Bilans tego pół roku jest mieszany. A ostatnie dwa tygodnie były dla prezydenta
USA po prostu nieudane. - Miesiąc miodowy się skończył - mówi szef Partii Demokratycznej z Ohio Chris Redfem. Ben Smith z "Politico", jeden z najlepszych dziennikarzy politycznych w USA, podsumował nastroje w Waszyngtonie jeszcze barwniej: "Obama wreszcie zaczął się pocić. I wszyscy to widzą".
Do czerwca sondaże opinii publicznej były dla nowego prezydenta bardzo przychylne. W lipcu - już nie. Ostatnio dają mu z reguły 58-59 proc. poparcia, co jest po półroczu prezydentury amerykańską dolną strefą stanów średnich. Sondaż Gallupa dał tylko 55, co byłoby trzecim od końca wynikiem spośród wszystkich 12 prezydentów USA po drugiej wojnie światowej.
Jeszcze bardziej powinny Obamę martwić odpowiedzi Amerykanów na pytania o priorytety jego polityki. 55-60 proc. Amerykanów uważa, że rząd za dużo wydaje i niepotrzebnie zwiększa
deficyt budżetowy. Większość uważa, że Obamowy pakiet stymulowania gospodarki nie działa. 50 proc. odrzuca projekt reformy systemu opieki zdrowotnej (za według różnych sondaży jest 35-48 proc.). Jako konserwatyści deklaruje się dziś 40 proc. Amerykanów, najwięcej od 2004 r., jako lewicowcy - tylko 21 proc. Wyborcy, w stosunku 54 do 41 proc., wolą "mniejszy rząd i mniej usług rządowych" niż rząd z dużą rolą np. w opiece zdrowotnej. Wszystkie te wskaźniki od czasu objęcia władzy przez Obamę idą w złym dla niego kierunku. Poniżej 50 proc. spadło nawet poparcie dla zamknięcia obozu w Guantanamo.
Guantanamo, pakiet gospodarczy, wielka ustawa o ekologicznej polityce energetycznej, podstawowe kwestie polityki zagranicznej - wszystkie te sprawy można podsumować naraz: zaczęte, nieskończone. Obama obiecał zamknąć Gitmo w rok, ale jego zespół ekspertów, który miał do ostatniego wtorku powiedzieć, co z podejrzanymi o terroryzm zrobić, właśnie to odłożył. - To są bardzo trudne i skomplikowane sprawy - mówią członkowie zespołu. Dokładnie to samo mówili ludzie Busha broniący Guantanamo.
Liczba tygodnia: 45 proc.
Takie poparcie, gdyby wybory prezydenckie odbyły się dziś, dostaliby i prezydent Obama, i Mitt Romney, faworyt Republikanów. Z Sarah Palin Obama prowadzi 48 do 42 proc.
Pakiet stymulacyjny nie działa, bo nie może jeszcze działać - na razie rozdysponowano tylko 10 proc. z jego 800 mld dol. (wydano jeszcze mniej). Ale właśnie to przewidywali w lutym krytycy pakietu. Doradcy prezydenta przekonywali, że wielka ustawa zahamuje wzrost bezrobocia. Sam Obama mówił w kwietniu, że "pakiet już ocalił 150 tys. miejsc pracy", a potem, że w "samym małym Nowym Meksyku 22 tys.". Nie wiadomo, skąd brał te liczby. Za to Amerykanie widzą, że
bezrobocie wciąż rośnie.
Wiceprezydent Joe Biden tłumaczy: - Nie doceniliśmy tego, w jak złym stanie jest gospodarka.
Tylko że to nieprawda, i Amerykanie to wiedzą. Pamiętają, jak sam Biden mówił rok temu przed wyborami, że gospodarka jest "na skraju przepaści", a inni demokraci nawet, że "w ruinie".
W polityce zagranicznej wielka ofensywa o pokój na Bliskim Wschodzie stanęła. Z guzika "reset" w stosunkach z Rosją niewiele na razie wynika. Otwarcie na
Iran (jednostronne, Teheran tak otwarty nie jest) i łagodna reakcja na strzelanie do demonstrantów w irańskiej stolicy spotkały się z dużą krytyką.
Tak naprawdę jeśli chodzi o konkrety, pół roku rządów Obamy przyniosło większości Amerykanów tylko jeden wielki plus: w Białym Domu nie ma George'a Busha.
Obama ma powody do dużego niepokoju, ale na razie nie do paniki. Po pierwsze - sondaży nie należy przeceniać. Bill Clinton miał po pół roku sondaże katastrofalne (44 proc. poparcia), a potem się pozbierał i wygrał w cuglach bój o reelekcję. Po drugie - to mimo wszystko tylko pół roku. Politolodzy twierdzą, że prezydent USA ma na pokazanie rodakom, że umie rządzić, 12-18 miesięcy. Jeśli w tym czasie Obama przepchnie przez Kongres reformę systemu zdrowotnego, która spodoba się wyborcom, jeśli zaproponuje w końcu sensowne rozwiązanie dla Guantanamo, jeśli odniesie jeden czy drugi sukces w polityce zagranicznej, jeśli pakiet stymulacyjny zacznie działać - Obama przestanie się pocić.
Kluczowa jest ta ostatnia rzecz - gospodarka. Popularny komik Jon Stewart zauważył ostatnio, że Obama w wywiadzie dla prasy pakistańskiej (swoją drogą szkoda, że nie było wywiadu dla polskiej czy choćby niemieckiej...) pochwalił się, że lubi poetów urdu i gotuje po pakistańsku. - Panie prezydencie, cieszymy się, że w wielu dziedzinach jest pan człowiekiem renesansu - powiedział satyryk. - Teraz zostaje tylko drobiazg: niech pan naprawi gospodarkę USA...