Chodzi o to, że leśnikom nie wolno zwalczać w rezerwatach kornika i dlatego obumierają świerki.
Relacja jest wstrząsająca: "Leśnicy (...) nie pamiętają tak dużego spustoszenia na terenie puszczy wywołanego działalnością kornika drukarza".
Wypowiedzi są dramatyczne. Wojciech Niedzielski, nadleśniczy Nadleśnictwa Białowieża: "W tej chwili jest to drzewostan w fazie rozpadu. Kornik drukarz prawie całkowicie opanował drzewostan, i już nie ma ratunku. Te wszystkie drzewa są trupami". Grzegorz Bielecki, nadleśniczy Nadleśnictwa Hajnówka: "Tych drzew jest kilka tysięcy. Nawet z powietrza są widoczne żółte i brązowe plamy na zielonej powierzchni puszczy". Andrzej Antczak z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku: "Jest totalny kataklizm, bo zabroniono leśnikom ingerowania w rozwój kornika, bo jest to rezerwat". Antczak pyta dramatycznie: "Jakie są szanse, że w tym miejscu będzie kiedyś zdrowy las?".
Zacznijmy od tego właśnie dramatycznego pytania. Bo odpowiedź na nie jest banalnie prosta. To jest właśnie zdrowy las. Las jest zdrowy i normalny, gdy zachodzą w nim takie procesy jak obumieranie. Kornik jest jak najbardziej naturalnym elementem lasu. Od prawie 10 tys. lat, czyli od ostatniego zlodowacenia, kornik atakuje świerki w Puszczy Białowieskiej, a świerki bronią się, jak mogą. Zalewają kornika żywicą albo rozsiewają się tysiącami.
Jest to równie normalna sytuacja jak ta, w której wilk zabija jelenia. Z tą różnicą, że zmagania trwają czasami latami i rzeczywiście mogą ginąć całe połacie świerków. Raz górą jest kornik, a raz świerk. Jeszcze przed wojną leśnicy obawiali się, że świerk jest w ekspansji i będzie drzewem dominującym w puszczy. Dziś obawiają się o świerk, który, owszem, jest słabszy, bo jako gatunkowi związanemu z zimnym klimatem daje się mu we znaki ocieplenie. Leśnicy to akurat powinni wiedzieć, choć - o czym już wiele razy pisałem - nie potrafią się jakoś z tym pogodzić.
Obumierające świerki są zaś miejscem życia około stu rzadkich i ginących gatunków chrząszczy. Takich jak zagłębek bruzdkowany, bogatek wspaniały, zgniotek cynobrowy, rozmiazg kolweński lub ponurek Schneidera. Walcząc z kornikiem, zwalczamy te owady. Pozbawiamy też miejsca do życia niezwykle rzadkiego dzięcioła trójplaczastego. Nie ma go przecież w "zdrowych i normalnych lasach", gdzie zwalcza się kornika. Warto dodać, że nie zwalcza się go z jakiejś miłości do przyrody, ale po to, by uratować przed nim drewno, które można przerobić na deski. Tego zapewne leśnicy "zapomnieli" dziennikarzom powiedzieć. Podobnie jak tego, że zwalczana i niezwalczana gradacja kornika trwa mniej więcej tyle samo.
Widok martwych świerków szokuje. Ale szokuje dlatego, że mamy tak mało prawdziwych lasów i nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego, jakie są naprawdę. Te, które nam się wydają "zdrowe i zielone", to wcale nie prawdziwe lasy, lecz mniej lub bardziej udające je uprawy drzew. W takich uprawach kornik jest groźny niczym lis wpuszczony do kurnika. Tylko że wyjątkowość Puszczy Białowieskiej polega na tym, że nie jest taką uprawą. Jej dzieje świadczą o tym, że jedynym stworzeniem, które może puszczy zagrozić, to na pewno nie kornik, ale człowiek, który chce ją przed kornikiem ratować.
Mam serdeczną prośbę do leśników, by przestali straszyć kornikiem w puszczy, bo to naprawdę nie ma sensu.