Toczy się więc u nas nieustanna - by sparafrazować tytuł książki laureatki nagrody Nike - wojna polsko-polska pod flagą biało-czarną. Dokładnie pod taką. U nas, w nas, nie ma umiaru, dystansu, autoironii. Taka dziecięca choroba polskości. Nie ma, a przydałoby się, więcej dzielenia włosa na czworo. Więcej jest, o tak, nawiązywania do słów pewnego zespołu sprzed lat: "To, co się da, podziel na dwa, bez namysłu dziel". No i dzielimy.
Tak jak dziś. Zima, mróz, nie ma globalnego ocieplenia. Przed chwilą słyszeliśmy, że jest, i to wielkie zagrożenie dla ludzkości. A teraz nie ma. I tyle. Nic pośrodku. Afera hazardowa? Nie ma żadnej afery. Albo jest największa afera od lat. Nic pośrodku. Jak z aferą Rywina. Nie było żadnej afery, mówią jedni. Ależ była, największa, ilustrująca całą zgniliznę naszej RP, mówią drudzy. Nic pośrodku. Mariusz Kamiński? Bezkompromisowy patriota, mówią jedni, uosobienie urzędnika państwowego. PiS-owski czynownik. To druga wersja. Chlebowski? "Wszystko robiłem dla ojczyzny". To jego wersja. "Wszystko robił dla Sobiesiaka", wersja inna. Coś pomiędzy? Nic, nigdy.
(Rząd Mazowieckiego - najlepszy rząd, gabinet idealistów, który stworzył fundament pod nową Polskę. Albo rząd najgorszy, ucieleśnienie zgniłego kompromisu, wybaczenia bez rachunku sumienia, rząd zgody na niejednoznaczność.
(Rząd Kaczyńskiego? Prawdziwie polski i patriotyczny rząd przełomu. A skąd! Rząd antydemokratyczny i antypolski.
(Donald Tusk? Człowiek, który przywrócił Polskę Europie. Nie, Tusk to wnuk dziadka z Wehrmachtu, który zapewne z powodów genetycznych idzie na pasku Niemców.
(Aleksander Kwaśniewski - najlepszy prezydent III RP. Błąd. Pijak i postkomunistyczny błazen. (Lech Wałęsa - bohater polskiej historii. Nie, agencina SB. I kilka szczebli niżej.
(Doktor G. - potwór, zabójca. Lub inaczej: doktor G. - oddany lekarz, furiat, ale profesjonalista. Coś pomiędzy? Nie, u nas nigdy nie ma nic pomiędzy. Po pomiędzy jest szara strefa. Zdrada. Kompromis. A fuj.
(Jaruzelski? Albo sowiecki namiestnik, albo zbawca.
(Kukliński? Albo zdrajca, albo bohater. Koniec. Kładki łączącej odmienne zdania nie ma, bo być nie może.
To dotyczy i ludzi, i zdarzeń. Powstanie Warszawskie - największa głupota w dziejach narodu. Albo akt założycielski nowej Polski, fundament marzeń Polaków o własnym państwie, punkt odniesienia ich aspiracji. Koniec, kropka.
Kryzys nas ominął. Bo? Bo mamy rząd, który zrobił to, co trzeba, by z kryzysem walczyć, a przede wszystkim nie zrobił żadnych głupstw. Nie, inaczej - bo mamy rząd, który, dzięki Bogu, nie zrobił nic. I tak w każdej sprawie. Białe, czarne, czarne, białe, nic pomiędzy. U nas nawet w sprawie pocałunku Dody na licu prezydenta nie ma wzruszenia ramion. U nas nawet najtańszy geścik znaczenie ma. Dwa znaczenia. Skrajne. Pomoże mu, wizerunek ociepli, nie nic nie pomoże, to znak desperacji.
Skrajności świadczą o dążeniu do jednoznaczności. Ale namalowana w powyższych przypadkach jednoznaczność świadczy wyłącznie o naszym infantylizmie, o bolesnej niedojrzałości. Albo zamazujące wszelkie istotne różnice "kochajmy się" albo rozdrapujmy wszelkie rany i różnice, by się nie zabliźniły błoną podłości. No to się w imię podłości nie zabliźniają.
Znakiem naszym adrenalina, pasja, wszystko albo nic, alleluja i do przodu, albo wszystko do d Wnioski? Żadnych konkretnych. Jutro premier przedstawi pakiet proponowanych reform. Premier powie, że to propozycja przełomowa. Opozycja powie, że to humbug. Serio? Zmieńmy flagę na biało-czarną. Najlepiej ze wzorem szachownicy, która to flaga mówi wszystkim zawodnikom: STOP!