http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prawdziwa hazardowa historia

Tomasz Lis
2010-02-04, ostatnia aktualizacja 2010-02-04 20:17

A gdyby PO wygrała wszystko, co Tusk chce wygrać, pojawi się problem jeszcze większy. Wszechwładzy i konieczności okiełznania apetytów partii - W czwartek - Lis

Tomasz Lis
Fot. Albert Zawada / AG
Tomasz Lis
ZOBACZ TAKŻE
Dzisiejsze przesłuchanie premiera Tuska przed hazardową komisją przestanie być newsem jeszcze przed północą. Jeśli idzie o Tuska ważny jest zupełnie inny hazard, zupełnie inne kasyno i zupełnie inna stawka. Jeszcze nigdy w minionym dwudziestoleciu żaden polityk nie postawił całej swojej kariery, przyszłości całej swej formacji politycznej, swego rządu i swego miejsca w historii, na zwycięstwo, nie swoje, ale innego polityka.

To nie jest krytyka decyzji premiera. Postąpił słusznie i odpowiedzialnie. To tylko próba wczytania się w to, co jest tej decyzji kontekstem, istotą i implikacją. Jeśli za dziesięć miesięcy prezydentem zostanie Bronisław Komorowski lub Radosław Sikorski, Tusk zostanie uznany za geniusza. Jeśli kandydat PO przegra, a tym bardziej gdy przegra z Lechem Kaczyńskim, o Tusku będą mówić, że postawił cała pulę na złą kartę, a więc poniósł klęskę. Wypomną mu apele, by wierzono jego politycznemu instynktowi. Oskarżą go, że zamiast dokończyć "dorzynanie watah", pozwolił watasze podnieść głowę. Jego polityczny instynkt zostanie podważony, a co ważniejsze, jego polityczna pozycja zostanie zakwestionowana. Projekt PO, ów może patetycznie nazwany, ale słusznie zdefiniowany plan wielkiej modernizacji i cywilizacyjnego skoku, de facto runie.

Nie żeby takich wycieczek Tuska do politycznego kasyna w przeszłości nie było. Czymże innym niż postawieniem wszystkiego na jedną, niepewną kartę, była jego decyzja sprzed ponad dwóch lat, by nie tworzyć z Lepperem i Giertychem żadnej koalicji do spraw obalenia PiS-u, ale twardo iść na szybkie wybory? A przecież wtedy, 12 października, w dniu debaty z Jarosławem Kaczyńskim, PiS i PO szły w sondażach łeb w łeb. Debata jak debata, mogła się skończyć różnie. Tusk w godzinę pokonał szefa rządu, zdekonstruował mit jego niezwyciężalności i wywindował Platformę na poziom ponad 40-procentowego poparcia, które utrzymuje ona do dziś. Cały, może tylko dwuletni, ale jakże ważny kawałek naszej historii, zależny od jednej godziny. To dopiero był hazard. Wielki. A jednak mniejszy niż ten, na który Tusk zdecydował się kilka dni temu. Z prostego powodu. Tym razem Tusk nie będzie miał, tak jak pewnie miał wtedy, gdy nakładano mu make-up, poczucia, że to on za chwilę wyjdzie na arenę, to od niego wszystko będzie zależało, to on poniesie klęskę albo będzie triumfatorem. Teraz będzie tylko kibicem, sekundantem.

A jeśli nawet Komorowski albo Sikorski wygrają, to hazard będzie trwał. Cała pula jeszcze raz będzie musiała być w kasynie postawiona na jeden numer. Bo mówi Tusk, że do prawdziwej modernizacji potrzebuje całej władzy wykonawczej. Ale to wymaga zwycięstwa w wyborach parlamentarnych. A kto wie, jak by to było, gdyby PO po wyborach prezydenckich miała już całość władzy. Czy ludzie uznaliby - teraz jeszcze wygrają wybory do Sejmu i pokażą, co potrafią, czy też - co za dużo, to niezdrowo i w zdrowym poniekąd instynkcie, by władzę zbyt potężną zrównoważyć, zrównoważą ją, osłabiając PO tak, że straci władzę lub stanie się ona zakładnikiem jakiegoś koalicjanta. W tym drugim wariancie słuszna w świetle wyników wyborów prezydenckich decyzja o niekandydowaniu, stanie się grobem premierowania Tuska albo grobem skuteczności tego premierowania.

A gdyby PO wygrała wszystko, co Tusk chce wygrać, pojawi się problem jeszcze większy. Wszechwładzy i konieczności okiełznania apetytów partii, której prominentni członkowie już pokazali, że są na pokusy nieodporni i na zepsucie podatni. Jak odnaleźć energię, by robić rzeczy niepopularne, choć słuszne, gdy nie robiąc całkiem wielu rzeczy słusznych i niezbędnych, pokazaliśmy sobie, że i tak dalej możemy wygrywać? Jak zaryzykować wszystko, gdy właśnie wygrało się wszystko. Niby tania psychologia, ale dylemat absolutnie realny.

Wszystko to nie po to, by dowodzić, że Tusk zrobił źle. Zrobił dobrze. Ale, jakkolwiek by patrzeć, wszedł do kasyna i w nim zagrał. Zagrał diabelnie ryzykownie. A z hazardem, z obstawianiem i z wygranymi albo przegranymi różnie bywa.

  • 13 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    60 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':