"Mieszkam w bloku na jednym z większych osiedli w Poznaniu, gdzie zarządzający zdecydowali o ocieplaniu budynków. Są to bloki 11-piętrowe, polubiły je jako swoje miejsca siedliskowe jerzyki. Może nieco bezmyślnie my, mieszkańcy bloków, korzystaliśmy z ich opieki. Bo one skwapliwie polowały na uciążliwe dla nas owady. W zamian wykorzystywały każdą dziurkę w budynkach na swoje gniazda. Ale co się dzieje? Ocieplają. Likwidują starannie siedliska jerzyków. Nie są ważne przepisy stojące w obronie naszych obrońców. Zwróciłam się do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Poznaniu z prośbą o pomoc. Cytowałam przepisy, tłumaczyłam, że są powołani do tego, by w tej sytuacji nie być bezczynni. Pięknie pokazali mi, że niestosownie się zachowuję. Odłożyli sprawę, a mnie grzecznie skierowali do prokuratury. Może po to, bym usłyszała po roku jej działania: "Ze względu na małą szkodliwość społeczną...".
Dziwi mnie brak reakcji poznańskiej Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Tym bardziej że wykładnia Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska jest jasna: nie wolno ocieplać budynków w okresie lęgowym jerzyka, bo jest to złamanie ustawy o ochronie przyrody. A jeżeli jakaś spółdzielnia musi to robić latem, to powinna mieć na to zgodę Głównego Dyrektora Ochrony Środowiska. Mało tego, przed remontem wykonawca powinien z pomocą doświadczonego ornitologa określić, gdzie jerzyki mają gniazda. Jeżeli prace były wykonywane poza sezonem lęgowym, gniazda zniszczono, a otwory, w których gnieździły się ptaki, zamurowano, to powinny zostać powieszone budki, żeby jerzyki miały gdzie wrócić w następnym roku. Tyle mówi wykładnia GDOŚ.
Od siebie dodam, że zamurowanie gniazd tych ptaków jest wyjątkowym draństwem. Młode jerzyki są bardzo odporne na brak pokarmu. Nie umrą w kilka dni, ale mogą cierpieć nawet siedem tygodni. Zamurowywanie gniazd jerzyków to najzwyklejsze znęcanie się nad zwierzętami.
Źródło: Gazeta Wyborcza