym stresie zewnętrznych zagrożeń, że całkiem nam umknęło, jak dużym zagrożeniem staliśmy się sami dla siebie. Czas popatrzeć w lustro.