Trybunał pyta, czy nie narusza zasady domniemania niewinności wypowiedź Ziobry na temat doktora G. "nikt już nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie". Pyta też, czy skazanie Urbana na karę grzywny za obrażanie papieża nie łamie wolności słowa.
Na pierwsze pytanie odpowiadam twierdząco - wypowiedź byłego ministra zasadę domniemania niewinności naruszyła. Na drugie odpowiadam przecząco - grzywna nałożona na redaktora naczelnego "Nie" wolności słowa nie narusza, najwyżej przywraca jej właściwy sens.
Tu można by skończyć, gdyby nie pokusa, by zestawić ze sobą czyny Ziobry i Urbana.
Ziobro i Urban wydają się od siebie szalenie oddaleni, mniej więcej tak jak papież i doktor G. Jednak i Z., i U. wypowiadali się publicznie na temat innych osób. Obaj wykazali absolutny brak szacunku dla człowieka. Z. praktycznie skazał doktora G., zanim w ogóle jego sprawą zajął się sąd. U. pisał o papieżu rzeczy ohydne. Z. sugerował, że G. musi się znaleźć w więzieniu, by już nikogo nie zabił. U. z kolei sugerował, że papież powinien znaleźć się na tamtym świecie, by nie drażnić swoją nieestetyczną chorobą. Ranking obrzydliwych wypowiedzi jest trudny do zrobienia, ale z całą pewnością wypowiedzi Z. i U. należą do najściślejszej czołówki minionej dekady.
Warto tu odnotować, że i Z., i U. postanowili się odwoływać do trybunałów w sprawie praw własnych. U. już kilka lat temu skierował swą sprawę do trybunału w Strasburgu, Z. zaś taki krok rozważa. Jasne, mają prawo, łamanie praw innych nie pozbawia ich przecież ich własnych praw.
Wyrok w sprawie U. nie narusza oczywiście żadnej wolności słowa. Sąd bardzo słusznie uznał, że krytyka osób publicznych nie może naruszać ich czci i że godność człowieka musi być wartością naczelną. Podobnie uznał inny sąd w sprawie Alicja Tysiąc vs. "Gość Niedzielny", nasze sądy postępują więc w tej sprawie nie tylko słusznie, ale i konsekwentnie.
Jeśli zaś chodzi o Z., to obraził doktora G. dwa razy. Ostatnio - przepraszając go tak, by zakpić z sądu, z wyroku i z samego lekarza. Zgodnie z wyrokiem zamieścił przeprosiny w telewizjach, uczynił to jednak tak, by dać do zrozumienia, że wyrok ma gdzieś, podobnie jak sąd. Oczywiście wyłącznie ludziom zdolnym do przeczytania małych literek na ekranie telewizyjnym. Cóż, gdy Jarosław Kaczyński przegrał proces z Ludwikiem Dornem, przeprosił go normalnie, nie naigrawając się z sądu i wyroku. W tej kwestii były minister (pst!) sprawiedliwości powinien iść na korepetycje do prezesa Kaczyńskiego. Z drugiej strony trudno się dziwić, że były minister, który swego czasu deklarował sympatię dla knajackiego portalu "Pudelek", posługuje się w zamieszczanych "przeprosinach" metodą zaprezentowaną ostatnio przez pewien brukowiec będący papierową odmianą "Pudelka".
Odpowiedziałem na pytania trybunału. W zamian moje pytanie do sądu. Czy takie przeprosiny to zadośćuczynienie standardom prawa, czy ich kolejne złamanie?