http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Porucznik ABW - pierwszy oskarżony w sprawie śmierci Blidy

Marcin Pietraszewski, Wojciech Czuchnowski
2009-04-20, ostatnia aktualizacja 2009-04-21 07:42

To płotka, rekiny są bezkarne - mówi mecenas Stanisława Mizdra, pełnomocnik rodziny Blidów.

Dom Barbary Blidy tuż po śmieci b. minister
Fot. GRZEGORZ CELEJEWSKI / AG
Dom Barbary Blidy tuż po śmieci b. minister
Barbara Blida
Fot. Wojciech Surdziel / AG
Barbara Blida
Porucznik Grzegorz S. z katowickiej delegatury ABW kierował trzyosobową grupą agentów, którzy 25 kwietnia 2007 r. w Siemianowicach Śląskich mieli zatrzymać Barbarę Blidę. Katowicka prokuratura chciała przedstawić jej zarzut przekazania łapówki prezesowi spółki węglowej.

Pod domem posłanki SLD czekała ekipa z kamerą, a film z akcji miał trafić do dziennikarzy. Zbigniew Ziobro, ówczesny minister sprawiedliwości w rządzie PiS, planował konferencję prasową, na której miał pochwalić się rozbiciem "lewicowego układu".

Ale gdy funkcjonariusze weszli do domu, Blida zastrzeliła się w łazience z własnego rewolweru.

Pierwszy trybik w machinie?

Dwa lata po tragedii prokuratura w Łodzi wysłała akt oskarżenia przeciwko dowodzącemu akcją porucznikowi Grzegorzowi S. Jest pierwszym i na razie jedynym podejrzanym w tej sprawie.

- Odpowie za niedopełnienie obowiązków służbowych - mówi prokurator Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi. Prokuratorzy uważają, że nie kazał podwładnym sprawdzić, czy posłanka SLD ma przy sobie broń, sam też nie przeszukał łazienki, w której się zabiła.



Zdaniem mec. Stanisławy Mizdry, pełnomocnika rodziny Blidów, prokuratura rzuca opinii publicznej na pożarcie płotkę. - Najważniejsze jest ustalenie, komu zależało na skompromitowaniu posłanki SLD. Nie mam wątpliwości, że porucznik S. był trybikiem wielkiej machiny - przypomina mec. Mizdra.

Prok. Kopania mówi, że Grzegorz S. to pierwszy, ale nie ostatni oskarżony. Śledczy badają, czy katowiccy prokuratorzy mieli podstawy do postawienia Blidzie zarzutów. Dlaczego wśród kilku osób, które miały być tego dnia przesłuchane, postanowiono zatrzymać tylko Blidę. - Większość dowodów zebrano - mówi Kopania.

Prokuratorzy badają też, czy ABW mogła filmować akcję dla potrzeb mediów.

Według informacji "Gazety" porucznik S. nie przyznał się do winy. Mówi, że nikt go nie poinformował przed akcją, że Blidowie mają w domu broń. Można to było sprawdzić na policji (ma spis pozwoleń na broń), ale ABW najprawdopodobniej bała się przecieku o akcji. Porucznik S. jest zawieszony. Dwoje podwładnych z akcji u Blidów wróciło do pracy. Umorzono ich sprawę.

Koniec kariery kowboja

W styczniu tego roku „Gazeta” ujawniła fragmenty zeznań Grzegorza S. złożonych w łódzkiej prokuraturze. „Ktoś przekazał mi nierzetelne informacje i wysłano mnie z kolegami na tzw. realizację z narażeniem własnego życia” - zeznał. Gdy Blida, która do łazienki poszła w towarzystwie funkcjonariuszki ABW, strzeliła do siebie, porucznik zadzwonił po pogotowie i zaczął reanimację. „Gasła w oczach. (...) Gdy wbiegłem do pomieszczenia, jeszcze ciężko oddychała. (...) Krzyczałem: » Pani Basiu, niech pani nie umiera! «- opowiadał S.

Dzień śmierci Blidy był końcem jego kariery w ABW. Służył tam od 1997 r., jeszcze w czasach UOP. Przełożeni powierzali mu dowodzenie przy ważnych zatrzymaniach. - Miał opinię kowboja, który nie boi się trudnych spraw i lubi niekonwencjonalne metody - opowiada jeden z b. funkcjonariuszy katowickiej ABW.

Po śmierci Blidy "Przekrój" opublikował reportaż, w którym wyliczał akcje prowadzone przez S. W 2000 r. Helenę G., księgową z Sosnowca, dowodzeni przez niego funkcjonariusze wyciągnęli z łóżka. Mimo że nie mieli nakazu, doprowadzili ją do prokuratury. Grożono jej, że "zgnije w areszcie" Głośna była sprawa akcji w domu lobbysty i biznesmena Krzysztofa P. (w 2001 r.), który twierdził, że antyterroryści z ABW trzymali pod bronią jego córeczkę. Bliźniaczo podobna sytuacja do tej w domu Blidów zdarzyła się Grzegorzowi S. w mieszkaniu śląskiego adwokata (w 2003 r.). W trakcie rewizji adwokat zapytał, czy może wyjść do łazienki. Wrócił, trzymając w szlafroku rewolwer. Też nie sprawdzono, czy ma broń w domu.

Akcje u Krzysztofa P i adwokata były filmowane, a zdjęcia z zatrzymań trafiły do telewizji. Skargi na Grzegorza S. kierownictwo śląskiej ABW oddalało.

Narady u premiera

Prokuratorzy - w odrębnym wątku - wyjaśniają okoliczności organizowanych w 2007 r. przez premiera Jarosława Kaczyńskiego narad z ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą, szefem MSWiA Januszem Kaczmarkiem, szefem policji Konradem Kornatowskim, szefami ABW Bogdanem Święczkowskim i CBA Mariuszem Kamińskim. Podczas tych spotkań omawiano najważniejsze śledztwa. Z zeznań Kaczmarka wynika, że podczas tych narad Ziobro i Święczkowski zapewniali premiera o mocnych dowodach na posłankę SLD. "Mówili, że przez Blidę można by, mówiąc żargonem prokuratorskim, wyjść na osoby z wierchuszki SLD - zeznał m.in. w prokuraturze Kaczmarek.

Na razie w tym wątku nikomu nie przedstawiono zarzutu. Nie doszła do niego również sejmowa komisja śledcza badająca okoliczności śmierci b. posłanki.

  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':